"Trzeba powiedzieć, że to nie ja odszedłem". Były trener Igi Świątek nie żałuje. "Absolutnie"

Łukasz Jachimiak
- Jeżeli spytałbyś, czy żałuję, że tak się potoczyło, to nad odpowiedzią nie zastanawiałbym się ani chwili - mówi Piotr Sierzputowski. Były trener Igi Świątek od pół roku prowadzi Amerykankę Shelby Rogers. - Jose Mourinho nie zdobył wszystkich trofeów z jednym zespołem, prawda? - pyta.

Piotr Sierzputowski przez pięć i pół roku prowadził Igę Świątek. Razem z nią wygrał m.in. Roland Garros 2020. W grudniu 2021 r. współpraca się skończyła. Od lutego Sierzputowski jest trenerem Amerykanki Shelby Rogers, aktualnie 35. zawodniczki rankingu WTA.

Rogers za chwilę zacznie grać w turnieju w Tallinie, a później wystąpi w Ostrawie. Tam na początku października zagra też Iga Świątek.

Zobacz wideo Hit! Wojciech Szczęsny żartuje z Garetha Bale'a: Nie chcę psuć sobie relacji

Łukasz Jachimiak: Przez kilka ostatnich dni Shelby Rogers, którą prowadzisz, trenowała w Warszawie. Doszło do jakiejś gierki z Igą Świątek?

Piotr Sierzputowski: To nam nie było potrzebne. Shelby wróciła do treningu po dwóch tygodniach przerwy i jeszcze nie do końca zdrowa. Nie chciałem, żeby robiła coś więcej niż praca ze sparingpartnerami. Chodziło o to, żeby popracowała tylko nad tym, nad czym potrzebuje, a nie żeby musiała szukać środka między tym, czego potrzebuje ona i czego potrzebuje druga zawodniczka. A na punkty potrenowaliśmy w Tallinie. Polecieliśmy w piątek i już na miejscu poświęciliśmy czas na treningi z innymi tenisistkami.

Czy Shelby i Iga w ogóle kiedykolwiek trenowały razem? Prowadzisz Amerykankę od ponad pół roku, często jesteście na tych samych turniejach - okazji na pewno nie brakuje.

- Widzieć się widzimy, na korytarzach. Zazwyczaj mamy inny tryb dnia. Iga jako numer jeden zwykle jest na kortach o innych porach niż Shelby. A w Stanach się to zmienia, tam Amerykanki często mają pierwszeństwo. Tak wyszło, że nie trenowaliśmy razem, odkąd jestem trenerem Shelby. Bo kiedy byłem po drugiej stronie siatki - trenowaliśmy.

Iga ŚwiątekIga Świątek dogoniła kolejną liderkę. 26 tygodni i jedzie dalej

Shelby nigdy nie przyszła do ciebie i nie powiedziała "Piotrek, załatw sparing z Igą, chcę się sprawdzić z numerem 1"?

- Shelby nie patrzy w ten sposób. Dla niej nie ma znaczenia czy ktoś jest numerem jeden, dwa, czy zajmuje niższe miejsce w rankingu. Ona na treningu ma swoje do zrobienia, jest doświadczona, ma 30 lat. Ma też z kim trenować. Bardzo się trzyma z innymi Amerykankami. Tworzą świetną grupę, lubią wspólnie spędzać czas. A Iga jest dla Shelby wyzwaniem, ale w meczu. I wiem, że na mecz z nią, z jedynką, Shelby czeka.

W Tallinie Świątek nie zagra, ale na początku października zagra w turnieju w Ostrawie i Rogers też tam wystąpi. Chciałbyś, żeby na siebie wpadły? Na początku pracy z Shelby mówiłeś mi, że na razie wolałbyś przeciw Idze nie grać, zwłaszcza na mączce.

- Żałuję, że ze sobą nie zagrały przed chwilą, w USA. Na mączce nie chciałem, bo Iga mączkę uwielbia i na niej dominuje. Ale w Cincinnati i na US Open, na hardach [korty twarde], które są dużo szybsze niż w Indian Wells i Miami, Shelby czuje się bardzo dobrze. Shelby jest przecież ostatnią zawodniczką w historii, która pokonała Ash Barty, poprzednią liderkę rankingu. To było w trzeciej rundzie ubiegłorocznego US Open. Na innych nawierzchniach Shelby dostawała od Ash ostre lanie, ale na tej nawierzchni, w atmosferze, którą lubi, może naprawdę napsuć krwi. Bardzo mi szkoda, że w tym roku w trzeciej rundzie przegrała na żyletki z Ons Jabeur. Ale absolutnie nie ma wstydu, po prostu Ons była o dwa proccent lepsza. A formę później potwierdziła, dochodząc do finału.

Co z tą Ostrawą - brałbyś mecz z Igą czy wolałbyś nie?

- Powiedziałbym tak: w hali chętnie, ale nie na tej nawierzchni. Tam jest dość wolno, są ciężkie piłki. To faworyzuje Igę. Ale z drugiej strony: jeśli Shelby będzie już w pełni zdrowa, to takie wyzwanie byłoby bardzo fajne. Moja zawodniczka zagrałaby bez presji. To Iga jest jedynką, wielką faworytką i jeszcze zagrałaby na pewno przed mnóstwem polskich kibiców. Byłoby ciekawie, dla Shelby to byłby bardzo fajny challenge.

Wspomniałeś, że piłki znów będą ciężkie - Idze te w USA nie pasowały, ale i tak wygrała nimi US Open. Potrafiła tak szybko trochę zmodyfikować technikę? Coś takiego powiedziała Marcinowi Wronie z TVN już po pierwszej rundzie. Widziałeś te modyfikacje?

- Przede wszystkim Idze pomógł czas, jaki przed US Open spędziła grając tymi piłkami. Czas na adaptację. W Europie faktycznie tych piłek nie da się kupić. I nie dziwię się, że Iga potrzebowała czasu, bo jak ma się porównywać choćby z Shelby i innymi Amerykankami, które tymi piłkami grają i trenują od dziecka? Te piłki są w Stanach ogólnodostępne, Amerykanki je czują. Natomiast myślę, że dla numeru jeden na świecie nie jest trudne, żeby to zorganizować.

Największą trudnością jest przyzwyczajenie się do kosmicznej liczby niewymuszonych błędów. Parę meczów Igi komentowałem, wiele meczów w amerykańskiej części touru widziałem i okej, drobne poprawki w technice Iga wprowadziła, ale przede wszystkim musiała się pogodzić z błędami.

Wróćmy jeszcze do potencjalnego meczu Świątek - Rogers. Niedawno Robert Lewandowski przyznał, że dla niego emocjonalnie trudne było zagranie już teraz przeciw Bayernowi. On nie chciał tak szybko trafić na swój był klub, już teraz być na Allianz Arenie w szatni gości itd. Czy Ty nie miałbyś żadnego problemu z byciem przeciwko Idze, z którą przeżyłeś pięć i pół roku, którą wprowadziłeś do dorosłego tenisa i doszedłeś niemal na szczyt?

- Czułbym się jak najbardziej okej. I mam nadzieję, że z drugiej strony byłoby dokładnie tak samo. Jasne, że pewne emocje z czymś takim byłyby związane, jak u Roberta. Ale jesteśmy na najwyższym światowym, profesjonalnym poziomie i musimy zrobić wszystko, żeby dać jak najlepsze widowisko i starać się wygrać. Inna sprawa, że trener to trochę obserwator. Trener może tylko i aż przygotować zawodnika, dać mu narzędzia. A później obserwuje czy zawodnik tych narzędzi używa i z jakim skutkiem.

Co powiedziałbyś Shelby przed meczem z Igą? Że co ma zrobić, żeby wygrać?

- Myślę, że każdy, kto ma odrobinę pojęcia o tenisie, wie, jak grać z Igą, żeby wygrać. Ale można powiedzieć, że Roger Federer też miał słabszy bekhend, jednak życzę powodzenia wszystkim, którzy próbują coś takiego wykorzystać. A jeszcze dodajmy, że słabość Igi trzeba wykorzystać nie w jednej czy w drugiej akcji, tylko trzeba to robić przez dwie i pół a nawet trzy godziny, a i tak nie masz pewności, że wygrasz. To jest naprawdę duże wyzwanie.

Dwie i pół a nawet trzy godziny intensywnego grania Iga wytrzymuje jak nikt inny, bo ma człowieka, którego z jej sztabu chciałbyś wyciągnąć?

- Shelby ma dobrego specjalistę od przygotowania ogólnego, więc o tym nie myślę, ale gdyby Maciek Ryszczuk był gościem, którego można ukraść, to ukradłbym go od razu, bez wahania. To jest fachowiec od przygotowania fizycznego, ale też ekspert, który świetnie dba o zdrowie zawodniczki. A do tego człowiek, który wprowadza świetną atmosferę, do wszystkiego podchodzi na luzie, a przy tym jest mega profesjonalny. To jest absolutna czołówka światowa w swoim fachu. A nawet nie wiem czy kogokolwiek bym postawił wyżej niż jego.

Darię Abramowicz też byś ukradł?

- Do mojego aktualnego zespołu też nie mam takiej potrzeby. Shelby pracuje z psychologiem, a do tego sama jest po psychologii.

Na ilu turniejach był z wami psycholog Shelby?

- Na żadnym. Nie ma potrzeby, żeby Jake jeździł. On jest z Kalifornii, ona z Florydy, więc pracują zdalnie. Wiem, że on bardzo pomógł Shelby kiedy miała poważny problem z kolanem i trudno było jej wrócić. Wtedy też mieszkała w Los Angeles. A teraz na bieżąco omawiają różne sprawy. Z różną częstotliwością. Wiem, że bywa tak, że rozmawiają czasem raz na tydzień, a czasem codziennie przez trzy kolejne dni. Oczywiście ja w tych rozmowach nie uczestniczę, ale później widzę, że Shelby otwiera oczy i patrzy na różne rzeczy z innej perspektywy, że przychodzi do mnie z konstruktywnymi wnioskami, mówi, że na coś patrzyła tak, a teraz chce spojrzeć inaczej. Dzięki jej pracy z psychologiem czasami łatwiej jest nam znaleźć najlepsze rozwiązanie jakiejś sprawy.

Moim zdaniem właśnie tak powinno być - zawodnik ma do dyspozycji różne narzędzia, korzysta z nich i dzięki temu dyskutujemy, szukamy najlepszego rozwiązania.

Z Igą tak to działało?

- Tak, często mieliśmy dobre dyskusje w teamie. Bardzo ważne jest, żeby ciągle chcieć szukać dobrego wspólnego gruntu.

W grudniu ubiegłego roku okazało się, że już za rzadko chcieliście wspólnie dyskutować? Że zbyt często macie całkiem inne spojrzenia na różne ważne sprawy? Że wyczerpała się formuła waszej współpracy?

- Wyczerpała się zdecydowanie. I to był właśnie powód rozstania.

Mimo to wyniki się zgadzały - rozstaliście się po sezonie, w którym Iga wygrała turnieje w Adelajdzie i w Rzymie, w którym jako jedyna na świecie była w drugim tygodniu każdego turnieju wielkoszlemowego, w którym doszła do najwyższego wtedy w karierze czwartego miejsca w rankingu WTA i który to sezon skończyła pierwszym w karierze występem w WTA Finals.

- Trzeba powiedzieć, że to nie ja odszedłem.

Zdecydowanie - na konferencji podsumowującej sezon nie tylko go podsumowywałeś, ale też mówiłeś, jak widzisz kolejny, co w tenisie Igi będziesz chciał poprawić. A kilka dni później medialny sztab Igi ogłosił, że kończy się wasza współpraca.

- Dobrze się stało. W pracy na relacji chodzi nie tylko o wynik. Wynik się zgadzał, ale wynik jest na końcu. Jeżeli człowiek nie jest szczęśliwy w życiu, to po co coś robić? Szczególnie na tym poziomie. Jeżeli teraz zadałbyś mi pytanie czy żałuję, że tak się wszystko potoczyło, to nad odpowiedzią nie zastanawiałbym się ani chwili.

Widzę, że nie żałujesz.

- Absolutnie nie żałuję. Zrobiłem następny krok. Wygraliśmy turniej wielkoszlemowy, doszliśmy do numeru 4 i okej, teraz Iga jest jeszcze wyżej. Nie zrobiła tego ze mną, brawa dla sztabu Igi, tego, który teraz z nią pracuje. A nasza współpraca zakończyła się w idealnym dla nas momencie, jak widać na załączonym obrazku. Podkreślam jeszcze raz: brawa i gratulacje dla Igi i dla jej sztabu. To jest świetne, że Iga zdominowała tenis. A ja? Ja zrobiłem krok dalej, nauczyłem się nowych rzeczy i bardzo się cieszę robotą.

Jaką masz relację z Tomaszem Wiktorowskim?

- Nazwałbym ją neutralną. Chyba dwa razy w życiu byliśmy na kawie i nic więcej.

Wkurzałeś się, gdy już po pierwszych sukcesach Igi w tym roku czytałeś i słyszałeś, że nowy trener odmienił tenis Igi? Wyobrażam sobie, że mogłeś pomyśleć, że to niesprawiedliwa narracja, bo przecież nie jest tak, że przyszedł Wiktorowski i powiedział "hej, Iga, wyrzucamy wszystko, czego cię nauczył Sierzputowski i teraz ja cię uczę wszystkiego od nowa".

- Zawsze jest troszkę smutno, gdy zostawiasz pewien projekt. Ale uwierz mi - byłoby mi smutno, gdybym nie robił tego, co robię.

Czyli gdybyś zamiast być w tourze i prowadzić zawodniczkę ze światowej czołówki był na przykład tylko komentatorem tenisa, jak w pierwszych tygodniach po rozstaniu z Igą?

- Bycie komentatorem jest dla mnie super. Bardzo to lubię i uważam, że to mnie nie tylko bawi, ale też mnie dodatkowo rozwija, jest częścią nauki. Wielkie podziękowania dla wszystkich, którzy dali mi szansę, również dla tych, którzy potrafią konstruktywnie ocenić poziom tego, co robię, i dla wszystkich hejterów, bo chyba tym mierzymy sukces.

Ale zdecydowanie nie chciałbym być tylko komentatorem. Fajnie mi powiedział Wim Fissete, który dopiero co trenował Naomi Osakę, a wcześniej prowadził Kim Clijsters czy Wiktorię Azarenkę. Kiedy przestałem być trenerem Igi, usłyszałem od niego: "Piotrek, teraz jest czas, żebyś został międzynarodowym trenerem, żebyś pokazał światu, że jesteś w stanie robić wyniki z kimś, kto nie jest z Polski, bo na razie traktują cię jak człowieka tylko z twojego podwórka". To dla mnie było bardzo cenne zdanie, bo Fissete zaczynał z Clijsters, czyli był Belgiem, który osiągnął sukces z Belgijką, a później zrobił karierę z zawodniczkami z innych krajów i z kilkoma wygrywał turnieje wielkoszlemowe.

Podobne wiadomości dostałem od paru innych trenerów, których cenię. To się działo jeszcze zanim dostałem propozycję od Shelby. Uznałem, że mają rację - że przyszedł czas na spróbowanie pracy na świecie, a nie na zajęcie się kimś innym z Polski. Oczywiście jak tylko ktoś z Polski chce poznać moją opinię, chce się spotkać na kawę i coś przegadać, to ja zawsze bardzo chętnie.

Na przykład z numer dwa naszego tenisa, Magdą Linette?

- Z Magdą zdecydowanie, ale może nie bezpośrednio, bo tak nie wypada. Bardzo dobrze trzymam się z Markiem Gellardem, który ją prowadzi. Oni mieszkają w Stanach obok Shelby i jak mam wolny weekend, to z Markiem idziemy na golfa czy na bilard i dyskutujemy, co można robić w tenisie lepiej. Dodajmy, że Mark w zeszłym roku pracował z Shelby.

Mówisz, że byłeś postrzegany jako trener z polskiego podwórka, ale wyobrażam sobie, że jednak nie do końca. Za 2020 rok dostałeś tytuł najlepszego trenera w cyklu WTA. Od ciebie jednak się wymaga, pewnie wielu kibiców uważa teraz, że powinieneś robić od razu kolejny wielki wynik.

- Wiem o tym. I Shelby robi dobre wyniki, chociaż na pewno są tacy, którzy powiedzą, że ta Rogers niczego jeszcze z Sierzputowskim nie wygrała, więc ten Sierzputowski nic nie zrobił. Ale od osób, które się znają mam bardzo pozytywne komentarze. A co ważniejsze - ja jestem zadowolony i Shelby jest zadowolona. Czyli sprawdza się coś, co jest kompletnie inne niż praca z Igą. Uwierz, ja już nawet nie pamiętam, jak wtedy pracowałem, tak zupełnie inne rzeczy robię. I super, bo jako trener tak się rozwijasz. Ja chciałbym mieć na półce dziesięć tytułów wielkoszlemowych jako trener. Ale najchętniej nie z jednym zawodnikiem. Marzą mi się tytuły z wieloma tenisistami. To dopiero by była przygoda. Jose Mourinho nie zdobył swoich trofeów z jednym zespołem, prawda?

Jasne. Swoją drogą ty nie jesteś jak Mourinho. Nie widzę u ciebie syndromu oblężonej twierdzy.

- Oczywiście, że to nie mój styl. Ja się naprawdę cieszę pracą w świecie wielkiego tenisa i nie szukam wrogów. Staram się znaleźć pozytywy w każdej sytuacji. Jeśli pracowałbym z Shelby w następnym roku, to by było bardzo fajne, bo w lutym wskoczyłem w środek wiru, po przygotowaniach, które Shelby robiła sobie sama. Ona w październiku straciła trenera i od tamtego czasu przez trzy i pół miesiąca była zostawiona sama sobie. Jestem bardzo ciekaw, co teraz będziemy w stanie zrobić razem, mając czas na spokojny trening. W każdym razie już się cieszę, bo mam wielką przyjemność z pracy z tą dziewczyną.

Federer, ŚwiątekŚwiątek zarwała noc. Miała ważny powód. "Spanie musi poczekać"

O Idze opowiadałeś mi kiedyś, że jest jak Michael Jordan i musi wygrać zawsze we wszystko, nawet rzut monetą. Shelby też to ma?

- Ona jest trochę inna. Też ma w sobie wielką chęć wygrywania. Ogromną! Ale to nie jest dziewczyna, która na 10 finałów wygra 10. Shelby wygrywa, gdy poczuje, że ma taką przewagę nad rywalką, jaką nad praktycznie wszystkimi miał Roger Federer, który sprawiał, że przeciwnik czuł się gorszym tenisistą. Oczywiście absolutnie nie stawiam znaku równości między Shelby i Rogerem. Mówię tylko o typach zawodnika. Roger był najlepszym tenisistą, ale nie on był największym fighterem, wojownikiem. Zresztą, sam o tym ostatnio wspominał. Jak to powiedział: "najważniejsze być sobą i robić to na swój sposób". Shelby też musi być lepsza tenisowo, żeby wygrać, rzadko wyszarpie komuś mecz. Ale pracujemy nad tym i już kilka razy to zrobiła.

Niedawno Rogers osiągnęła najwyższe w karierze 30. miejsce w rankingu WTA. Za chwilę, w październiku, skończy 30 lat. Czy ją stać na wejście do top 10?

- Zobaczymy, jaka będzie konkurencja w przyszłym roku. Jeśli będzie tak szwankowała jak obecnie, to na pewno Shelby będzie mogła się mocno wbić w top 20 i może zaatakować top 10. Jeżeli tylko będzie zdrowa. Ona rośnie. Widzę to na treningach i w meczach. Weźmy trzy ostatnie turnieje: w San Jose przegrała na żyletki prawie trzygodzinny finał z Darią Kasatkiną, która była w formie, przegrała jeszcze z Sabalenką w Cincinnati i z Jabeur na US Open, ale poza tym wygrała wszystko i ma za ten czas bilans 8:3. Za nami solidny czas i jeżeli Shelby będzie w stanie to utrzymać, to moim zdaniem wbije się w top 20 i będzie się biła o miejsce w top 10. Myślę, że Shelby ma jeszcze dwa-trzy lata grania na najwyższym poziomie. I myślę, że to może być wyższy poziom od dotychczasowego. A już teraz jest tak, że nie znam nikogo, kto na Shelby chciałby trafić. Najfajniej to opisuje Frances Tiafoe. "Już nie mogę mówić o tobie my dark horse, bo cię rozstawiają, ale ty zawsze wszystkich możesz postraszyć". A robimy wszystko - i myślę, że jesteśmy na dobrej drodze - żeby to straszenie było regularne.

Tiafoe i Shelby mocno się kumplują?

- Nie wiem, ale po prostu oboje są z teamu USA a ten team jest świetny. Wewnątrz panuje ogromna rywalizacja, ale też jest najfajniejsze koleżeństwo. I jak postawisz przeciw nim kogoś z zewnątrz, to jedno za drugim pójdzie w ogień. Oczywiście jest tak, że jedna dziewczyna się z drugą nie lubią, ale tam chociaż każdy każdemu zawsze powie "cześć". Bardzo mi się tam podoba - poznaję nowych ludzi, nowe miejsca, nowe możliwości. Wielkie, bo amerykański związek tenisa to kolos. To jest inny świat, inna liga i bardzo bym chciał, żeby tak kiedyś było w Polsce. Ale będzie o to bardzo trudno.

Bo w Polsce nie zawsze mówimy sobie "cześć"?

- Tak. My mamy we krwi bycie zazdrosnym, zawistnym. A w Stanach może już nie jest tak, jak mówiono kiedyś - że nieważne co tam robisz, a osiągniesz sukces i zarobisz, ale jest tak, że jeśli robisz jakąś rzecz dobrze, to zostaniesz doceniony. I wcale nie musisz być alfą i omegą, nie musisz też umieć kombinować. Wystarczy, że uczciwie robisz to, w czym jesteś dobry.

Wywołałeś temat pieniędzy, więc powiedz proszę, jak dobrze zarabiasz u Shelby Rogers.

- Myślę, że gdybyśmy uśrednili zarobki trenerów tenisistek z top 100 rankingu WTA, to miałbym ciut powyżej średniej.

Trudno jest mi pomyśleć, że po sukcesach z Igą poszedłeś do nowej zawodniczki i zadowoliłeś się niższą kwotą.

- Nie, nie - to jest dla mnie mały krok do przodu, nie oszukujmy się. Ale absolutnie szczerze: ja mam tak, że zapominam o wystawianiu faktur, przegapiam moment wypłaty. Naprawdę pracuję przede wszystkim dla funu. Wiem, że nie zarabiam tyle, ile zarabiają trenerzy z top 10, ale jestem naprawdę zadowolony. Na tle trenerów innych dziewczyn z miejsc 30-50 mam naprawdę dobrą pensję.

Sezon się kończy i powiedziałeś, że wstępnie myślicie z Shelby o kontynuowaniu współpracy, ale jeszcze tego nie postanowiliście na sto procent i tym bardziej nie ogłosiliście. Krótka piłka - masz inne oferty?

- To nie jest tak, że dostaję konkretne propozycje, ale jestem sondowany, badany czy jest z mojej zainteresowanie. Miałem kilka takich zapytań.

Jak one wyglądają?

- Nikt nie przyszedł i nie powiedział: "słuchaj, dajemy tyle i tyle, bierzesz czy nie?". Ale to są takie wywiady typu: "A co planujesz?", "A czy z Shelby się na tyle dogadujesz, że myślisz o prowadzeniu jej w następnym sezonie?". Jedną taką cichą propozycję dostałem bardziej konkretną, całkiem fajną, ale też mniej więcej w tym tonie.

To propozycja poprowadzenia tenisistki z top 10?

- Nie chcę mówić, bo to by bardzo zawężało domysły. Ale oczywiście chodzi o dziewczynę ze światowej czołówki. Cieszę się, że to była oferta z zastrzeżeniem, bo usłyszałem "Oczywiście wiemy, że jesteś lojalny i że pewnie Shelby będzie miała u ciebie pierwszeństwo". Odpowiedziałem, że tak, ale że na razie mamy jeszcze do zrobienia robotę, później usiądziemy, pogadamy i będzie jasne, na czym stoimy.

Ale tą rozmową wysyłasz w świat sygnał, że z Shelby ci po drodze i że raczej pójdziecie dalej razem.

- Na samym początku lecąc do Shelby miałem dużo wątpliwości. Ale zobaczyłem fajną, pogodną dziewczynę, która w tamtym momencie miala 29 lat i jeszcze bardzo chciała się rozwijać. Mówiła i pokazywała, że chce dużo więcej osiągnąć. Złapaliśmy ten sam vibe, szybko stwierdziłem "okej, róbmy to!". Jak rozmawialiśmy po 10 dniach treningów i po pierwszym turnieju, to powiedziała, że dla niej ważne jest, żebyśmy oboje mieli frajdę, że ona nie chce żyć w marazmie, nie chce być smutna, że na treningu możemy się żreć, ale później mamy umieć normalnie zjeść razem kolację.

Iga Świątek w meczu I rundy US OpenNajwiększe wyzwanie dla Świątek w karierze. Ekspert: "Musi przebić szklany sufit"

Żrecie się na treningach?

- Mogę ją doprowadzić do złości. Neurobiologia mówi między innymi, że powyżej 25. roku życia najszybciej nauczysz się czegoś nowego, gdy zostaniesz wytrącony z równowagi jeśli chodzi o balans ciała, że musisz się bardzo wkurzyć lub/i musisz być bardzo skoncentrowany. Polecam podcasty Huberman Lab, świetnego gościa ze Stanfordu. Ja naprawdę czasami przez pierwszych 10 minut treningu robię wszystko, żeby Shelby maksymalnie wkurzyć.

Jak to robisz?

- Tak jej rzucam piłki, żeby nie nadążała. Żeby się wkurzyła na siebie i zmusiła ciało do poprawy. Po takich 10-15 minutach ona jest zła na siebie i robi wszystko, żeby jej dalej wychodziło jak najlepiej i wtedy masz 50 minut najlepszego czasu do nauki. To naukowo udowodnione. Staram się znajdować jak najwięcej takich ciekawych rzeczy. Warto sięgać do świata nauki i szukać przewag dla swojego zawodnika. Po tym jak się skończyła moja współpraca z Igą, wiele takich rzeczy mi się uporządkowało. Czasami o czymś czytam i myślę: "O, przecież myśmy to robili", "O, to miała". Niesamowite jest to, że Iga naturalnie robiła dużo takich rzeczy - i myślę, że to jest właśnie talent - nad którymi inni dopiero robili badania. Oczywiście trochę się śmieję. Ale już całkiem serio zauważmy, że przecież kiedy zawodniczka się na treningu denerwuje, to prawie każdy trener będzie ją uspokajał, a mało który będzie ją celowo wkurzał, żeby to wykorzystać.

Więcej o: