Pechowe "37". Okrzyki kibiców pomogły Idze Świątek tylko chwilowo

Kibice na trybunach skandowali "Let's go, Iga, let's go", ale tym razem Iga Świątek nie wcieliła tych słów w życie. Mecz trzeciej rundy Wimbledonu obfitował w jej błędy, a Alize Cornet jest na tyle doświadczoną tenisistką, że takiego prezentu nie zmarnowała. Polka, która wciąż dopiero oswaja się z grą na trawie, otrzymała od doświadczonej Francuzki bolesną, ale w kontekście dalszego rozwoju zapewne potrzebną lekcję.

Przed rozpoczęciem tegorocznego Wimbledonu trwało wyszukiwanie, kto będzie największą przeciwniczką Igi Świątek na drodze po trzeci w karierze tytuł wielkoszlemowy. Wskazywano, że Polka na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy odskoczyła znacząco całej reszcie stawki. Po przejściu na korty trawiaste okazało się jednak, że największą rywalką dla pierwszej rakiety świata na tej nawierzchni jest jak na razie ona sama. 

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

Pechowe "37"

21-letnia tenisistka od pierwszego meczu w Londynie, który był także jej pierwszym przetarciem z takimi kortami w tym roku, miała kłopoty z odnalezieniem się na nich. Nie brakowało przy tym nerwów, stresu i frustracji. Ale pojawiały się też czasem przebłyski, które dawały nadzieję, że w kolejnych rundach będzie lepiej. Sobotni pojedynek z Alize Cornet jednak zupełnie jej nie wyszedł.

Od początku w grze Polki było dużo błędów. 32-letnia Francuzka nie jest zawodniczką wybitną, ale doświadczoną i solidną, a takie połączenie było najgorszą opcją tego dnia z punktu widzenia raszynianki. Cornet potrafiła bezlitośnie wykorzystać wszystkie słabości rywalki. Zrobiła to nie pierwszy raz. Kilkakrotnie już sprawiła sensację. Już raz, w 2014 roku, wyeliminowała w trzeciej rundzie liderkę światowej listy. Wówczas była nią Amerykanka Serena Williams.

W sobotę na trybunach co jakiś czas słychać było "Let's go, Iga, let's go". Pomagało to chwilowo - Świątek przegrywająca 0:3 wygrała dwa gemy z rzędu, a w kolejnym miała "break pointa", ale odrobić strat nie zdołała. Nadzieje jej kibiców wróciły na początku drugiej partii, ale ostatnim słowem Polki było prowadzenie 2:0 i 40:15. Potem mnożyły się błędy, których ostatecznie zebrało się aż 33. Francuza z kolei męczyła ją skutecznie skrótami i cierpliwością.

Podwójnie pechowa dla Świątek okazała się liczba "37". Na niej zatrzymała się jej efektowna seria zwycięstw. Takie miejsce w rankingu WTA zajmuje też Cornet, która zaledwie raz dotarła w Wielkim Szlemie do ćwierćfinału. 

Radwańska uwielbia, Świątek nie przepada. Jeszcze

Jednocześnie trzeba zwrócić uwagę, że był to zaledwie 15. mecz 21-latki na kortach trawiastych w seniorskiej karierze. Sobotnia porażka 4:6, 2:6 jest więc kolejną, choć na pewno bolesną lekcją. Po niej Świątek, schodząc z kortu, mimo rozczarowania podeszła do kibiców czekających na autografy.

W trakcie spotkania na trybunach kortu nr 1, na którym grała Polka pojawiła się Agnieszka Radwańska. Była wiceliderka światowego rankingu znana była z zamiłowania do gry na trawie, a z kolei nie mogła się odnaleźć ze swoim stylem na kortach ziemnych. O ile więc ona darzyła ogromną sympatią Wimbledon, to gorzej czuła się na Roland Garros. W przypadku Świątek jest dokładnie odwrotnie. Biorąc pod uwagę jednak, że ma ona dopiero 21 lat, to warto pamiętać, że ma jeszcze sporo czasu na zaprzyjaźnienie się z trawą.

Więcej o: