Koniec "betonowej" serii Igi Świątek. Kibic na trybunie aż złapał się za głowę

Porażką w 1/8 finału turnieju WTA w Toronto Iga Świątek zakończyła rozpoczętą pod koniec lutego serię. Rywalką, która sprawiła, że po kolejnych 20 zwycięstwach na kortach twardych licznik liderki światowego rankingu tenisistek trzeba było wyzerować, jest Beatriz Haddad Maia. Brazylijka odniosła historyczny sukces, a w przypadku Polki najbardziej uwagę zwracał serwis, nad którego regularnością musi teraz mocno popracować.

To z pewnością nie był dzień Igi Świątek. Pod kilkoma względami spotkanie z Beatriz Haddad Maią w Toronto przypominało ćwierćfinał imprezy WTA w Warszawie sprzed dwóch tygodni. Tam również były m.in. bardzo dobra gra rywalki oraz nerwy i błędy ze strony faworytki, które obserwowała z trybun w obu przypadkach jej starsza siostra. To jednak nie obecność Agaty Świątek wśród publiczności sprawiła, że po następnym trzysetowym pojedynku pierwsza rakieta świata odpadła przed dotarciem do kluczowej części turnieju. Do porażki 4:6, 6:3, 5:7 po trzygodzinnym pojedynku z Brazylijką przyczyniły się zaś nieregularny serwis Polki oraz fakt, że był to jej pierwszy start po kolejnej zmianie nawierzchni. Swoje zrobiły też z pewnością fakt, że z leworęczną Haddad Maią zmierzyła się po raz pierwszy, a pojedynek toczył się przy mocnym wietrze. Ten oczywiście przeszkadzał obu, ale starsza o pięć lat zawodniczka z Sao Paulo znacznie lepiej sobie poradziła z trudnymi warunkami.

Zobacz wideo Skoczkowie narciarscy "w tenisowej piaskownicy". Kamil Stoch uspokaja Igę Świątek

Koniec półrocznej passy i nawierzchniowego zawrotu głowy Świątek

Gdy Świątek na początku lipca odpadła w trzeciej rundzie wielkoszlemowego Wimbledonu, to skończyło się wielkie liczenie rozpoczęte w drugiej połowie lutego w Dausze. To na tamtejszym korcie twardym rozpoczęła się najlepsza seria zwycięstw w XXI wieku jej autorstwa. Popisowo przeszła w jej trakcie na ziemną nawierzchnię, ale pod górkę zaczęło iść na najmniej przez nią lubianej i oswojonej trawie. To właśnie na tej londyńskiej, po 37 wygranych meczach z rzędu, znalazła pogromczynię w postaci Francuzki Alize Cornet. Haddad Maia została zaś teraz pierwszą od pół roku zawodniczką, która pokonała tenisistkę Tomasza Wiktorowskiego na "betonie". Poprzednio udało się to Łotyszce Jelenie Ostapenko w Dubaju.

Cornet z rodaczką Caroline Garcią, która wygrała ze Świątek w Warszawie oraz z Brazylijką łączy fakt, że są starsze od Polki i mierzyły się z nią w jej pierwszym starcie po zmianie nawierzchni. Od takich zmian liderka listy WTA ostatnio mogła dostać małego zawrotu głowy. Po zwyczajowym lipcowym pożegnaniu z kortami trawiastymi zaczęła bowiem treningi na "betonie". Przerwała je jednak na tydzień, by wystartować na posypanych ziemią obiektach stołecznej Legii. Uwielbiająca zwykle grę na "mączce" tenisistka tym razem nie mogła się na niej odnaleźć. Na kortach twardych również zwykle czuje się świetnie, ale w Toronto widać było, że potrzebuje jeszcze czasu, by przyzwyczaić się do nich na nowo. Teraz ma mieć już pod tym względem do końca roku stabilizację i kolejne starty będą bardziej wiarygodnymi sprawdzianami.

Trzy ostatnie przeciwniczki raszynianki łączy również to, że należą do niebezpiecznego grona zaplecza ścisłej światowej czołówki i potrafią nieraz pokrzyżować plany faworytkom. Cornet w chwili zwycięstwa nad Świątek była 37. rakietą świata, Garcia 45., a Haddad Maia 24. Ta ostatnia dała tego próbkę już w dwóch wcześniejszych rundach w Toronto, gdzie odprawiła półfinalistkę tegorocznego French Open Włoszkę Martinę Trevisan oraz finalistkę ostatniej edycji US Open Kanadyjkę Leylah Fernandez.

Haddad Maia pisze historię. Skuteczne returny Brazylijki, serwisowe tarapaty Świątek

Brazylijka w przeciwieństwie do Polki uniknęła w ostatnim czasie nagłych zmian nawierzchni, a dodatkowo Toronto to już jej drugi z rzędu start na kortach twardych. Na tych w San Jose na początku sierpnia nic wielkiego nie zwojowała, ale zaliczyła cenne przetarcie. 26-latka w ostatnich miesiącach jest jedną z wyróżniających się tenisistek, a najmocniej błysnęła na trawie. Wygrała kolejno turnieje WTA w Nottingham i Birmingham, a następnie w Eastbourne zatrzymała się na półfinale. Od początku czerwca wygrała w sumie 15 meczów. Lepsza pod tym względem w całym tourze jest od niej tylko Garcia.

Po zapisaniu w czwartek na swoim koncie seta otwarcia Haddad Maia została pierwszą od pięciu miesięcy tenisistką, która wygrała na "betonie" partię ze Świątek. To również pokazuje jak bardzo Polka zdominowała wcześniej w tym sezonie rywalizację. Dla tenisistki z Sao Paulo miało to jednak jeszcze większe znaczenie. Została bowiem pierwszą od 1984 roku Brazylijką, która nie tylko wygrała mecz, ale i seta z liderką światowej listy. Żadna jej rodaczka zaś nie dotarła przed nią do ćwierćfinału prestiżowego turnieju WTA rangi 1000.

Na trybunach w Toronto sporo było zarówno kibiców z polskimi, jak i brazylijskimi flagami. Ci ostatni mieli powody do radości, obserwując spokojną i skuteczną grę swojej zawodniczki. Bezlitośnie nieraz punktowała faworytkę returnami. Mająca jak na razie na koncie więcej sukcesów w deblu niż w singlu tenisistka zdobyła w ten sposób 61 punktów, dwa razy więcej niż Świątek.

Fani raszynianki musieli zaś tego dnia patrzeć, jak męczy się przy serwisie. To właśnie ten elementy był jej największą bolączką. Trudno odszukać w pamięci, kiedy poprzednio zanotowała aż dziewięć podwójnych błędów. Po jednym z nich jej sympatyk na trybunach złapał się za głowę. Kilka razy dzięki podaniu 21-latka wyszła z opresji, ale też nieraz za jego sprawą wpadała w tarapaty. Obroniła 15 "break pointów", ale to, że było ich w sumie aż 19, może nieco dać do myślenia. Haddad Maia o punkt od straty podania była dziewięć razy, z czego sześciokrotnie wyszła z kłopotów obronną ręką.

Nie ma co jeszcze bić na alarm. Kolejne starty w USA pokażą, czy Polka potrzebuje teraz po prostu czasu na ponowną adaptację do gry na twardej nawierzchni. Zwłaszcza że ma za sobą także przenosiny z Europy do Ameryki Północnej. Nie da się również wykluczyć, że może też nastąpić okres słabszej gry po kilkumiesięcznej dominacji, jaka była jej udziałem w pierwszej części sezonu. Na weryfikację tego, który z tych wariantów okaże się właściwy, trzeba jeszcze trochę poczekać.

Więcej o: