To był czwarty set tego pojedynku przy stanie 3:3 w gemach i prowadzeniu 2:1 Australijczyka Nicka Kyrgiosa (40. ATP) w setach. Serwował Grek Stefanos Tsitsipas (5. ATP) i przegrywał 15:40. Zaserwował na zewnątrz, Kyrgios doszedł do piłki, ale trafił w nią ramą rakiety i piłka nie doleciała nawet do siatki. Grek wiedział, że zdobył punkt i od razu odwrócił się po piłki. Tymczasem Kyrgios poprosił o challenge. Chciał sprawdzić, czy serwis Greka był udany.
- Sprawdza jeszcze Kyrgios. Takie sprawdzenia powinny być karane i to bardzo surowo - powiedział Dawid Olejniczak, komentator Polsatu Sport.
Jego słowa były jak najbardziej słuszne, bo Stefanos Tsitsipas trafił piłką ponad metr od linii serwisowej. Tenisiści z reguły proszą o challenge jak naprawdę mają wątpliwości co do oceny sędziów. Bardzo często powtórki pokazują, że brakowało centymetra lub kilku centymetrów, by piłka była dobra, lub wyszła na aut. Kyrgios z pewnością wiedział, że serwis rywala był dobry, bo trudno było tego nie zauważyć, ale i tak postanowił wziąć challenge. Zachowanie Kyrgiosa nie spodobało się również kibicom.
Kyrgios wygrał mecz 6:7 (2:7), 6:4, 6:3, 7:6 (9:7). W IV rundzie zmierzy się z Amerykaninem Brandonem Nakashimą (56. ATP).
To nie koniec dziwnych zachowań w tym meczu. W pewnym momencie Stefanos Tsitsipas w złości wybił piłkę w stronę kibiców, ale nie został za to zdyskwalifikowany. - On uderzył piłkę w stronę kibiców, Ty naprawdę jesteś tak głupi? Jak oceniasz temat dyskwalifikacji? - pytał wściekły Kyrgios. Australijczyk regularnie dawał sędziemu do zrozumienia, że nie jest zadowolony z faktu, iż Tsitsipas nie został zdyskwalifikowany za swoje zachowanie. Australijczyk wygrał trzeciego seta 6:3 i po nim postanowił się pokłonić, prawdopodobnie w stronę przedstawiciela federacji ATP, z którym wcześniej też wchodził w polemikę.