Radwańska zagra ze Świątek dla Ukrainy. "Wiele osób zapomniało trochę o wojnie"

Dominik Senkowski
- My się do końca nie znamy. Ostatnio odbyłyśmy z Igą w Warszawie jeden jedyny trening. Nie zauważyłam wtedy u niej żadnych słabości, może w czasie meczu jakieś dostrzegę i wykorzystam - śmiała się Agnieszka Radwańska rozmawiając z dziennikarzami przed sobotnim wydarzeniem "Iga Świątek i Przyjaciele dla Ukrainy".

Od godziny 12:00 początek imprezy pokazowej, która odbędzie się w krakowskiej Tauron Arenie. Najpierw rozegrany zostanie mikst z udziałem Radwańskiej, Świątek, Serhija Stachowskiego i Martyna Pawelskiego. Następnie Świątek i Radwańska zagrają jednego seta. Całość środków zebranych za bilety na to wydarzenie idzie na pomoc ukraińskim dzieciom, które ucierpiały w czasie wojny. 

Radwańska odpowiedziała na kilka pytań mediów. 

Zobacz wideo Wiele firm podejmowało próbę stworzenia symulatora tenisa na miarę piłkarskiej FIFY. Jak poradził sobie Matchpoint?

Kiedy została pani zaproszona na to wydarzenie?

Kilka tygodni temu dostałam telefon od Igi w sprawie tej imprezy i nie mogłam odmówić. Chociaż do końca nie wiem, na co się piszę, bo minęły już cztery lata od zakończenia kariery. To nie jest tak mało. Zobaczymy, jak sobie poradzę. Jesteśmy tu jednak po to, by zebrać jak najwięcej pieniędzy dla dzieci.

Przygotowania były intensywne?

Były na tyle intensywne, na ile zdrowie mi pozwala. Nie były to nie wiadomo jak ciężkie treningi. Największym przetarciem była możliwość występowania ostatnio na Wimbledonie w rywalizacji legend. Intensywność meczowa jest zupełnie inna niż na treningu, a w Londynie zagrałam kilka spotkań. Mam nadzieję, że Iga nie wyskoczy od pierwszej piłki, nie zagra na 100 procent, bo będę miała problem (śmiech). Przede wszystkim jednak chcemy pokazać dużo dobrego tenisa.

Od inwazji Rosji minęło 150 dni. Jak pani postrzega to, jak świat sportu reaguje na wydarzenia w Ukrainie?

Wszyscy reagują tak, by jak najwięcej pomagać. Podobne wydarzenia do naszego to najlepszy sposób, by wspierać ludzi, którym nic nie zostało. Mamy nadzieję, że to będzie taka cegiełka do powrotu do normalnego życia. Po to tu jesteśmy, po to przyjdą tu kibice. 

Czuje się pani zestresowana?

Trochę tak. To takie uczucie jak przed egzaminem, do którego wcale się nie uczyłam. Dla mnie jest to wyzwanie. Takie inicjatywy są bardzo ważne, a jeszcze jak Iga do mnie zadzwoniła, to nie miałam wyjścia. Pięć - siedem lat temu podchodziłabym inaczej do takiego meczu. Dziś chce po prostu nadążyć za Igą, nie zrobić sobie krzywdy w pierwszych dwóch gemach i pokazać trochę tenisa publiczności. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że ja już z tenisa wypadłam. Trenuje dla siebie, by zachować formę, pograć w lidze, ale zawodowe rozgrywki są już daleko za mną. Kończąc karierę, nigdy bym się nie spodziewała, że wyjdę jeszcze na singla z pierwszą rakietą świata. 

Żałuje pani, że Iga Świątek nie grała w pani czasach?

Pewnie, że tak. To byłaby kolejna motywacja. Inaczej można wspinać się do góry, gdy obok jest zawodniczka z twojego kraju grająca na światowym poziomie. Byłoby raźniej, większa konkurencja, a nasze mecze byłyby bardziej ekscytujące. Szkoda, że tak minęłyśmy się w drzwiach.

Podczas Roland Garros ukraińscy tenisiści mówili, że nie czują wsparcia środowiska tenisowego, a za wyjątki podawali Igę Świątek czy organizatorów Wimbledonu. Ma pani duże doświadczenie w rozgrywkach WTA. Z czego to wynika, że świat tenisa wspiera Ukrainę w tak mały sposób?

Trudno mi powiedzieć, bo nie gram już w rozgrywkach WTA ani w Wielkim Szlemie.  Nie wiem, jak do końca reagują zawodnicy i zawodniczki. Byłam tylko na Wimbledonie. Na pewno było inaczej na początku wojny, gdy każdy tym żył, chciał pomagać. Teraz wydaje się, że wiele osób trochę o tym zapomniało albo nie ma sił, skupia się na czym innym. Trzeba jednak pomagać, stąd ta inicjatywa w Krakowie.

Iga Świątek trenuje z Tomaszem Wiktorowskim, który prowadził panią przez wiele lat kariery. Czy doradzała pani jej ten wybór?

Nie rozmawiałyśmy o tym, bo to indywidualna sprawa. Jednej zawodniczce dany trener może pasować, innej nie. Trzeba się poznać na korcie. Widać, że Iga i Tomek dobrze się dogadują. Mnie ta decyzja absolutnie nie zaskoczyła. Życzę im jak najdłuższej współpracy. 

Więcej o: