Agnieszka Radwańska wygrywa na Wimbledonie i usłyszała: Pomyliłaś turniej. Tak dalej nie może być

- Na korcie i w szatni słyszałam, że pomyliłam turniej i że muszę zacząć psuć piłki, bo tak dalej nie może być - opowiada ze śmiechem Agnieszka Radwańska po debiucie w turnieju legend w Wimbledonie. Potwierdziła, że dobrej gry w tenisa, choć karierę zakończyła cztery lata temu, się nie zapomina. Zwłaszcza na londyńskiej trawie, z której ma najlepsze wspomnienia. Było dużo żartów, ale ambicja też jest i Polka mówi wprost - chce zagrać w finale przeciwko Martinie Hingis i Kim Clijsters.

"Dlaczego ona nie gra w tourze?!" - krzyknęła w pewnym momencie Flavia Pennetta, która stanowiła połowę duetu, z którym rywalizowały Agnieszka Radwańska i Serbka Jelena Janković w pierwszym meczu turnieju legend na Wimbledonie. Włoszka, której partnerowała rodaczka Francesca Schavione, rzuciła to z żartobliwym oburzeniem, ale Polka zaprezentowała się najlepiej i wyróżniała się spośród całej czwórki.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

Czutka dalej jest. "Dziewczyny pytały, co ja tutaj robię"

Była wiceliderka światowego rankingu po raz pierwszy występuje w wielkoszlemowym turnieju legend. We wtorek błysnęła zagraniami z głębi kortu, był też efektowny lob. Po kilku uderzeniach Janković i publiczność nagradzały ją brawami, a rywalki złościły się z przymrużeniem oka. 

- Czutka dalej jest. Nie było źle. Dziewczyny śmiały się w szatni, żebym coś zepsuła, bo tak dalej nie może być. Pytały też, co ja tutaj robię i mówiły, że pomyliłam turniej, bo powinnam tu grać normalnie w debla, bo to inny poziom. Grało mi się dobrze. Oby tak dalej. Małe wyzwanie jest. Nie gramy na serio, ale jednak jest takie poczucie, żeby się sprawdzić - przyznaje Radwańska.

Kiedy rozmawia z dziennikarzami, to w pewnym momencie przechodzi obok Rennae Stubbs. Australijka, która również bierze udział w turnieju legend, klepie ją w ramie i rzuca: "Zwycięstwo, zwycięstwo, zwycięstwo". 

Po jednej z udanej akcji finalistki Wimbledonu z 2012 roku rodak siedzący na trybunach rzucił: "Brawo, Isia". Mogły wrócić jej wspomnienia z czasów, gdy rywalizowała na londyńskiej trawie o tytuł i gdzie dwukrotnie zatrzymała się na półfinale (2013, 2015). We wtorek też czuła się na niej jak ryba w wodzie i cały czas była uśmiechnięta. W trakcie wtorkowego meczu kibice robili jej zdjęcia, a po spotkaniu - wygranym 6:4, 6:3 - była zdecydowanie najbardziej oblegana przez fanów tenisa spośród całej czwórki.

Pennetta i Janković zrobiły show

Sam mecz - zgodnie z założeniem - miał luźną atmosferę. Było sporo uśmiechów i żartów. Najlepiej w roli showmenek odnajdywały się komentująca często wszystko Pennetta oraz Janković. Serbka po jednej z dłuższych wymian, którą zakończyła posłaniem piłki w siatkę, padła teatralnie na kolana. Kiedy indziej, po nieudanych zagraniach, spojrzała na publiczność żartobliwie z bezradnością, wywołując powszechną radość. Włoszki z kolei w pewnym momencie - naśladując słynnych bliźniaków Mike'a i Boba Bryanów - po udanej akcji wyskoczyły w górę, zderzając się klatkami piersiowymi. Żartów więc nie brakowało, ale była też dawka całkiem niezłego tenisa.

- Śmiałyśmy się czasem z własnych błędów, ale mimo wszystko chce się zagrać jak najlepiej. Zmieniałyśmy więc z Jeleną strony, kombinowałyśmy. Cały czas była mowa, co tu zrobić, żeby zdobyć przełamanie i wygrać, bo o to tu jednak chodzi. Nie jesteśmy w tourze, nie na wysokiej stawki, ale jednak jest to rywalizacja. Zawsze lepiej wygląda i człowiek się lepiej czuje, gdy schodzi z kortu jako zwycięzca - opowiada Radwańska.

Od teraz może pochwalić się pokonaniem półfinalistek deblowej rywalizacji w Wimbledonie 2012. Jak dodaje ze śmiechem, założeń taktycznych było niewiele.

- Jelena powiedziała na początku, że woli grać na stronie bekhendowej, mi było wszystko jedno. Tyle było naszych ustaleń. Potem tylko jeszcze kwestia tego, kto serwuje pierwszy - wspomina.

Jej partnerka początkowo w ogóle wzbraniała się przed wykonywaniem tego elementu. 

- On jest chyba najgorszy, bo każda ma problem z barkiem. Jelena mówiła, że ona nie będzie serwować, bo ma z nim kłopoty. A ja na to: "No, to faktycznie coś nowego" - relacjonuje ze śmiechem Polka.

Debiutantka mierzy wysoko

Jak dodaje, występ ten było trochę walką ze samą sobą, ale jednocześnie jednak było dużo luzu. 

- Każda grała tak, jak mogła. Każda trenuje - mniej lub więcej - ale nawet jak mniej, to tego się nie zapomina. Obowiązywały te same zasady, co normalnie, ale jednak grało się bez presji. Poza tym wiadomo, debel to nie singiel. Ale w tym drugim też bym chętnie zagrała, gdyby była taka opcja w turnieju legend - zadeklarowała.

Z Janković mają na razie na koncie zwycięstwo w pierwszym meczu, ale myślą przyszłościowo i ambitnie. - Widziałam Kim Clijsters i Martinę Hingis na treningu. Robiło to wrażenie. To z pewnością najlepsza para turnieju legend. Fajnie byłoby zagrać z nimi w finale - przyznaje z uśmiechem Radwańska.

Więcej o: