Iga Świątek koszmarem. To nie jest rywalizacja, to totalna dominacja

Coco Gauff ma dopiero 18 lat, a już była w wielkoszlemowym finale. W czerwcu w meczu o mistrzostwo Roland Garros Iga Świątek rozbiła ją 6:1, 6:3, a teraz była bezlitosna w ćwierćfinale turnieju WTA 500 w San Diego i wygrała 6:0, 6:3.

Zaciśnięta pięść Gauff i owacja amerykańskiej publiczności - to dostaliśmy po 45 minutach ćwierćfinału w San Diego. Wtedy Coco wygrała pierwszego gema. Jeszcze minutę wcześniej przegrywała 0:6, 0:2. Ale nawet jeśli po wygraniu pierwszego gema uznała, że to nie będzie tylko podreperowanie wyniku i że jeszcze w tym meczu powalczy, to do takiej myśli nie zdążyła się przyzwyczaić. Już 20 minut później Iga Świątek ten mecz skończyła i pocieszała Coco przy siatce.

Zobacz wideo Nowa Iga Świątek. Jednak Djoković, a nie Nadal? [Sport.pl LIVE]

Liczby nie kłamią, Świątek nie daje szans

  • 7:6, 6:3 w półfinale w Rzymie w 2021 roku
  • 6:3, 6:1 w meczu o ćwierćfinał w Miami w tym sezonie
  • 6:1, 6:3 w finale Roland Garros 2022
  • 6:0, 6:3 w ćwierćfinale San Diego 2022

Tak wygląda historia meczów Świątek - Gauff. To może być rywalizacja na długie lata, naprawdę mają rację eksperci, którzy widzą w tej parze potencjał na zacięte mecze o najwyższą stawkę. Iga ma 21 lat, a Coco obwoływana następczynią sióstr Williams to dopiero 18-latka. Obie są przyszłością tenisa. Obie są jego teraźniejszością, przecież Iga to liderka rankingu WTA, a Gauff jest w nim ósma. Ale Amerykanka chyba jeszcze nie dorosła do udźwignięcia presji grania przeciw Polce.

Widzieliśmy w tym fantastycznym dla Igi sezonie wiele tenisistek, które przeciw niej grają szczególnie dobrze. Świątek wygrała w 2022 roku aż 62 z 70 meczów. Przeciwko Gauff zanotowała właśnie 20. w sezonie set wygrany 6:0 (rekord wszech czasów należy do Steffi Graf, która w 1988 roku zebrała 29 tzw. bajgli, a rekordzistką XXI wieku jest Serena Williams, która w 2013 roku miała ich 25). Ostatnie miesiące są jej popisem. Ale to jest też czas naprawdę trudnego grania przeciw zawodniczkom, które szczególnie mobilizują się na nią, na numer jeden. Widzieliśmy to nawet wtedy, gdy Iga mierzyła się z zawodniczkami spoza pierwszej setki rankingu.

Natomiast w meczu Świątek - Gauff znów zobaczyliśmy, że na razie to nie jest wielka rywalizacja, tylko  totalna dominacja. W meczach tej dwójki jest 4:0 dla Igi, w setach 8:0, a w gemach już 49:20.

Pegula też seryjnie przegrywa ze Świątek

W półfinale turnieju w San Diego Świątek zagra z inną Amerykanką, która chyba też ma problem z uwierzeniem, że Igę mogłaby przełamać. Jessica Pegula co prawda kiedyś wygrała z Polką, ale to było dawno - w 2019 roku, gdy Iga dopiero wchodziła do dorosłego grania. Teraz trzysetówki z Waszyngtonu już raczej nikt nie pamięta. W tym roku Świątek wygrała z Pegulą bez straty seta mecz w Miami, a następnie również bez strat dwa ćwierćfinały wielkoszlemowe - na Roland Garros i na US Open.

Po meczu w Nowym Jorku Pegula zdradziła, że już przed nim uznała, że ma wielkiego pecha, skoro znów na tym etapie musi grać przeciw światowemu numerowi jeden (spotkało ją to też w Australian Open 2022, gdzie gładko przegrała z liderującą wówczas Ashleigh Barty).

Ciekawe czy teraz Pegula zdoła pomyśleć inaczej - że ma szansę coś zmienić. To bardzo dobra, bardzo solidna tenisistka. Wiele mówi już to, że była w bieżącym roku w trzech wielkoszlemowych ćwierćfinałach. Ona na pewno jest w stanie stworzyć razem z Igą widowisko. Ale - jeśli chodzi o potencjał - Gauff zdecydowanie też jest w stanie, a tego nie robi. Po prostu są tenisistki, które na mecz z numerem jeden rzucają wszystko, co mają i są tenisistki, które (jeszcze) nie potrafią tego zrobić.

Dla nas najważniejsze jest to, że Świątek potrafi wszystko. W secie wygranym z Gauff do zera nie zrobiła ani jednego niewymuszonego błędu w forhendzie. A przecież nawet wygrywając US Open, cały czas szukała pewności w tym uderzeniu (poprawę widać też w serwisie). W całym meczu z Coco Iga popełniła w sumie tylko dziewięć niewymuszonych błędów (przy 26 rywalki). Świątek dopiero co zmieniła strefę czasową (dziewięć godzin różnicy), ale na razie kompletnie nie widać, żeby sprawiało jej to kłopot. Ona w kalifornijskim San Diego pokazuje przede wszystkim jedno - że co by się nie działo, nie traci pewności i utrzymuje poziom. Taki, do którego innym trudno doskoczyć.

Więcej o:
Copyright © Agora SA