Wimbledon porzucił wielką tradycję. Tłumy zamiast pustki

W miejsce pustek, ciszy i treningów po raz pierwszy w historii w niedzielę na półmetku Wimbledonu planowo na kortach są zwyczajowe tłumy kibiców, gwar i mecze o stawkę. W tej edycji po raz pierwszy zrezygnowano jeszcze przed rozpoczęciem turnieju z wieloletniej tradycji Middle Sunday, a najwięcej zyskali na tym organizatorzy londyńskiej imprezy i fani tenisa.

Historia Wimbledonu sięga 1887 roku i dotychczas mecze rozgrywane w niedzielę w połowie rywalizacji były wyjątkiem i reakcją na opóźnienia spowodowane deszczem, który również stanowi w pewnym sensie tradycję tego turnieju. Od tegorocznej edycji dopiero - wzorem innych imprez wielkoszlemowych - odbywa się bez planowanej przerwy.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

Tradycja Middle Sunday była związana z trawą, na której rywalizują w Londynie tenisiści. Jej zużycie jest znacznie szybsze oraz bardziej odczuwalne niż w przypadku twardej i ziemnej nawierzchni, więc zarządzono dzień wolny od rywalizacji, by dać kortom meczowym „odpocząć". Tenisiści, którzy w tym czasie nadal byli w stawce, mieli wówczas czas na treningi na znajdujących się w pobliżu obiektach ku temu przeznaczonych.

Ze zwyczajem tym zerwano w przeszłości trzykrotnie. Powodem były wspomniane wcześniej opóźnienia wywołane opadami. W związku z tym rywalizacja o stawkę odbywała się tego dnia w 1991, 1997 i 2004 roku.

Plusy i minusy przerwy

Efektem obowiązującej przez wiele lat zasady wszystkie mecze 1/8 finału singla Wimbledonu odbywały się dzień po przerwie. Było to przeważnie prawdziwe bogactwo atrakcyjnych spotkań, stąd nazwa Manic Monday. Miało to także minusy – co roku odbywała się dyskusja dotycząca tego, czy decyzje organizatorów dotyczące wyznaczenia danych meczów na największych kortach kosztem innych były właściwe, czy też nie. Zwykle zauważalna była też widoczna dysproporcja na korzyść pojedynków z udziałem mężczyzn, co wywoływało protesty zwolenników zachowania bardziej zrównoważonego podziału.

Organizatorzy, informując w ubiegłym roku o rezygnacji z Middle Sunday, argumentowali, że dzięki temu kibice będą mieli szansę obejrzeć więcej spotkań 1/8 finału. Z pewnością wielu fanów rzeczywiście na tym skorzysta i dotyczy to zarówno tych, którzy będą na trybunach, jak i tych przed telewizorami. Dodatkowym atutem jest to, że mowa o dniu – w przypadku większości osób - wolnym od pracy czy szkoły. Zawodnicy na tym rozwiązaniu tracą dzień treningu, choć singliści w rywalizacji wielkoszlemowej i tak grają co drugi dzień.

- Jeśli ktoś gra tylko singla, to strata tego dnia nie ma znaczenia. Inaczej jest jednak w przypadku osób, które występują w dwóch czy nawet trzech konkurencjach i grają codziennie - zaznacza Magdalena Fręch, która jest w gronie tenisistów, którzy rozgrywali mecz w historyczną dla londyńskiego turnieju niedzielę.

Organizatorzy zyskają na biletach

Niewątpliwymi beneficjentami rezygnacji z dnia przerwy są zaś organizatorzy, którzy mogą liczyć na dodatkowe zyski z biletów. Pierwsza w historii niedziela na półmetku Wimbledonu miała zaś wyjątkową oprawę. Tego dnia odbyła się bowiem uroczystość związana ze 100-leciem kortu centralnego. Były występy muzyczne, ale przede wszystkim pojawiły się gwiazdy tenisa. Publiczności zaprezentowała się bowiem doborowa grupa zawodników, którzy mają w dorobku triumf na londyńskiej trawie. Pojawiły się m.in. Billie Jean King, Bjoern Borg, Angelique Kerber, Venus Williams, Roger Federer czy Novak Djoković.

Więcej o: