Danił Miedwiediew wrócił do rywalizacji i wygrał turniej. Pierwszy od US Open

Lider światowego rankingu, Danił Miedwiediew, zaliczył bardzo udany powrót do rywalizacji. Rosjanin wygrał turniej w Los Cabos, pokonując w finale Brytyjczyka Camerona Norrie 7:5 6:0.

Danił Miedwiediew (1. ATP) powrócił do rywalizacji na światowych kortach po ponad miesięcznej przerwie. Rosjanin sezon na kortach twardych rozpoczął od udziału w turnieju w meksykańskim Los Cabos. Lider rankingu na otwarcie pewnie pokonał Rinky'ego Hijikate (224. ATP), a w kolejnej rundzie odprawił Ricardasa Berankisa (98. ATP). W półfinale rosyjski tenisista wygrał z Miomirem Kecmanoviciem (38. ATP), meldując się w finale bez straty seta.

Zobacz wideo Iga Świątek ciężko trenuje. Oto dowód

Miedwiediew najlepszy w Los Cabos, dobry prognostyk przed US Open

W starciu o tytuł Miedwiediewa czekał pojedynek z rozstawionym z numerem 3. Brytyjczykiem Cameronem Norrie (12. ATP). Początek spotkania był wyrównany, a do stanu 2:2 obaj tenisiści utrzymywali swoje podania. Trzy późniejsze gemy przyniosły przełamania. Dwa zanotował Miedwiediew, który po utrzymaniu serwisu w ósmym gemie wyszedł na prowadzenie 5:3. Liderowi rankingu nie udało się zamknąć w tym momencie seta, bowiem Brytyjczyk odrobił straty i wyrównał wynik. Dwie ostatnie odsłony na swoim koncie zapisał jednak Rosjanin, wykorzystując trzecią piłkę setową i wygrywając partię 7:5.

Druga partia przyniosła całkowitą dominację najlepszego obecnie tenisisty świata. Miedwiediew już na otwarcie przełamał podanie rywala, by niedługo później odskoczyć na 4:0. Norrie był bezradny wobec świetnej gry prowadzącego Rosjanina, który zapisał na swoim koncie również dwa kolejne gemy i po 26. minutach wygrał seta 6:0. Lider rankingu wygrał cale spotkanie 2:0, wygrywając 13. trofeum w karierze.

Jest to pierwszy tytuł Miedwiediewa od zeszłorocznego triumfu w wielkoszlemowym US Open. Rosjanin w tym roku dotarł do trzech finałów, ale za każdym razem opuszczał kort jako przegrany. W Australian Open po pięciosetowej walce musiał on uznać wyższość Rafaela Nadala (3. ATP). W czerwcu natomiast najpierw w ’s-Hertogenbosch rosyjski tenisista przegrał przegrał z Timem van Rijthovenem (117. ATP), a tydzień później w Halle z Hubertem Hurkaczem (11. ATP). Sukces w Los Cabos jest więc dla niego dobrym prognostykiem przed obroną tytułu w US Open.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.