Iga Świątek nie owija w bawełnę. "Seria byłaby dłuższa, gdyby nie grała na trawie"

- Zaczynając sezon na kortach trawiastych miałam wiarę, że w tym roku będzie inaczej. Ale z pewnością nie miałam jej tyle co przy innych nawierzchniach - przyznaje Iga Świątek po odpadnięciu w trzeciej rundzie Wimbledonu. Sobotnia porażka zakończyła jej serię zwycięstw, która zatrzymała się na 37. - Byłaby dłuższa, gdybym nie grała na trawie - nie kryje liderka światowego rankingu.

Wiadomo było, że ten dzień musi nadejść, bo Iga Świątek była niepokonana od drugiej połowy lutego. Zaczęła na kortach twardych, po czym przeszła na ulubioną ziemię, aż przyszedł czas na trawę. 21-latka wielokrotnie wprost przyznawała, że najmniej pewnie czuje się na tej nawierzchni. Od początku tegorocznego Wimbledonu widać było, że ma problemu z odnalezieniem się na niej. Przeszła dwie rundy, a w trzeciej nie sprostała doświadczonej Alize Cornet, której uległa 4:6, 2:6.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

- Nie grałam dobrego tenisa. Alize to doświadczona zawodniczka i to wykorzystała. Agresywna gra, na której opierałam ten sezon, przynosiła negatywne skutki. Nie potrafiłam znaleźć niczego, co by to odwróciło. Robiłam błędy, nie trafiałam w kort. W defensywie też mi nie szło - wylicza Polka.

W drugim secie prowadziła 2:0 i 40:15, przez co wydawało się, że odrobi stratę po przegranej pierwszej partii. Tym razem jednak znów zaczęła popełniać mnóstwo błędów.

- Zwykle, gdy wracam do gry, to mam pewien plan i wiem, co zmienić. Tutaj tak nie było. Pogubiłam się. Na trawie wszystko dzieje się tak szybko. Nie miałam pomysłu, co robić. Miałam po prostu nadzieję, że piłka trafi w kort, ale robiłam wiele błędów. Nie chciałam się nawet znów złościć, bo podczas tygodnia treningów i w meczu drugiej rundy była sfrustrowana. Nie sądziłam, by to miało mi pomóc - wspomina.

Ze względu na serię zwycięstw i występ do samego końca w Roland Garros wraz ze sztabem podjęła decyzję o rezygnacji z występu w turnieju WTA w Berlinie, który miał stanowić przetarcie na trawie. 

- To dopiero mój trzeci sezon na takich kortach i nie wiem, czy występ w turnieju wcześniej by tu pomógł. Ale wiedziałam na pewno, że potrzebuję przerwy po wygraniu turnieju wielkoszlemowego. To było dość oczywiste - argumentuje Świątek.

Wiele miejsca podczas konferencji prasowej poświęcono serii jej zwycięstw. Jest to najdłuższa taka passa w XXI wieku.

- Przerosła moje oczekiwania i nadzieje. Kilka razy czułam, że może się skończyć. Pozwoliła mi spojrzeć na to z dystansem. Skupiam się na tym, na co mam wpływ. Seria byłaby dłuższa, gdybym nie grała na trawie. Ale taki jest tenis, zmieniamy nawierzchnię. Najlepsi dostosowują się do każdej, ja jeszcze tego nie potrafię. Zobaczymy, jak będzie w przyszłym roku - podsumowuje.

Przyznaje też, od początku pobytu w Londynie nie odnajdywała się do końca na tamtejszych kortach. Stąd nie była zaskoczona, że właśnie tam przydarzyła się jej porażka.

- Wiem, jak czułam się przed meczami i na treningach. Powiedzmy, że nie byłam w najlepszej dyspozycji. Pod pewnym względem wiedziałam, że to może się zdarzyć. Może to nie jest właściwe podejście, ale tak jest. Ale zaczynając sezon na kortach trawiastych i miałam wiarę, że w tym roku będzie inaczej. Może dlatego, że ogółem wykonałam tak dużą pracę i sądziłam, że może będzie to miało pewne przełożenie także tutaj - dodaje.

Jeden z dziennikarzy zapytał, czy jest przygotowana na to, że w mediach społecznościowych może pojawić się teraz ostra krytyka pod jej adresem.

- Nie muszę się tam z nikim mierzyć. Muszę to robić jedynie z przeciwniczką na korcie. W mediach społecznościowych nie da się opisać wszystkiego, co dzieje się na korcie. Ten odbiór może być inny niż ja mogłabym się spodziewać. Mam nadzieję, że ludzie i tak będą się cieszyli, że wygrałam tyle meczów z rzędu, bo to duże osiągnięcie - podkreśla.

Od razu zaoponowała też, gdy inny z przedstawicieli mediów zapytał, jak dużo czasu będzie potrzebowała, by wymazać z pamięci sobotnią porażkę.

- Nie muszę o niczym zapominać. To doświadczenie jak każde i warto wyciągnąć z niego wnioski, choć jeszcze nie wiem, jakie one będą - dodaje.

Świątek nie traci jednak nadziei, że w przyszłości uda jej się zaprzyjaźnić z nawierzchnią trawiastą. Zaznacza też, że teraz miała chwile zwątpienia.

- Tak wiele rzeczy "kliknęło" w tym sezonie, więc myślę, że wszystko jest możliwe. Ale z pewnością, nie miałam tyle wiary co na innych nawierzchniach. Może to także było przyczyną. Może to powinnam zmienić w przyszłym roku. Jestem trochę rozczarowana, więc nie wiem, czy nawet powinnam mieć nadzieję. Może powinnam podejść do tego na luzie i zobaczyć, co przyniesie mi w przyszłości trawa - zastanawia się.

Zastrzega, że trudno jej wskazać, kiedy nauczy się grać na takich kortach, ale przewiduje. że z roku na rok będzie jej łatwiej. 

- W tym czułam, że fizycznie jest lepiej, ale tenisowo i taktycznie jeszcze nie. Może coś się poprawia w mojej grze, ale nie jest to dla mnie satysfakcjonujące. Będzie tak jak awansuję do ćwierćfinału, a potem półfinału. Poczekam na swoją szansę - podsumowuje.

Więcej o: