Iga Świątek podjęła bolesną decyzję. W tej sytuacji występ w reprezentacji byłby szaleństwem

Dominik Senkowski
Iga Świątek zdecydowała, że nie zagra w reprezentacji Polski w finale turnieju Billie Jean King Cup w Glasgow. To absolutnie zrozumiała decyzja. Występ Świątek w Szkocji byłby szaleństwem. Trudno sobie wyobrazić, by światowe organizacje mogły postawić np. Serenę Williams w podobnie niekomfortowej sytuacji - pisze Dominik Senkowski ze Sport.pl.

Tej decyzji można było się spodziewać. W poniedziałek rano sztab Igi Świątek przekazał: "Iga nie zagra w turnieju Billie Jean King Cup w listopadzie tego roku. WTA Finals, do którego Iga zakwalifikowała się jako pierwsza rakieta świata, i Billie Jean King Cup odbywają się na różnych kontynentach, bardzo blisko terminowo, z różnicą zaledwie jednego dnia. Zmiany stref czasowych, zwłaszcza w tej konfiguracji z zachodu na wschód, są bardzo wymagające i wydłużają czas dojścia zawodniczki do pełnej sprawności".

Zobacz wideo Nowa Iga Świątek. Jednak Djoković, a nie Nadal?

Przedwczesna decyzja?

Od kilku tygodni wiadomo, że organizacje odpowiedzialne za światowy tenis nie doszły do porozumienia w kwestii jesiennych turniejów. Turniej Mistrzyń w Dallas, za który odpowiada Organizacja Kobiecego Tenisa (WTA), odbędzie się w dniach 31 października - 7 listopada. Z kolei finałowy turniej Billie Jean King Cup (dawny Puchar Federacji) w Glasgow, w którym grają krajowe reprezentacje, przez Międzynarodową Federację Tenisa (ITF) zaplanowany został na 8-13 listopada.

Decyzja Igi Świątek o tym, by z występu w tej drugiej imprezie zrezygnować, jest absolutnie zrozumiała. Polka rozegrała w tym roku już 64 spotkania, z których wygrała aż 57. Po tak intensywnym sezonie występ w Glasgow, gdzie rywalizacja zaczyna się dzień po zakończeniu turnieju w leżącym na drugiej półkuli Dallas, byłby szaleństwem. Świątek nie unika gry w reprezentacji - musi po prostu dbać o własne zdrowie, by nie zakończyć kariery za dwa lata, a za co najmniej 10. 

Juergen Klopp i Robert LewandowskiJuergen Klopp ocenia Lewandowskiego. "O tym zapomniano"

Pojawiają się argumenty, że to przedwczesna decyzja, bo nie wiadomo, ile spotkań Polka rozegra w Dallas. Teoretycznie mogą być to tylko trzy mecze w grupie i przedwczesne zakończenie turnieju dla światowej numer 1 - wtedy przerwa przed imprezą w Glasgow byłaby dłuższa. Logistyka i tak byłaby jednak wyczerpująca, a z oświadczenia sztabu Świątek można wywnioskować, że jednym z głównych problemów byłaby właśnie zmiana szerokości geograficznej. Między Dallas a Glasgow jest sześć godzin różnicy, do tego dochodzi inny klimat. A tenisiści - nawet najlepsi na świecie - nie są robotami, które mogą się przestawić z dnia na dzień. Tym bardziej po tak długim i wyczerpującym sezonie.

Forma manifestacji ze strony Świątek

Ogłoszenie tej decyzji już teraz można także odbierać jako formę manifestacji ze strony Świątek. Jako liderka rankingu ma do tego pełne prawo. Trudno sobie wyobrazić, by światowe organizacje mogły postawić np. Serenę Williams w podobnie niekomfortowej sytuacji, by ta musiała wybierać między grą w WTA Finals a reprezentacją. Świątek od kilku dni podkreślała swoje niezadowolenie. W oświadczeniu także przyznaje, że jest "zawiedziona". Zbieg terminów uderza najbardziej w nią i w reprezentację Polski.

Owszem, tracą także Amerykanki Coco Gauff i Jessica Pegula, które - podobnie jak Świątek - miały zagrać zarówno w Dallas, jak i w Glasgow, ale dla reprezentacji USA to mniejszy problem niż dla Polski. W miejsce Gauff i Peguli mogą wejść np. Sloane Stephens czy Amanda Anisimowa. Amerykanki mają więcej zawodniczek ze ścisłej czołówki, szersze pole manewru. W naszym przypadku zastąpienie liderki kadry narodowej jest praktycznie niemożliwe.

21-latka z Raszyna chciała być także fair w stosunku do koleżanek z reprezentacji. Miałyby czekać do samego końca na jej decyzję? To też nie byłoby dobre rozwiązanie. Oczywiście nieobecność Świątek to bardzo duża strata dla drużyny narodowej. Kapitan Dawid Celt i pozostałe zawodniczki mają jednak czas by przygotować się do rywalizacji w nowych okolicznościach.

Britain Soccer Premier LeagueMateusz Klich rozczarowany. "Zasługuję na więcej"

Polska traci na braku porozumienia ITF - WTA

Winnymi są tu wyłącznie organizacje odpowiedzialne za światowy tenis. Kalendarz tenisowy nie jest z gumy, ale można było wcześniej zaplanować organizację obu imprez. Być może dobrym pomysłem byłoby zorganizowanie finału Billie Jean King Cup i WTA Finals w jednym mieście? 

Często słyszę z ust kibiców stwierdzenia, że turnieje reprezentacyjne jak Billie Jean King Cup i tak mają charakter bardziej rekreacyjny. To bardzo niesprawiedliwe podejście, ale jak walczyć z takimi opiniami, skoro nawet działacze Organizacji Kobiecego Tenisa utwierdzają nas w tym przeświadczeniu? Najpierw miejsce i termin swojej imprezy ogłosiło ITF, dopiero później WTA - jakby nie zważając na Billie Jean King Cup.

Z naszych informacji wynika, że Polski Związek Tenisowy próbował apelować do rozsądku WTA i ITF. Udało się doprowadzić do tego, że Polki pierwszy mecz zagrają nie 8 listopada (pierwszy dzień turnieju), a dzień później. To jednak zbyt mała różnica. Świątek nie zdecydowała się postawić na szali własnego zdrowia i trudno się jej dziwić.

- Jest mi bardzo przykro, bo gram w reprezentacji, gdy to tylko możliwe i zawsze zostawiam na korcie serce w tych meczach - mówi Świątek. I zapowiada: - Zamierzam podjąć rozmowy z WTA i z ITF, aby w przyszłości nie doszło do podobnych sytuacji, które są ze szkodą nie tylko dla nas tenisistek, ale też dla fanów tenisa.

Więcej o: