Wzór dla Rosjan. "Wielki podziw. Bohaterka". Daria Kasatkina zachwyciła

- Wciąż wraca do mnie to, co zobaczyłem na froncie. Z pewnością nie będę w stanie tego zapomnieć, ale mam nadzieję, że nie będzie mnie to prześladowało - zaznacza Serhij Stachowski. Były ukraiński tenisista, który po rozpoczęciu wojny w jego ojczyźnie chwycił za broń, chwali rosyjską zawodniczkę Darię Kasatkinę, która otwarcie skrytykowała władze swego kraju za ten atak i jest rozczarowany postawą innych Rosjan. - Mówią, że boją się więzienia. Ale nie mają problemu z tym, że dzieci giną od bomb - podkreśla.

Serhij Stachowski o wojnie na Ukrainie wypowiadał się już wielokrotnie w ostatnich pięciu miesiącach, ale wciąż ten temat głęboko go dotyka. W sobotę rozmawiał z dziennikarzami w Krakowie, zagrał w meczu charytatywnym, którego pomysłodawczynią jest Iga Świątek.

36-latek opowiada rzeczowo o różnych aspektach tej wojny, choć w jego oczach widać ogromny smutek. Temat zna nie tylko z informacji medialnych czy opowieści znajomych. Tuż po rozpoczęciu ataku zbrojnego przez Rosję zgłosił się do wojska. Był kilka razy na froncie, patrolował okolice z karabinem w ręce. Korzystając z wypracowanej jako tenisista popularności, co jakiś czas zaś przypomina w mediach społecznościowych o tym, co się dzieje w jego ojczyźnie.

Zobacz wideo Będzie ulica imienia Igi Świątek? "Dla nas jest wyjątkową osobą"

"To było więcej, niż się spodziewałem". Ukraińska gospodarka w wielkim kryzysie

Tenisista, który w przeszłości był 31. rakietą świata, ma nadal przed oczami to, co zobaczył na froncie. Ostatnio był na nim 9 lipca.

- Wciąż wraca do mnie widok z linii frontu. To było więcej, niż się spodziewałem. Miasta nie mają nawet potrzebnej pomocy z zakresu sprzętu medycznego. Z pewnością nie będę w stanie zapomnieć tego, co zobaczyłem, ale mam ogromną nadzieję, że nie będzie mnie to prześladowało - zaznacza.

Relacjonuje, że codziennie ginie wiele osób. Dodaje, że duch bojowy wśród jego rodaków utrzymuje się wciąż na wysokim poziomie, ale ma świadomość, że nawarstwiający się duży stres będzie miał konsekwencje. - Pojawi się w związku z tym duże zmęczenie. Miasta są ostrzeliwane od kilku miesięcy - przypomina.

Karierę zakończył w styczniu, po wielkoszlemowym Australian Open. Zrobił to, by spędzić więcej czasu z rodziną i pomóc żonie w wychowywaniu trójki ich dzieci. 

- Przez cały okres mojej profesjonalnej kariery mieszkałem poza Ukrainą ze względu na możliwości treningowe. Teraz mieliśmy wrócić do kraju. Uznałem, że to właściwa pora. Dzieci miały iść tam do szkoły, a ja miałem się zająć swoim klubem tenisowym i firmą budowlaną - wspomina z posępną miną.

Jako przedsiębiorca Stachowski na własnej skórze odczuł, jak wojna wpłynęła na ukraińską gospodarkę. - Wartość naszego rynku spadła o 90 procent. Mieliśmy szczęście, że świat nam pomógł, nie tylko dostarczając potrzebne podczas wojny produkty, ale także finansowo. Będziemy musieli pobudzić na nowo gospodarkę, ale nie mamy jak. Rosja dewastuje każdą możliwą opcję produkcji - podkreśla.

"Kasatkina jest swego rodzaju bohaterką". Stachowski ostro o braku odwagi Rosjan

Jego bliscy mieszkają od jakiegoś czasu w Budapeszcie. Przyznaje, że najstarsze z jego dzieci rozumie obecną sytuację.

- Prosiło mnie, żebym nie wracał już na front. Młodsze są za małe, by rozumieć to wszystko, co się wydarzyło i nadal się dzieje. Mam nadzieję, że tak pozostanie, ale żyjemy w świecie, w który informacje szybko się rozprzestrzeniają. Wystarczy, że pójdzie do szkoły - zwraca uwagę.

Były już tenisista jest bardzo rozczarowany i zawiedziony postawą większości rosyjskich kolegów z kortu. Z nim rozmawiali o tym jedynie Daria Kasatkina i Andriej Rublow. Ta pierwsza zrobiła to także otwarcie w rozmowach z dziennikarzami. Rublow był już ostrożniejszy. Kasatkina dodatkowo opisywała, jak trudno w Rosji jest osobom homoseksualnym.

- To kwestia Andrieja, o czym chce mówić publicznie, a o czym nie. Mam natomiast wielki podziw dla Darii. Jest na swój własny sposób bohaterką. Chciałbym, by więcej Rosjan tak postępowało. Niestety, tylko ta dwójka w tenisowym środowisku ze mną o tym rozmawiała. Spoza niego było więcej takich osób. Ale one zawsze mówią, że nie chcą iść do więzienia i stąd nie zabierają publicznie głosu w tej sprawie. Ja to widzę tak - nie chcą do więzienia, ale nie mają problemu z tym, że dzieci giną od bomb. Wolałbym iść za kratki na wiele miesięcy, gdybym mógł w ten sposób przyczynić się do uratowania życia lub przynajmniej byłbym w stanie spojrzeć w lustro - argumentuje.

Stachowski porusza też temat wpływu wojny na ukraiński sport. Wszyscy topowi zawodnicy opuścili ojczyznę, gdy rozpoczął się atak zbrojny.

- To było zbyt duże ryzyko dla nich. Przebywają poza krajem. Nawiązali porozumienia z innymi państwami i tamtejszymi federacjami, od których otrzymali wsparcie. Jeśli chodzi zaś o juniorów i sport młodzieżowy, to tracimy to pokolenie. Nie mają możliwości trenowania. Nie jestem pewny, czy będziemy w stanie to po latach nadrobić - podsumowuje smutno.

Więcej o: