Ku zaskoczeniu kibiców Iga Świątek przegrała z Caroline Garcią 1:6, 6:1, 4:6 w ćwierćfinale turnieju WTA w Warszawie. To była wojna nerwów. Polka krzyczała do siebie, machała rakietą ze złości. To nie był jej dzień, a rywalka zagrała dobre spotkanie.
Tym razem na trybunach kortu głównego Legii Warszawa nie było kompletu publiczności. Kibiców było nawet mniej niż na środowym meczu Igi Świątek z Magdaleną Fręch w pierwszej rundzie. Widzowie starali się jednak być dużo aktywniejsi niż w poprzednich dniach. Mieli zresztą do tego powody.
Słaby początek
Początek spotkania nie układał się po myśli Igi Świątek. Caroline Garcia wyszła na kort bardzo skoncentrowana i zdeterminowana. Często przejmowała inicjatywę w wymianach, udawała się do siatki. Po zwycięskich piłkach widać było u niej zaciśniętą pięść. Bardzo chciała sprawić niespodziankę i pokonać liderkę rankingu w jej rodzinnym mieście. - Come on - krzyknęła po jednej z piłek 28-latka z Francji.
Polka długo nie znajdowała na to odpowiedzi. Kibice próbowali jej pomagać. "Dawaj Iga", "Jazda Iga" - tych okrzyków nie brakowało. Do tego gromkie brawa po zwycięskich akcjach. To jednak nie poniosło Polki. Garcia szybko wyszła na prowadzenie 3:0, a następnie ponownie przełamała Świątek.
45. tenisistka świata mogła prowadzić już 5:0, ale wówczas Polka wreszcie zdołała wykorzystać szanse na odebranie serwisu rywalce. Gdy wydawało się, że nabierze wiatru w żagle, znów przegrała własne podanie. 1:5 od strony liderki rankingu, a chwilę później 1:6.
Zaskakujący wynik i brak rytuału
Po zakończeniu pierwszego seta nad trybunami kortu głównego uniósł się pomruk niedowierzania. Garcia jednak w pełni zasłużenie wygrała pierwszą partię. Była skuteczniejsza, agresywniejsza i nie pozwoliła Świątek złapać rytmu. Polka z kolei wykorzystała tylko jedną z sześciu szans na przełamanie.
Zaskakujący był także obrazek z przerwy po pierwszym secie. Zwykle Iga Świątek po przegraniu partii schodzi do toalety. W ten sposób się koncentruje, odcina na chwilę od świata, jest to dla niej już pewien rytuał. Tym razem jednak nasza tenisistka została na korcie. Siedziała z ręcznikiem na ramionach, skupiona zastanawiała się, co może poprawić.
Zmiana ról na korcie
Mimo to Polka wróciła do gry dosyć spokojna. Wreszcie wygrała gema przy swoim serwisie, później mogła nawet prowadzić 2:0. Nie wyprowadzały ją z równowagi nawet udane returny Garcii. Tych od początku meczu było wiele, tylko w trzecim gemie drugiego seta - trzy.
Chwilę później Świątek wyszła na pierwsze wyraźniejsze prowadzenie 3:1. Po stracie serwisu Francuzka w końcu okazała emocje niezadowolenia. Jedną z piłek wyrzuciła z kieszeni i uderzyła mocno o kort. Rozpędzona liderka rankingu poszła za ciosem. 4:1, a z jej ust pierwszy raz padło charakterystyczne "Jazda". W reakcji trybuny zaczęły głośno skandować "Iga", "Iga".
Gra 28-latki z Francji posypała się. Seryjnie popełniała błędy, zdawała się być coraz bardziej poddenerwowana. Znów straciła serwis, a po zakończeniu gema z całej siły odrzuciła piłkę w siatkę. Świątek wygrała łatwo drugiego seta 6:1. Role zupełnie się odwróciły na korcie w porównaniu do pierwszej partii. - Ojoj - krzyknęła po nieczystym zagraniu Garcia, po którym przegrała seta.
Wojna nerwów. Świątek krzyczała: Jezu! Głupia!
Iga Świątek znów zaskoczyła w przerwie, bo tym razem zdecydowała się zejść do toalety i to po wygranej partii. Po powrocie na kort znów stanęła przed sporym wyzwaniem. Garcia była bliska przełamania Polki, która dwa razy z niezadowolenia machała rakietą w powietrzu. Chwilę później to nasza tenisistka mogła odskoczyć rywalce, ale również bez powodzenia. Zrobiło się po 2.
Trzeba docenić return Garcii, jakim sprawiała wiele problemów Świątek. Francuzka bardzo agresywnie odbierała podanie Polki, stawała głęboko w korcie do jej serwisu. W ten sposób zmuszała Świątek do ryzyka przy podaniu, a także notowała wiele cennych winnerów.
Przez dwa sety liderka rankingu była spokojna bez względu na wynik. W trzeciej partii widać było u niej znacznie większą nerwowość - nie tylko wspomniane machanie rakietą, ale i mimika twarzy czy okrzyki "Nieee!", "Jezu!", "Głupia!". W grze Garcii także widać było sporo emocji.
Ostatecznie wojnę nerwów wygrała Caroline Garcia. Wygrała 6:4. Po zakończeniu spotkania była bardzo szczęśliwa, a Polka miała ochotę rzucić rakietą w kort. Kibice krzyczeli zaś do Polki: "Jesteśmy z Tobą, hej Igo, jesteśmy z Tobą".