Półfinał przepełnił legendarne wzgórze na Wimbledonie. Zbiorowy jęk zawodu

Hitowy dla gospodarzy Wimbledonu półfinał Camerona Norrie'ego z Novakiem Djokoviciem sprawił, że na Henman Hill zabrakło miejsca i kilkadziesiąt osób do samego końca czekało w kolejce, by na słynnym wzgórzu obejrzeć to spotkanie. Po ostatniej akcji meczu przegranego przez tenisistę gospodarzy najpierw był zbiorowy jęk zawodu, a potem kilkadziesiąt osób zgotowało mu owację na stojąco.

Wielki pełen ludzi piknik przypominający kino plenerowe, podczas którego wyświetlany jest wciągający i emocjonujący film. Tak wyglądało w piątek słynne Wzgórze Henmana, które znajduje się na terenie kompleksu All England Lawn Tennis and Croquet Clubu. To tam kibice mający bilety wstępu na mniejsze korty mogą na wielkim ekranie oglądać mecze Wimbledonu rozgrywane na największych obiektach. Tego dnia właściwie cała uwaga Brytyjczyków była skupiona na półfinale Camerona Norrie'ego z Novakiem Djokoviciem. Efekt był taki, że na powierzchni, z której widać było ekran nie było ani skrawka wolnej przestrzeni, a dla wszystkich chętnych brakło miejsca.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

O ile kilku- czy kilkunastoosobowa kolejka czekających na wejście na trybuny jednego z kortów londyńskiej imprezy w trakcie meczu jest widokiem całkiem normalnym, to rzadko się zdarza, by spora grupa osób czekała, by zająć miejsce na polanie. Tak jednak było właśnie teraz, a niektórym z oczekujących nie udało się do końca trwającego dwie i pół godziny spotkania.

Gospodarze czekali pięć lat na ponowne obejrzenie kogoś z rodaków w półfinale singla tej imprezy. W 2017 roku dotarła do tego etapu Johanna Konta, teraz zaś zapewnił im taką sposobność Norrie. Przez pewien czas jako junior reprezentował Nową Zelandię, w której mieszkał przez 13 lat jako dziecko. Podczas tego Wimbledonu jednak trzymała za niego kciuki cała Wielka Brytania. Wsparcie pomogło, bo 26-latek, który nigdy wcześniej nie przeszedł trzeciej rundy, teraz dotarł aż do czołowej czwórki.

Djoković walczy teraz o czwarty z rzędu tytuł w tej imprezie. Gdy zajmujący 12. miejsce w światowym rankingu rywal wygrał ze słynnym Serbem pierwszego seta, to na Wzgórzu Henmana wybuchła zbiorowa radość. Były lider listy ATP znany jest jednak ze stalowych nerwów i zaprezentował je także tym razem. Szybko się otrząsnął, by wygrać całe spotkanie 2:6, 6:3, 6:2, 6:4.

Agnieszka NiedziałekNietypowa tradycja na Wimbledonie. Stanie po bilety równie ważne jak tenis. "Szampan, piknik"

Kibice zasiadający na rozległej polanie do samego końca próbowali wesprzeć na odległość swojego reprezentanta. Co jakiś czas słychać było skandowanie "Let's go Norrie, let's go". Po jego udanych akcjach i zepsutych piłkach gracza z Belgradu były wiwaty, a po punktach zdobywanych przez rywala jęk zawodu. To właśnie on wydobył się z ust kilkusetosobowej grupy po ostatniej akcji meczu. Szybko jednak ustąpił owacji na stojąco, widząc na ekranie, jak Brytyjczyk opuszcza kort centralny. Następnie zaczęli zbierać opróżnione butelki po szampanie i puszki po popularnym likierze Pimm's oraz pakować się. Rozczarowania jednak nie było.

- Nie liczyliśmy raczej, że pokona Novaka. Zagrał za to dobre spotkanie, mieliśmy piękną pogodę, więc nie ma powodów do narzekań - zaznacza w rozmowie ze Sport.pl para w średnim wieku.

Djoković w niedzielnym finale zmierzy się z Australijczykiem Nickiem Kyrgiosem.

Więcej o: