Iga Świątek ma problem. "Miałam złudne poczucie, że ją rozgryzłam"

- Rok temu w trzeciej rundzie wygrałam dość gładko i dało mi to złudne poczucie, że rozgryzłam już trawę, a wcale tak nie było. Dzisiejszy mecz odzwierciedla faktycznie to, jak się na niej czuję - podkreśla Iga Świątek po wymęczonym zwycięstwie, które dało jej awans do trzeciej rundy Wimbledonu. Liderka światowego rankingu powtarza, że jest mało czasu na przyswojenie gry na tej nawierzchni, ale też widzi, że innym tenisistom się to udaje. - Więc nie tracę jeszcze nadziei - dodaje.

O ile Agnieszka Radwańska zawsze najlepiej czuła się na kortach trawiastych, to w przypadku Igi Świątek stanowią one wciąż największą trudność i wyzwanie. 21-letnia Polka, choć jest mistrzynią juniorskiego Wimbledonu z 2018 roku, to jako seniorka wciąż uczy się tej nawierzchni i nie ukrywa, że nie przychodzi jej to bezboleśnie. W tegorocznej edycji londyńskiej imprezy jak na razie w dwóch dotychczasowych meczach miała trudne momenty, a w czwartkowym nawet więcej niż dwa dni wcześniej. Ostatecznie pokonała Holenderkę Lesley Pattinamą Kerkhove 6:4, 4:6, 6:3 i mogła głęboko odetchnąć z ulgą.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

- Lesley grała bardzo dobrze. Sama pamiętam, jak to jest grać bez oczekiwań. Wykorzystała tę sytuacja i zagrała dobry mecz. Ja chciałam konsekwentnie realizować swój plan. Czułam też, że rywalka w pewnym momencie może się zawahać, bo czasami po prostu tak jest. W pewnym momencie poczułam momentum - relacjonuje pierwsza rakieta świata.

Zacząć z czystą kartą. "Nie wiem, czy będę to kontynuować"

Przyznaje jednocześnie, że czasem wdawała się trochę bez sensu w wymiany, w których to ona grała w parterze i posyłała piłkę w siatkę. Uważa też, że może mogłaby częściej wykorzystać swoją szybką rękę przy forhendzie.

- Bo trochę ją wstrzymywałam i rywalka to wykorzystała - wskazuje.

Świątek została zapytana, czy był w tym trudnym dla niej meczu moment, kiedy zaczęła się obawiać, że może przegrać z zajmującą 138. miejsce na liście WTA "lucky loserką".

- W meczu generalnie jest dużo przerw i wiele myśli może się pojawić. Po przegranym secie myślę, że potem może być już tylko lepiej i zaczynam z czystą kartą - zaznacza.

Czwartkowy mecz rozegrała na korcie numer 1, na którym cztery lata temu wygrała juniorski Wimbledon. Teraz przyznała, że wspomnienia z tamtego dnia do niej wróciły, ale tylko na samym początku.

Największą część konferencji Polki po pojedynku z Pattinamą Kerkhove poświęcona była specyfice gry na trawie i tego, jakie wyzwanie dla niej stanowi.

- Na trawie wszystko się zmienia. Trzeba się przystosować do innego sposobu poruszania się. Generalnie jestem zadowolona z tego, jak poruszam się na korcie. Zwłaszcza kiedy mogę wykonywać ślizgi i potem szybko zebrać się do kolejnej akcji. Tutaj nie mogę się ślizgać. Muszę zwolnić przed uderzeniem piłki, to jest ta trudność. Sądzę, że grałabym lepiej na trawie, gdybym miała więcej czasu na to, a to co roku tylko cztery tygodnie. Mam wrażenie, ze to nie jest wystarczająco, by nauczyć się tego poprawnie. Ale widzę zawodników, którzy sobie to przyswoili, więc nie tracę jeszcze nadziei - dodała z uśmiechem.

Świątek, opowiadając szerzej o ślizgach na tej nawierzchni, określa, że stosuje je w ramach szukania innego rozwiązania, które mogłoby być pomocne w trakcie meczu. Ale podkreśla, że nie czuje się w tym pewnie.

- To wybór między wygodnym ustawieniem, do którego jestem przyzwyczajona, a tym, że noga może mi odjechać albo się nagle zatrzymać i nie będzie to przyjemne. Nie wiem, czy będę to kontynuować - przyznaje.

Rozgryzanie trawy trwa

Podczas konferencji raszyniankę spytano, czy nie uważa, że nieco paradoksalnie może właśnie taki trudny mecz jak ten czwartkowy da jej więcej przy nauce gry na trawie niż gładkie zwycięstwo.

- Trudne pytanie, nie wiem. Pamiętam, że rok temu w trzeciej rundzie chyba wygrałam dość gładko i dało mi to złudne poczucie, że rozgryzłam już trawę, a wcale tak nie było. Dzisiejszy mecz odzwierciedla trochę faktycznie to, jak się na niej czuje i daje mi poczucie, że trzeba wszystko wyszarpać i wywalczyć, bo nic nie przyjdzie samo - zastrzega.

Nie zabrakło również wątku śrubowanej przez nią imponującej serii zwycięstw. Po pokonaniu Holenderki na liczniku ma 37 kolejnych wygranych spotkań.

- Szczerze mówiąc, to podczas meczu nie myślę nawet o wcześniejszych i o tej serii, bo nie sądzę, by to mi coś w tym momencie dawało. Staram się rozgryźć, co robić lepiej i jak wrócić do gry - zapewnia.

Jednocześnie przyznaje, że dobra passa pomogła jej zbudować pewność siebie w trakcie obecnego sezonu i pod tym względem jest u niej coraz lepiej z każdym turnieje. W Londynie jednak sytuacja wygląda trochę inaczej.

- Powiedziałabym, że trawa jest dla mnie dość trudna, nie będę kłamać. Można zauważyć, że nie gram tak skutecznie jak na innych nawierzchniach. Generalnie moja pewność siebie ma się coraz lepiej, ale ten turniej jest wyzwaniem i wciąż staram się rozgryźć, jak pokazać tu najlepszą grę - zaznacza Polka.

W sobotę o awans do 1/8 finału powalczy z Francuzką Alize Cornet.

Więcej o: