"Iga Świątek się skończyła". Panika po porażce Polki zupełnie niepotrzebna

Dlaczego Iga Świątek odpadła tak szybko z turnieju w Warszawie? Bo nie była gotowa na występ w stolicy. Jak to możliwe? Słyszałem na trybunie obawy kibiców, że "Iga Świątek się skończyła". Panika po porażce Polki jest zupełnie niepotrzebna.
Fot. Kuba Atys / Agencja Wyborcza

Iga Świątek przegrała w ćwierćfinale turnieju WTA w Warszawie z Caroline Garcią 1:6, 6:1, 4:6. Ewentualnym malkontentom od razu odpowiadam: spokojnie, to tylko awaria. Szkoda każdej porażki Polki, tym bardziej w rodzinnych stronach, ale nie ma powodu do dramatu. To raczej wynik splotu nieszczęśliwych, pechowych okoliczności, które doprowadziły do tego, że Iga Świątek nie była gotowa na występ w stolicy.

Zobacz wideo „Iga Świątek i Przyjaciele dla Ukrainy". Tak wyglądało wydarzenie

Nie musiała grać

Zacząć trzeba od tego, że 21-latka z Raszyna wcale nie musiała grać w tym turnieju. Dla niej jako liderki światowego rankingu występ w imprezie rangi WTA 250 nie ma aż tak wielkiego znaczenia. Świątek nie przyjechała do Warszawy po punkty, a po promocję tenisa w Polsce. Od dawna powtarza, że zależy jej na popularyzacji dyscypliny wśród rodaków. Chce po zakończeniu kariery zostawić po sobie coś więcej niż tylko sukcesy i trofea. 

Ten cel uzyskała, bo na kortach Legii już dawno nie było takich tłumów kibiców, w tym dzieci. Bilety na mecze Świątek szły jak ciepłe bułeczki. To zresztą także najbardziej pozytywne wspomnienie, jakie liderka rankingu zabiera z tego turnieju. - Zapamiętam atmosferę na trybunach i zaangażowanie kibiców. Było niesamowicie. Pierwszy raz mogłam to poczuć na turnieju WTA w Polsce - powiedziała w piątek na konferencji po meczu z Garcią.

Ukraina

Świątek miała ostatnio dłuższą przerwę. Mecze w Warszawie były jej pierwszymi po ponad trzech tygodniach, jakie minęły od porażki na Wimbledonie. W tym czasie pojechała na kilka dni urlopu do Włoch, a potem trenowała przez dwa tygodnie. Zajmowała się także organizacją imprezy pokazowej dla Ukrainy, która odbyła się w poprzednią sobotę w Krakowie. Widać było, że zaangażowała się w to emocjonalnie. 

- Ja cały czas staram się śledzić doniesienia z frontu. Gdy byłam w trybie rozgrywania turniejów, było to wymagające, bo wszystkie informacje nie wpływały na mnie pozytywnie. Nakład emocjonalny był ogromny. Po Wimbledonie miałam trochę przerwy i mogłam bardziej docenić to, co robimy, postarać się by nasze wydarzenie było jak najlepsze. Dla mnie to ciężkie, bo nigdy nie wyobrażałam sobie, że wojna może być tak blisko. Urodziłam się w czasach, gdy ta część Europy była spokojna - mówiła Świątek w Krakowie wyraźnie poruszona. 

Zmiany nawierzchni

Naszej liderce rankingu nie pomogło także zamieszanie z nawierzchniami. 2 lipca przegrała na trawiastym Wimbledonie z Alize Cornet. Potem przez dwa tygodnie trenowała na kortach twardych. Na tej nawierzchni rozegrana została także impreza dla Ukrainy. Następnie dwa dni Polka poćwiczyła na mączce i przystąpiła do turnieju w Warszawie. Trzy nawierzchnie w niecały miesiąc to spore wyzwanie dla 21-latki wciąż zdobywającej doświadczenie w rozgrywkach.

- Brakowało mi ogrania na korcie ziemnym. Uświadomiłam sobie, że nie lubię wychodzić na kort i mieć z tyłu głowy, że odbyłam tylko dwa treningi na mączce - powiedziała Świątek.

Dziennikarze pytali ją, czy żałuje występu w Warszawie z uwagi na nawierzchnię ziemną. - Cały czas planowałam, że zagram ten turniej. Żałuję, że nie spędziłam więcej czasu na mączce wcześniej. Ale w Krakowie grałyśmy na korcie twardym więc głupio byłoby trenować przed tym na mączce, tam zagrać na nawierzchni twardej, a potem tu w Warszawie znów na mączce. Takie planowanie jest wymagające. Teraz to widzę - stwierdziła Świątek.

Na koniec odpowiedzi przyznała, że nie wie jeszcze, co zrobi w przyszłym roku. - Mówiłam przed turniejem, że nie miałam doświadczenia z tak szybkim przeskakiwaniem między nawierzchniami. Zdecydujemy się może albo na dłuższe przygotowania albo na odpuszczenie tego turnieju i zagranie po Wimbledonie całego sezonu na kortach twardych - mówiła Polka.

Garcia grała na ziemi

To nie są żadne wymówki, a stwierdzenie faktu. Piłka w tenisie zupełnie inaczej reaguje po kontakcie z mączką, trawą i nawierzchnią twardą. Bez odpowiedniej liczby treningów ciężko jest przestawić się szybko na inne korty. Dowodem na to jest także świetny piątkowy występ Caroline Garcii. Francuzka gra w Warszawie trzeci z rzędu turniej na kortach ziemnych po Wimbledonie.

Z Londynu Garcia nie pojechała na wakacje, bo nie miała za sobą serii 37 zwycięstw z rzędu, a udała się na kolejne zawody. Najpierw wystąpiła w Lozannie, potem w Palermo. Obie imprezy rozgrywane były na mączce. Uzbierała w nich łącznie siedem spotkań, a czym innym są treningi a czym innym oficjalne pojedynki.

Znakomita Garcia

Trzeba też oddać Garcii, że w piątek zagrała znakomite spotkanie. Imponowała returnami, wykorzystując słabszy tego dnia serwis Świątek. Dawno już nie widziałem tak dobrze returnującej zawodniczki. 28-latka z Francji ustawiała się tak głęboko do returnu przy podaniu Polki, jak siostry Williams w swoim najlepszym czasie przeciwko rywalkom. Trzeba mieć świetny refleks i dużo siły w rękach by w takiej pozycji skutecznie odbierać serwis.

Na tych zdjęciach widać ustawienie Garcii do podań Świątek:

Wszystkie te czynniki sprawiły, że Iga Świątek zanotowała przeciwko Caroline Garcii słaby występ, była zbyt pasywna. To nie była Polka z tego sezonu, w którym tak dominuje, co widać w światowych rankingach. Jej porażka przypomina nam, że nie da się cały czas wygrywać, zwłaszcza w tenisie. Takie serie, jak ta w postaci 37 zwycięstw, nie zdarzają się często i dlatego są niezwykłe. Świątek trochę nas rozpieściła ostatnimi sukcesami. W tenisie porażka jest codziennością zawodników, bo w turnieju jest zawsze tylko jeden zwycięzca. Dla przypomnienia bilans naszej tenisistki w tym roku pozostaje nadal kosmiczny: 48 wygranych - pięć porażek.

Co dalej?

Kolejne starty Igi Świątek to: Toronto (od 8 sierpnia), Cincinnati (od 15 sierpnia) i US Open (od 29 sierpnia). Nasza tenisistka ma teraz trochę czasu, by w spokoju potrenować znów na kortach twardych. Udowodniła na nich w tym roku, że radzi sobie wcale nie gorzej niż na mączce, wygrywając wiosną m.in. prestiżowe turnieje w Indian Wells i Miami.

Powrót na korty twarde, a także nieszczęśliwe, pechowe okoliczności porażki w Warszawie dają nadzieję na lepsze jutro. Polska liderka bardzo szybko może wrócić na zwycięską ścieżkę. W jej przypadku absolutnie nie należy bić na alarm, a raczej na spokojnie przyglądać się kolejnym występom. 

Wychodząc w piątek wieczorem z kortu głównego Legii słyszałem na trybunie rozmowę dwóch kibiców, którzy przekonywali się nawzajem, że "Iga Świątek się skończyła". Nie skończyła się, a wszelka panika jest niepotrzebna. 

Więcej o: