Iga Świątek: Gdy go poznałam, pomyślałam sobie, że "nawet jak przegram, to i tak wygrałam"

Iga Świątek (1. WTA) w sobotę pierwszy raz w karierze wygrała wielkoszlemowy US Open. Pokonała w finale 6:2, 7:6 Tunezyjkę Ons Jabeur (5. WTA). Po meczu nie kryła wzruszenia, padła na kort i się rozpłakała. - Cieszę się, że za bardzo nie płakałam - powiedziała z uśmiechem na konferencji prasowej.

Wygrana z Jabeur była dla Polki trzecim zwycięstwem turnieju wielkoszlemowego w karierze. Smakuje ona o tyle dobrze, że w ostatnich tygodniach liderka światowych list nie prezentowała się rewelacyjnie. Podczas US Open udowodniła jednak, że zasłużenie jest obecnie najlepszą tenisistką świata. 

Zobacz wideo Kontrowersyjny format MŚ siatkarzy. Polacy uprzywilejowani. "Bolączka siatkówki od lat"

Iga Świątek zmęczona, ale szczęśliwa. "Czułam ulgę, że nie musimy grać trzeciego seta"

Na konferencji prasowej Iga Świątek cały czas była uśmiechnięta i odpowiadając na pytania dziennikarzy podkreślała, że jest z siebie dumna. Zwróciła też uwagę, że spotkanie z Tunezyjką nie należało do najłatwiejszych. - To nie był łatwy mecz, mimo iż na początku dominowałam. Wiedziałam, że Ons będzie chciała wykorzystać każdą okazję, a ja nie chciałam jej tej okazji dać. W drugiej partii to już była fizyczna walka i cieszę się, że pod koniec wykrzesałam z siebie energię, aby mecz dokończyć.

Więcej artykułów o podobnej treści znajdziesz na portalu Gazeta.pl.

Zwyciężczyni US Open została zapytana o swoją reakcję po ostatniej piłce oraz odczucia, które wtedy jej towarzyszyły. - Co wtedy czułam? Ulgę, że nie musimy grać trzeciego seta. Stres wciąż był i choć grałam już w meczach bardziej obciążających psychicznie, to nigdy nie jest to fajne uczucie. To była też ulga fizyczna dla mojego ciała. Zresztą, to było kłębowisko myśli na tyle, że... musiałam się położyć. Cieszę się też, że nie płakałam za bardzo po finale.

Iga Świątek po wygraniu US OpenŚwiątek wciąż rządzi poza kortem. Królowa memów znów błysnęła refleksem i dowcipem

Potrafi wygrywać nie tylko na mączce. Świątek coś sobie udowodniła

Dotychczas Świątek dwukrotnie wygrała Rolanda Garossa, który jest rozgrywany na mączce, a więc ulubionej nawierzchni Polki. Teraz zatriumfowała na innej nawierzchni. - To dla mnie bardzo ważne. Na początku roku miałam nadzieję, że uda mi się wygrać coś w tourze WTA, bo doszłam do półfinału Australian Open. Ale nie miałam pewności, czy jestem już na takim poziomie, aby zwyciężać w Wielkim Szlemie, a w szczególności w US Open, bo tu nawierzchnia jest taka szybka. To jest więc coś, czego się nie spodziewałam. Ale to utwierdza mnie w przekonaniu, że... "sky is the limit". Jestem dumna, nieco zaskoczona, ale szczęśliwa, że udało mi się to osiągnąć - powiedziała. 

Iga Świątek podczas meczu z Ons Jabeur, finał US Open 2022Iga Świątek rekordzistką ery open. Tylko jednej tenisistce się to wcześniej udało

Polka była również zachwycona Nowym Jorkiem oraz tym, ilu wspaniałych ludzi spotkała podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych. - Chodzi o to, że poznałam tutaj tyle sławnych i wielkich osób, jak np. Linsday Vonn czy piosenkarza Seala! Po tym jak go poznałam, pomyślałam sobie, że "nawet jak przegram, to będę się uważała, że wygrałam, bo poznałam Seala!". Takie rzeczy mogą się zdarzyć tylko w Nowym Jorku, bo taki jest Nowy Jork. Ale będę tu wracać z przyjemnością - powiedziała i dodała: - W niedzielę wybieram się na musical. Ale nie powiem który, bo chcę mieć trochę spokoju. Nie będzie ze mną całego teamu, bo część z nas będzie w samolocie, gdyż musi wracać do kraju.

Więcej o: