Miesiąc temu Ajla Tomljanović zakończyła karierę Sereny Williams, wygrywając z nią 7:5, 6:7, 6:1 w trzeciej rundzie US Open. Ich spotkanie w Nowym Jorku trwało aż trzy godziny i siedem minut. Reprezentująca Australię Tomjlanović wytrzymała tam i zrywy wielkiej, ale już wiekowej mistrzyni, i mocno nieprzychylną sobie publiczność. W Ostrawie widzowie też byli przeciw niej, ale przede wszystkim przeciw niej grała lepiej przygotowana tenisistka. A wręcz tenisistka fizycznie przygotowana jak nikt inny na świecie.
Tomljanović to w tej chwili numer 34 rankingu WTA. Ale gdybyśmy brali pod uwagę tylko ostatnie tygodnie, na pewno byłaby klasyfikowana jeszcze dużo wyżej. Ona w US Open dotarła do ćwierćfinału, gdzie odpadła z późniejszą finalistką, Ons Jabeur. A nieco wcześniej doszła też do ćwierćfinału Wimbledonu, w którym przegrała z późniejszą mistrzynią, Jeleną Rybakiną.
Tomljanović była wymagającą rywalką dla Świątek, bo jest teraz w formie i w rytmie meczowym. Podczas gdy Iga po US Open miała 25 dni bez gry, Ajla rozegrała w tym czasie pięć meczów.
W spotkaniu ze Świątek początkowo wydawało się, że 29-latka pochodząca z Zagrzebia nie będzie miała wiele do powiedzenia - przegrywała 0:3 i 1:4. Ale nie poddała się, dogoniła Igę na 4:4 i przegrała tę partię 5:7 dopiero po godzinie i sześciu minutach walki. Mimo porażki w pierwszym secie Tomjlanović nie wyglądała na zrezygnowaną. Aż 25 minut trwały łącznie gemy numer 1 i 2 w drugim secie. I chyba dopiero po tym jak Świątek nie dała jej wyjść na 2:0, Tomljanović zrozumiała, że nie wystarczy jej sił na złamanie światowej numer 1.
Zmęczona Tomljanović zaczęła skarżyć się na ból lewego kolana. Wezwała na kort fizjoterapeutkę, a chwilę później się poddała. Szkoda, bo grała naprawdę dobry mecz. Ale ewidentnie zrozumiała, że nie jest w stanie wygrać.
- Myślę, że każdy, kto ma odrobinę pojęcia o tenisie, wie, jak grać z Igą, żeby wygrać. Ale można powiedzieć, że Roger Federer też miał słabszy bekhend, jednak życzę powodzenia wszystkim, którzy próbują coś takiego wykorzystać. A jeszcze dodajmy, że słabość Igi trzeba wykorzystać nie w jednej czy w drugiej akcji, tylko trzeba to robić przez dwie i pół, a nawet trzy godziny, a i tak nie masz pewności, że wygrasz. To jest naprawdę duże wyzwanie - mówił w niedawnej rozmowie ze Sport.pl były trener Igi, Piotr Sierzputowski.
I właśnie to widzieliśmy w meczu Świątek z Tomljanović. Australijka była odważna, grała ofensywnie i miała swoje szanse, ale Iga była lepsza. A gdy przegoniona mnóstwo razy po korcie Ajla zrozumiała, że mimo spędzenia godziny i 44 minut zawziętej walki jest od zwycięstwa bardzo, bardzo daleko, to zrezygnowała. Pewnie kalkulowała, że szansa na wygraną coraz bardziej się oddala, a zwiększa się ryzyko pogłębienia kontuzji kolana.
Po pokonaniu Tomljanović Świątek w czwartek będzie miała wolne. W piątkowym ćwierćfinale Iga zagra z Amerykanką Caty McNally (151 WTA) albo z Czeszką Karoliną Muchovą (189 WTA).
Bez względu na rywalkę Świątek będzie zdecydowaną faworytką. A ewentualny awans Igi do sobotniego półfinału byłby świetną wiadomością dla polskich kibiców. Już na meczu z Tomljanović było ich około trzy tysiące. Na weekend Czesi spodziewają się jeszcze nawet dwukrotnie większej widowni z Polski.