Świątek popełniła błąd? "O pewnych sprawach lepiej nie mówić"

- Iga powinna być jak Serena Williams, która często dopiero wchodząc na kort dowiadywała się, z kim gra - mówi Piotr Woźniacki. Ojciec i trener byłej numer 1 światowego tenisa Karoliny Woźniackiej jest przekonany, że Iga Świątek mimo pewnych kłopotów może wygrać US Open. W nocy ze środy na czwartek czasu polskiego Iga zagra w ćwierćfinale z Jessicą Pegulą.

Mecz Iga Świątek - Jessica Pegula zaplanowano na godzinę 19.00 czasu nowojorskiego. W Polsce będzie wtedy pierwsza w nocy. Teoretycznie faworytką ćwierćfinału jest Iga. Nasza numer jeden rankingu WTA grała z Pegulą - aktualnie ósmą zawodniczką światowego rankingu - trzy razy. Dwa mecze wygrała, oba w tym roku. A przegrała pierwszy pojedynek z tą rywalką, w 2019 roku.

Zobacz wideo Iga Świątek ciężko trenuje. Oto dowód

Świątek już uzyskała najlepszy w karierze wynik w US Open. Po raz pierwszy dotarła w tym turnieju do ćwierćfinału. To jej kolejny udany występ w 2022 roku. Iga od prawie pół roku jest liderką rankingu WTA, wygrała już sześć turniejów, w tym wielkoszlemowy Roland Garros. W drodze po te sukcesy miała serię 37 kolejnych wygranych meczów. To najdłuższa passa w damskim tenisie w XXI wieku. Po niej Iga miała trochę gorszy czas - po porażce z Alize Cornet w trzeciej rundzie Wimbledonu kończącej zwycięską serię, przegrała jeszcze trzy mecze. Z Caroline Garcią w Warszawie, z Beatriz Haddad Maią w Toronto i z Madison Keys w Cincinnati. Ale w US Open Iga właśnie wygrała cztery kolejne mecze i zobaczymy, czy osiągnie jeszcze więcej niż ćwierćfinał.

Iga Świątek - Jessica Pegula"Głośno i bezwzględnie". Amerykanie mają złą wiadomość dla Świątek

Łukasz Jachimiak: Iga Świątek nie zachwyca jak wtedy, gdy wygrywała 37 meczów z rzędu, ale chyba możemy się zachwycać tym, że mimo problemów jest w ćwierćfinale US Open?

Piotr Woźniacki: Oczywiście, że to jest wynik, który trzeba docenić. A że Iga gra gorzej niż niedawno? To bez większego znaczenia, skoro wygrywa ostatnie piłki w kolejnych meczach. Po zwycięstwach w niepamięć idzie, czy dobrze grała z forhendu, czy zrobiła dużo niewymuszonych błędów i tak dalej. Liczy się, że wygrywa. I mam nadzieję, że w ćwierćfinale z Jessicą Pegulą też tak będzie.

Wygrywanie trudnych meczów na pewno buduje Igę. Z drugiej strony Iga ostatnio kilka spotkań przegrała i na pewno kolejne tenisistki wierzą, że też mogą ją pokonać, prawda?

- Mam nadzieję, że Iga nie zaczęła się nad tym za dużo zastanawiać. Niech się zastanawiają rywalki. Niech one myślą, czy grają taki tenis, który może im pozwolić się przeciwstawić Idze. Iga powinna wierzyć, że może pokonać każdą przeciwniczkę. Tak, miewa kłopoty, ale ciągle ma największy potencjał, jest najlepsza.

US Open TennisAbsurdalna decyzja władz tenisa. Iga Świątek poszkodowana. "Czy to ma sens?"

Co mówi i myśli o Idze pana córka, która pracuje na US Open jako ekspertka ESPN?

- Karolina twierdzi, że Iga jest faworytką. Iga już zrobiła świetny rezultat w tym sezonie, jest numerem 1, wszystko jest po jej stronie. Ma duże szanse. Oczywiście bywa, że pewnego dnia wstaniesz i źle się czujesz, masz gorączkę, boli cię żołądek albo dzieją się inne rzeczy, które sprawiają, że nie jesteś gotowy do normalnej gry. Ale rozmawialiśmy z Karoliną, że jeśli Iga będzie zdrowa i gotowa do gry, to każdy będzie się musiał bardzo namęczyć, żeby ją pokonać.

W walce o ćwierćfinał z Igą bardzo się męczyła Niemka Jule Niemeier, ale też Iga męczyła się z Niemką. Pan się denerwuje, oglądając takie spotkania?

- Na pewno oglądam je o wiele spokojniej, niż oglądałem mecze Karoliny. Mecze Igi obserwuję jako kibic, już nie jestem coachem i ojcem tenisistki walczącej o największe tytuły. Szczerze? Z udanych zagrań bardzo się cieszę, a na nieudane patrzę przez palce. Jestem wyrozumiały, bo wiem, że i pogoda jest tam trudna, i te piłki są dziwne, Idze nie pasują. Biorę pod uwagę różne niuanse. A przy okazji - myślę, że o pewnych sprawach lepiej nie mówić.

O jakich?

- Na przykład o tych piłkach. Iga głośno powiedziała, że ma z nimi kłopot. A kiedy rywalki słyszą, że numer jeden na coś narzeka, że ma z czymś problem, to czują, że jest szansa zaatakować, wykorzystać sytuację. Lepiej takie rzeczy zachować dla siebie, w teamie. Im więcej rzeczy się wypuszcza na zewnątrz, tym gorzej.

Iga chyba to zauważyła, bo po jednym z meczów zapytana, czy woli grać wieczorem czy w ciągu dnia, stwierdziła, że nie odpowie, żeby nie ułatwiać rywalkom zadania.

- No właśnie, bardzo dobrze. Iga jest bacznie obserwowana, jestem przekonany, że nawet jej wypowiedzi po polsku rywalki sobie tłumaczą.

Ciekawe, czy tłumaczą sobie też polskojęzyczne reakcje trenera. Oczywiście trochę żartuję z dosadnej wypowiedzi Tomasza Wiktorowskiego w trakcie meczu Igi z Niemeier. A tak serio - pana pewnie nie dziwi, że w chwili stresu trener nie wytrzymał?

- Powiem tak: gdyby był jak mumia egipska, gdyby nie przeżywał, gdyby wszystko w sobie trzymał, to by było bardzo dziwne. Czasami człowiek zapomina, że jest podsłuchiwany. Tomek to jest kulturalny facet, ale tu musiał wyrzucić z siebie nerwy. Lepiej raz to zrobić niż cały czas się dusić i dawać po sobie poznać, że się bardzo mocno mecz przeżywa. Iga na niego patrzy, potrzebuje widzieć, że on zachowuje spokój. A że tę reakcję nagrała telewizja i że to poszło w świat? No trudno. Ja też czasami głupoty wygadywałem. Bo bardziej zależało mi na tym, żeby Karo wygrała mecz niż na tym, żeby ktoś o mnie czegoś nie powiedział.

Tomasz Wiktorowski i Iga ŚwiątekTrener Igi Świątek nie wytrzymał. Siarczysty komentarz. Eurosport przeprasza

Wyszło niefortunnie. Oczywiście mamy w Polsce samych kibiców, którzy nigdy nie przeklinają i nawet nie rozumieją tego słowa, którego użył Tomek. No nie wierzę w coś takiego! Zostawmy już tego Tomka. To była po prostu telewizyjna relacja live z prawdziwego życia, ha, ha! Patrzmy dalej na Igę - niech wygra z Pegulą i niech będzie coraz bliżej kolejnego wielkiego trofeum.

Droga jednak jeszcze daleka, rywalki wyglądają na mocne. Pewnie zgodzi się pan, że Iga, choć jest numerem 1, to w tym momencie murowaną faworytką do wygrania US Open nie jest?

- Wszystkie te dziewczyny mają zadatki na wygranie US Open. Każda z nich ma coś w swojej grze. Ale popatrzmy uczciwie na tę drabinkę. Przecież z całego tego grona to Iga jest wielka, co tu dużo gadać. To Iga pokazała w tym roku niesamowity poziom. To Iga grała koncerty, to Iga wygrała kilka dużych turniejów po kolei, to Iga zasłużenie została numerem 1 i teraz Iga nie powinna nawet przez chwilę myśleć, czy ktoś może ją pokonać. Ona powinna gryźć ten beton, nie poddawać się w żadnym momencie, bez względu na to jak jej się mecze układają. One może wyjść z każdej sytuacji. Iga powinna być jak Serena Williams, która często dopiero wchodząc na kort dowiadywała się, z kim gra. Mówię szczerze. Wychodziła na mecz i dopiero mówiła "Aha, z tą gram". Była tam pewna swoich umiejętności. To jest ostatni stopień na drodze Igi do jej pewności. Ona ma wszystko, żeby wygrać ostatni turniej wielkoszlemowy w tym roku. No, może jeszcze Idze przydałoby się wsparcie w boksie. Ale oczywiście nie chcę tu nikomu niczego układać.

O jakim wsparciu pan myśli?

- W tenisie to normalne, że na mecze zaprasza się różnych ludzi do swojego boksu. Żeby, siedząc w loży danego zawodnika, dodawali mu otuchy swoją wielkością.

Kogo pan zapraszał do waszej loży, gdy wielkie mecze grała Karolina?

- Na przykład, kiedy Karolina grała ćwierćfinał US Open z Marią Szarapową, to Donald Trump przyszedł do nas i usiadł w naszym boksie, a nie w boksie Szarapowej. I to dodało nam wielkości. To są rzeczy, których się nie kupi. Był też u nas choćby Andrzej Gołota. Warto czasem pokazać, że ma się wsparcie znanych ludzi, na widok których ktoś powie "wow, on jej kibicuje".

Więcej o: