Największa sensacja Wimbledonu gra o finał z kumpelą od grilla. Przyjaźń na chwilę zawieszona

Ośmioletnia Charlotte stanie podczas czwartkowego półfinału Wimbledonu przed dylematem, kogo dopingować. Po jednej stronie kortu stanie bowiem jej mama Tatjana Maria, a po drugiej Ons Jabeur, z którą bawi się codziennie w Londynie i nazywa ciocią. Tunezyjska tenisistka zaś o prawie 35-letniej Niemce mówi, że to jej kumpela od grilla.

Ons Jabeur i Tatjana Maria nie mają w zwyczaju analizować z wyprzedzeniem drabinki i nie sprawdzały przed Wimbledonem, na jakim etapie mogą na siebie trafić. O ile w przypadku drugiej w rankingu WTA Tunezyjki wybieganie mocniej do przodu w turniejową przyszłość miałoby uzasadnienie, to trudno raczej znaleźć kogoś poza bliskimi 103. w tym zestawieniu Niemki, kto wierzyłby jeszcze kilka dni temu, że dotrze ona w Londynie choćby do drugiego tygodnia. Tymczasem sprawiła sensację i w czwartek zagra z przyjaciółką o awans do finału.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

"Ciocia Ons" wychwala szalejącą w Londynie Marię

Nietrudno dostrzec, jak dużą sympatią się darzą. Maria mówi, że Jabeur jest członkiem jej rodziny, a ta w odpowiedzi nazywa ją kumpelą od grilla.

- Uwielbiam Tatjanę. Uwielbiam całą jej rodzinę. Są bardzo mili. Zaprosili mnie raz do siebie do domu. To był świetnie spędzony czas - wspomina druga rakieta świata. 

"Ciocia Ons", jak mówi o zawodniczce z Afryki Niemka, codziennie bawi się z jej dwiema córkami - ośmioletnią Charlotte i nieco ponad roczną Cecilią.

- Z pewnością nie będzie łatwo grać z Tatjaną. Żartowałam już na ten temat z Charlotte. Pytałam ją "Zamierzasz dopingować mnie czy swoją mamę?". Staram się przeciągnąć na swoją stronę wszystkie dzieci, wykorzystuję do swoich celów rodzinę - żartobliwie dodaje Tunezyjka.

Przed rozpoczęciem londyńskiego turnieju zamieściła w sieci filmik, na którym spaceruje, trzymając za rękę Cecilię. Dodała do tego podpis: "Wkraczamy w Wimbledon z nowym pokoleniem". 

- Próbowałam zabrać wtedy Tatjanie córkę, ale mi nie pozwoliła. To urocze dzieci. Uwielbiam Charlotte. Jest przemiła, gra w tenisa. Młodsza cały czas się uśmiecha, ma świetną energię - opisuje.

27-letnia Jabeur w czwartek bez wątpienia będzie faworytką. Jest ćwierćfinalistką ubiegłorocznej edycji tej imprezy, w czołowej ósemce była również w Australian Open 2020. Maria, której ojcem był polski piłkarz ręczny Henryk Małek, nigdy wcześniej nie przeszła w Wielkim Szlemie trzeciej rundy, a do niej dotarła tylko raz. 

- Świetnie widzieć ją z dzieciakami na tourze. Wróciła i zasłużyła, by tu być. Miała tu naprawdę trudną drabinkę - pokonała Jelenę Ostapenko, pokonała Marię Sakkari. Grała naprawdę dobrze. Wiem, że może grać naprawdę dobrze na trawie - komplementuje przyjaciółkę Tunezyjka.

Przyjaźń zawieszona na dwie godziny

Dotychczas trzy razy stawały po przeciwnej stronie kortu, ale ostatnio aż cztery lata temu. Nieco lepiej wspomina je wyżej notowana z tenisistek, która wygrała dwukrotnie.

- Może przez te dwie godziny, czy ile też potrwa czwartkowy mecz, będziemy rywalkami, ale na koniec spotkania znów będziemy przyjaciółkami. Bardzo się cieszę, że Tatjana dotarła do tego miejsca, bo na to zasłużyła. Wiem, że wcześniej bardzo się męczyła. Nie jest łatwo wrócić, mając dwójkę dzieci. To będzie świetny mecz, pełen szacunku - zapewnia Jabeur.

I nie kryje zawodu, że życiowy sukces Marii nie będzie miał przełożenia na jej sytuację w rankingu. Uczestnicy Wimbledonu, decyzją WTA i ATP, nie otrzymają punktów, co jest reakcją tych organizacji na wykluczenie przez organizatorów Rosjan i Białorusinów.

- Tatjana borykała się z rankingiem, by wrócić do rywalizacji. Zawsze starała się o "dzikie karty", ale to nigdy nie jest łatwe. Teraz ma świetny turniej, ale nie dostanie za niego punktów - podkreśla rozczarowana.

Być może mała Charlotte, by wyjść z opresji przy okazji czwartkowego meczu mamy i "cioci", przydałaby się pomoc nowej koleżanki. 10-letnia Jing Robinson entuzjastycznie wspierała Marię oraz Harmony Tan podczas ich meczów i obie sprawiły w Londynie sensację, osiągając życiowy sukces. Dziewczynka jest siostrzenicą byłej tenisistki Meilen Tu, a ta z kolei jest żoną współpracującego z Tan trenera Sama Sumyka.

- To urocze dziecko i nie wiem, skąd wzięła te swoje magiczne moce (śmiech). Grała tutaj codziennie z Charlotte. Trenowały razem każdego ranka. Ciągle ją słyszałam podczas moich ostatnich meczów. Powtarzała cały czas "Dalej Tatjana, dalej. Możesz to zrobić" - wspomina z uśmiechem.

W czwartek Robinson prawdopodobnie zabraknie na trybunach, bo Tan już odpadła z rywalizacji. Charlotte będzie musiała więc sama uporać się z dylematem, jak pogodzić dopingowanie mamy i "cioci Ons".

Więcej o: