Sprawa magicznej mikstury wyjaśniona. Tak zareagował Djoković

Novak Djoković
screen YT/Wimbledon

Jeżeli któryś turniej ma być symbolem odradzania się Novaka Djokovicia, to jest to Wimbledon. W 2018 r. zaczął od niego marsz po trzy tytuły wielkoszlemowe z rzędu, teraz pomógł mu zapomnieć o styczniowym zamieszaniu w Australii. - Musiałem przetrwać tę burzę - przyznaje serbski tenisista. Wciąż zaś pod znakiem zapytania stoi jego udział w US Open.

Po niedzielnym zwycięstwie nad Nickiem Kyrgiosem Novak Djoković przykucnął, urwał nieco trawy z kortu centralnego i tradycyjnie ją zjadł. Robi tak za każdym razem, kiedy triumfuje na kortach w Londynie. W tym roku musiała ona smakować Serbowi wyjątkowo dobrze. Niczym nagroda za to, co w tym roku przeszedł.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

Wewnętrzne turbulencje i londyńska trampolina

Sprawa cofnięcia wizy Serba tuż przed startem styczniowego Australian Open przybrała formę kiepskiej telenoweli. Od uczestników wymagano szczepienia przeciw COVID-19, a niechętny im tenisista próbował dostać zwolnienie jako ozdrowieniec, co budziło wątpliwości. Ostatnim odcinkiem kilkunastodniowej sagi była deportacja Djokovicia.

- Ten rok zaczął się tak, jak się zaczął i z pewnością miało to na mnie wpływ przez pierwsze kilka miesięcy. Nie czułem się najlepiej - mentalnie i emocjonalnie. Chciałem grać, ale równocześnie kiedy wyszedłem na kort w Dubaju, który był moim pierwszym występem w tym sezonie, poczułem presję i napływ emocji. Nie byłem sobą. Zdałem sobie sprawę, że zajmie to trochę czasu i muszę być cierpliwy, a prędzej czy później osiągnę optymalny stan - wspomina w rozmowie z dziennikarzami Djoković.

Dodaje, że z jednej strony po opuszczeniu Australii był gotowy zostawić tę sprawę za sobą i skupić się na przyszłości, ale wydarzenia te wciąż do niego wracały.

- Nie było tak łatwo zamknąć ten rozdział, bo miałem potem styczność z mediami i wszyscy przypominaliście mi o tym. Oczywiście, wiele osób podróżuje po świecie i taka nieprzyjemna sytuacja, w której niestety brałem udział na antypodach, się powtarza. Spowodowało to u mnie wewnętrzne turbulencje. Musiałem przetrwać burzę - podsumowuje.

Nie po raz pierwszy słońce po takiej życiowej burzy zaświeciło w jego przypadku na londyńskim niebie. Podobnie było cztery lata temu.

- Zwycięstwo w Wimbledonie historycznie zawsze łączy się z ważnymi etapami mojego życia i kariery. Na początku 2018 roku przeszedłem operację łokcia, próbowałem odbudować ranking i nie grałem dobrze. To był pierwszy turniej wielkoszlemowy, który wygrałem po tym okresie. Posłużył jako trampolina do późniejszych triumfów w US Open i Australian Open 2019. To nie jest przypadek, że to miejsce ma tak duże znaczenie w moim życiu i karierze - podkreśla 35-latek.

Przyznaje też, że - ze względu za styczniowe zawirowania - poczuł po wzniesieniu w niedzielę pucharu za zwycięstwo ulgę. - Dodaje to obecnej sytuacji wartości, znaczenia i emocji - przyznaje.

Jednocześnie były lider światowego rankingu zaznacza, że w ostatnich miesiącach czuł już, że pod względem tenisowym nie ma powodu do niepokoju.

- Chodziło o te wszystkie rzeczy poza kortem, które spowodowały tak duże rozproszenie i presję. Musiałem sobie poradzić z tym ja, ale i ludzie dookoła mnie. To nie jest jedna z tych rzeczy, co do których możesz wyłączyć się i udawać, że nie miała ona miejsca - zwraca uwagę.

Wyjątkowy Wimbledon i niepewne US Open. Sprawa magicznej mikstury wyjaśniona

Z 21 tytułów wielkoszlemowych, które wywalczył, najwięcej - aż dziewięć - zdobył w Australian Open. Nie kryje, że tam czuje się najlepiej, ale dodaje, że Wimbledon, na którym triumfował siedmiokrotnie, jest pod tym względem blisko i ma dla niego szczególne znaczenie z innego też względu.

- Wydaje mi się, że na tutejszym korcie centralnym nie przegrałem od 2013 roku. Mimo że w Australii odniosłem tyle sukcesów, to kort w Londynie i ten turniej wciąż zajmują wyjątkowe miejsce w moim sercu. Marzyłem o grze tutaj od dziecka. Uczucia, które mi towarzyszy, gdy wkraczam na ten obiekt, nie da się porównać z niczym innym - podkreśla Djoković.

Od kilku lat w środowisku tenisowym wraca temat spodziewanego zejścia ze sceny tzw. Wielkiej Trójki, czyli Serba, Hiszpana Rafaela Nadala i Szwajcara Rogera Federera. Jak na razie jednak żaden z nich nie powiedział "pas". Gracz z Bałkanów nie planuje też tego robić w najbliższej przyszłości.

- Nie mam poczucia, że muszę się śpieszyć z zakończeniem kariery w ciągu roku, dwóch czy jakimkolwiek wskazanym czasie. Nie myślę o tym. Chcę utrzymać ciało w zdrowiu, bo to niezbędne dla utrzymania tego poziomu. Chcę zachować przytomność umysłu i motywację, by rywalizować z młodą gwardią - wylicza.

W najbliższych tygodniach Djoković ma nieco odpocząć, a w międzyczasie wyjaśni się powinna kwestia jego dalszych planów startowych. Na razie pozostaje ona zagadką, bowiem władze USA, dokąd przeniesie się wkrótce rywalizacja, wymagają od przyjezdnych szczepienia przeciwko COVID-19. 

- Nie jestem zaszczepiony i nie planuję tego robić. Jedyne dobre wieści, jakie mogę otrzymać, to wycofanie tego obowiązku lub zwolnienie z niego. Nie sądzę, by to ostatnie było możliwe. Nie wiem, z jakiego względu miałoby ono nastąpić. Nie mam na razie zbyt wielu odpowiedzi w tej sprawie. Sądzę, że chodzi o to, czy cofną ten nakaz na czas, bym mógł się tam dostać - analizuje Djoković.

Ze względu na wykluczenie przez organizatorów Wimbledonu Rosjan i Białorusinów władze ATP podjęły decyzję, by nie przyznawać punktów za tegoroczną edycję londyńskiej imprezy. W przypadku Serba jest to ogromna strata, a w kontekście nieobecności w Australian Open i niepewności co do startu w rozpoczynającym się pod koniec sierpnia US Open, pojawia się pytanie o zakwalifikowanie się przez niego do kończącego sezon turnieju Masters.

- Wątpię, bym musiał jeździć i gonić za punktami. Myślę, że mam duże szanse, by awansować do ATP Finals. Nie czuję żadnej presji czy konieczności, by realizować określony plan startowy. W ciągu ostatniego półrocza pewne rzeczy się zmieniły. Pobiłem rekord liczby tygodni w roli lidera rankingu ATP, na co pracowałem całe życie. Teraz kiedy to już zrealizowałem, moim priorytetem są imprezy wielkoszlemowe i inne duże turnieje, które chcę zagrać i na których dobrze się czuję - argumentuje Djoković.

Podczas Wimbledonu wzbudził zaciekawienie i konsternację, gdy kilka razy podczas przerw w meczach wdychał zawartość butelki. Na konferencji prasowej po półfinale nie chciał zdradzić nic na ten temat. Rzucił wówczas tylko ze śmiechem, że to magiczna mikstura i że dziennikarze wkrótce się dowiedzą, czym ona jest. Po finale temat wrócił.

- Powiedziałem, że dowiecie się wkrótce, ale nie aż tak prędko. Produkt pojawi się na rynku w ramach serii suplementów, nad którymi pracuję. Spróbujecie i dacie mi znać, jakie są wasze wrażenia. Może nawet wygracie Wimbledon - śmieje się Djoković.

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...