Fręch nie ma żadnych złudzeń. Mecz marzenie. "Musiałabym zagrać kosmos"

- Musiałabym zagrać kosmos, żeby wygrać z tak grającą przeciwniczką - podsumowuje Magdalena Fręch dyspozycję Simony Halep w ich meczu trzeciej rundy Wimbledonu. Rumuńska tenisistka miała w tym sezonie lepsze i gorsze chwile, ale w Londynie błyszczy. Polka żałuje, że nie trafiła na nią na dalszym etapie turnieju. - Jest wiele zawodniczek, z którymi łatwiej byłoby mi nawiązać większą walkę. Ona kompletnie mi nie leży - dodaje.

Pojedynek zaczął się dla Magdaleny Fręch w najgorszy możliwy sposób. Polka, pod naporem rozpędzonej rywalki, przegrała pierwsze cztery gemy. Gdy niektórzy spisywali już na straty tego seta w jej wykonaniu, to ona nawiązała walkę. Przy wyniku 1:5 wygrała trzy gemy z rzędu. Potem jednak Simona Halep postawiła kropkę nad "i" w tej odsłonie, a w kolejnej już całkowicie zdominowała przeciwniczkę.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

- Dwie, trzy piłki zaważyły w tym pierwszym secie. Szczególnie żal jednej, gdzie miałam okazję skończyć gema, a jednak się pomyliłam niewiele. Ale nie ma co rozpamiętywać, bo musiałabym zagrać kosmos, żeby wygrać z tak grającą przeciwniczką - zaznacza Fręch.

Z Rumunką, triumfatorką Wimbledonu z 2019 roku, zmierzyła się po raz trzeci w karierze. Dwa lata temu w Pradze 92. w rankingu WTA Polka urwała 18. obecnie w rym zestawieniu Halep dwa gemy, a w styczniu w Australian Open siedem. 

- Jest wiele zawodniczek, z którymi łatwiej byłoby mi nawiązać większą walkę. Simona kompletnie mi nie leży. Cały czas pcha do przodu, skraca czas gry. To dla mnie bardzo ciężkie. Ale wyciągnę wnioski, będę pracować i walczyć dalej i mam nadzieję, że teraz będę już trafiać na nią w dalszych rundach - dodaje z lekkim uśmiechem 24-letnia tenisistka.

Zwraca też uwagę, że w porównaniu z ich poprzednim pojedynkiem Rumunka była teraz znacznie trudniejszą przeszkodą.

- Tam miałam więcej czasu na decyzję, na grę. Tutaj miałam kompletnie skrócone pole manewru, bo ona wchodziła z każdą piłką. Bardzo dobrze rozpoczęła ten mecz. Zostałam zepchnięta. To była duża różnica względem tego, co grałyśmy ostatnio. Wtedy było więcej wymian. Rywalka była bardziej odsunięta od kortu. Tutaj, jak tylko poczuła, że zaczyna jej wychodzić i są efekty, to parła naprzód - relacjonuje.

Fręch przyznaje, że na początku spotkania rywalka zaskoczyła ją brakiem jakichkolwiek błędów.

- To ciężkie, bo cały czas gra się pod presją. Zabrakło u mnie trochę serwisu, ale to było wynikiem tego, że byłam zepchnięta i pod presją - analizuje 92. rakieta świata. 

Jej zdaniem sama nie zagrała źle. Wynik jest bowiem kwestią postawy Rumunki, która nie dała jej czasu na reakcję. 

- Było po jej stronie tyle tych piłek trafionych w samą linię, że ciężko było mi cokolwiek zrobić - tłumaczy.

W meczu drugiej rundy Polka przewróciła się, w efekcie czego miała potem problemy z kolanem. W piątkowym meczu debla grała z opatrunkiem na lewej nodze, ale dzień później już bez.

- Przy pewnych ruchach pojawia się ból, ale w grze mi to nie przeszkadzało - zaznacza.

Trzecia runda w Wielkim Szlemie to życiowy sukces Fręch. Londynu jeszcze nie opuszcza - w niedzielę czeka ją udział w meczu trzeciej rundy debla.

Więcej o: