Nadal wyszedł do dziennikarzy. Skierował wzrok w górę. "Bardzo mi przykro, że to mówię"

- Dalsza gra nie ma sensu. Nawet jeśli wiele razy w karierze kontynuowałem ją mimo bardzo trudnych okoliczności, to w tym przypadku oczywiste jest, że to by tylko pogłębiło uraz - zaznaczył Rafael Nadal. Mający na koncie 22 tytuły wielkoszlemowe Hiszpan ze spokojem opowiadał dziennikarzom, dlaczego wycofał się z Wimbledonu przed piątkowym półfinałem. Tym samym nastąpił koniec jego imponującej serii wygranych meczów w Wielkim Szlemie, a licznik zatrzymał się na 19.

Gdy w czwartkowy wieczór pojawiła się informacja, że za kilkanaście minut w centrum prasowym Wimbledonu odbędzie się konferencja prasowa z udziałem Rafaela Nadala, to dziennikarze dobrze wiedzieli, co to oznacza. Jeśli bowiem tenisista zwołuje inną niż tradycyjną pomeczową, to właściwie można być pewnym, że chodzi o wycofanie się z turnieju. Tym razem było to tym bardziej prawdopodobne, że Hiszpan w środowym ćwierćfinale miał wyraźne kłopoty. Nerwowego oczekiwania ani szoku więc nie było, gdy zasiadł za stołem i po przywitaniu się z wypełniającymi po brzegi salę przedstawicielami mediów potwierdził te przypuszczenia.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

- Jak wszyscy widzieli wczoraj, zmagam się z bólem mięśni brzucha. Jak mówiłem wtedy, wiedziałem, że coś jest nie w porządku. Potwierdziło się to - mam naderwany mięsień brzucha. Mimo to cały dzień myślałem o tym, co zrobić. Uważam, że dalsza gra nie ma sensu. Nawet jeśli wiele razy w karierze kontynuowałem ją mimo bardzo trudnych okoliczności, to w tym przypadku oczywiste jest, że to by tylko pogłębiło uraz. Bardzo mi przykro, że to mówię - podkreślił.

Smutny spokój Nadala. Dwa powody i największe niebezpieczeństwo

Następnie utytułowany tenisista spokojnie odpowiadał na pytania. Nie widać było u niego żadnych większych emocji. Ale kibice i dziennikarze już się przyzwyczaili, że na konferencjach zachowuje się podobnie niezależnie od tego, czy właśnie wywalczył kolejny z licznych tytułów wielkoszlemowych, czy też ogłasza, że w danym turnieju nie będzie mu dane zdobyć następnego. Raz czy dwa na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech, w pewnym momencie uciekł na chwilę wzrokiem w górę i to było wszystko. 

Po wstępie w wykonaniu gracza z Majorki pojawiło się pytanie, czy powodem jest ocena, że nie miałby szans na rywalizację z Nickiem Kyrgiosem, czy też obawa o pogłębienie urazu. Okazało się, że oba czynniki miały znaczenie.

- Podjąłem tę decyzję, bo jestem przekonany, że w tych okolicznościach nie jestem w stanie wygrać dwóch meczów. Nie mogę serwować. Nie chodzi tylko o to, że nie mogę tego robić z odpowiednią prędkością, ale nie mogę wykonywać normalnych ruchów przy serwisie. Ze względu na to przekonanie i pewien szacunek do samego siebie nie chcę wychodzić na kort, nie będąc w stanie grać na poziomie, który muszę zaprezentować, by osiągnąć swój cel oraz przy dużym ryzyku, że znacznie pogorszę sytuację - tłumaczył 36-letni gracz.

W ostatnich miesiącach główny problem w jego przypadku stanowiły przewlekłe kłopoty ze stopą. Z tego powodu zakończył przedwcześnie poprzedni sezon, a na przełomie maja i czerwca wydawało się, iż może mieć trudność z dokończeniem udziału w Roland Garros. Nazywany "królem kortów ziemnych" tenisista jednak dopiął swego i wygrał w stolicy Francji rekordowy 14. raz.

- Kilka tygodni temu byłem w bardzo trudnym punkcie ze względu na kontuzję stopy. Teraz pod tym względem sytuacja się poprawiła. Najbardziej niebezpieczna rzecz, która może obecnie zatrzymać moją karierę, to myślenie, iż sytuacja się poprawia, bez żadnych obaw. Jak zawsze mówiłem, dla mnie najważniejsze jest szczęście. Jest istotniejsze niż jakikolwiek tytuł. Nawet jeśli wszyscy wiedzą, ile wysiłku włożyłem, by tu być. Ale nie mogę ryzykować, że przez ten mecz wypadnę z rywalizacji na dwa, trzy miesiące, bo byłoby dla mnie bardzo trudne. Jeśli takie coś się przydarzy, to trudno, ale nie dlatego, że nie postąpiłem właściwie - argumentował.

To jego drugi w karierze walkower w rywalizacji wielkoszlemowej, w której wywalczył rekordowe w męskim singlu 22 tytuły. Pierwszy miał miejsce w Paryżu w 2016 roku. Dwa ostatnie sukcesy w zawodach tej rangi dołożył w tym sezonie, bowiem zaczął od triumfu w Australian Open. Tym samym teraz, po 19 meczach z rzędu, przerwana została imponująca seria zwycięstw.

- Nigdy nie myślałem o Kalendarzowym Szlemie. Myślałem o codziennym szczęściu i codziennej pracy - zapewnił.

"Jestem dumny, że znalazłem sposób, by dokończyć ćwierćfinał"

W styczniu również kibice patrzyli na Nadala z obawami. Miał lepsze i gorsze momenty, ale - jak zapewnił na czwartkowej konferencji - wówczas nie miał zbyt wielu kłopotów zdrowotnych.

- Chodziło o to, że wróciłem wówczas po długiej przerwie spowodowanej urazem. Roland Garros był bardzo wymagający - przede wszystkim mentalnie, ale też fizycznie. Ale potem było lepiej. Mając na uwadze to, jak trudny było dla mnie French Open, to sam fakt, że byłem w Londynie, pokazuje, jak ważna jest dla mnie ta impreza i jak bardzo chciałem tutaj zagrać - zwrócił uwagę.

Ze swojej postawy w pięciu meczach na trawiastych kortach Wimbledonu jest zadowolony. A w przeszłości sięgał na nich po trofeum dwukrotnie - w 2008 i 2010 roku.

- Zrobiłem wszystko w możliwie najlepszy sposób, by dać sobie tutaj szansę. Dotarłem do półfinału, przez ostatnie kilka dni grałem bardzo dobrze. Zwłaszcza wczoraj na początku meczu to był bardzo, bardzo wysoki poziom. To sprawia, że teraz czuję się nieco gorzej, bo miałem poczucie, że z grą, jaką prezentowałem, miałbym szansę - przyznał.

Od środowego wieczora walkower gracza z Majorki przed półfinałem był jedną z opcji, bowiem pięciosetowy pojedynek z Taylorem Fritzem był dla niego drogą przez mękę. Z trybun patrzyli na nią jego bliscy i w pewnym momencie mieli już dość. Ojciec i siostra zasygnalizowali mu nawet w pewnym momencie, by skreczował. Nie zrobił tego i wciąż uważa, że była to dobra decyzja.

- Dokończyłem mecz i wygrałem. Zrobiłem to, co czułem w danym momencie. Nie jestem tego typu zawodnikiem czy człowiekiem, który po podjęciu decyzji patrzy wstecz i mówi "Nie powinien był tego robić" lub "Powinien był postąpić inaczej". Oczywiście, uczysz się na błędach. Robiłem to przez całą moją karierę. Staram się nie powielać błędów. Z drugiej strony, nie chciałem wycofać się w trakcie ćwierćfinału. Nawet chociaż myśl o kreczu utrzymywała się w mojej głowie przez długi czas po pierwszych pięciu, sześciu gemach, to znalazłem sposób, by dokończyć mecz. To coś, z czego jestem dumny - podsumował.

Jak się teraz okazało, pewne kłopoty z brzuchem Nadal miał od tygodnia. Stwierdził jednak, że do środy sytuacja była mniej lub bardziej pod kontrolą.

- Ale wczoraj był najgorszy dzień. W ciągu tygodnia miałem badania, by sprawdzić, jak sprawy się rozwijają. W środę po meczu ta bardzo drobna rzecz znacząco się powiększyła - relacjonował.

W środowisku tenisowym nie brakuje osób, które od początku sezonu debatują, czy utytułowany Hiszpan z uwagi na coraz większe kłopoty zdrowotne nie powie wkrótce "pas" i nie zakończy kariery. Na razie jeszcze się na to nie zanosi. A przynajmniej nie bez próby. Przekazał, że zwykle przy takich urazach przerwa wynosi między trzy a cztery tygodnie. Ma też nadzieję, że po tym czasie wróci do swojego normalnego harmonogramu.

- Teraz nie mogę grać, ale w ciągu tygodnia powinienem móc uderzać piłkę z głębi kortu. To nie powinno stanowić problemu. Oczywiście, przez jakiś czas bez serwowania - doprecyzował na koniec.

Kyrgios tym samym awansował do pierwszego w karierze finału wielkoszlemowego bez wychodzenia na kort. W niedzielę zmierzy się z Serbem Novakiem Djokoviciem lub Brytyjczykiem Cameronem Norrie.

Więcej o: