Serena Williams na najważniejsze pytania od dziennikarzy odpowiada dwoma słowami

"Nie wiem" - to odpowiedź Amerykanki Sereny Williams na wszystkie najważniejsze pytania, jakie zadali jej dziennikarze po porażce w pierwszej rundzie Wimbledonu. A te dotyczyły oczywiście dalszych losów triumfatorki 23 turniejów wielkoszlemowych, która w połowie czerwca wznowiła karierę po rocznej przerwie. 40-letnia tenisistka zapewnia, że fizycznie czuje się dobrze, od kolejnego odpoczynku wolałaby trening, a motywacji, by wystąpić w US Open jej nie brakuje.

Poprzedni występ w Wimbledonie Serena Williams zakończyła zaskakująco szybko i w niemiłych okolicznościach. Z powodu kontuzji skreczowała już po sześciu gemach pierwszego seta w meczu otwarcia. W kolejnych miesiącach nie było w ogóle przesłanek, że wkrótce wróci do gry aż niespodziewanie okazało się, że zaprezentuje się w tegorocznej edycji londyńskiej imprezy. Ze względu na długą przerwę wieloletnia liderka światowego rankingu obecnie jest 411. na liście WTA, ale o udział w turnieju nie musiała się martwić. Nikt nie miał wątpliwości, że jeśli tylko zechce zagrać, to będzie mogła liczyć na tzw. dziką kartę. Na otwarcie trafiła na 115. w zestawieniu tenisistek Harmony Tan. Francuzka azjatyckiego pochodzenia, która zadebiutowała tym samym w Wimbledonie, po ponad trzech godzinach walki, wygrała 7:5, 1:6, 7:6 (10-7).

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

Niewygodna Tan. "Gdybym grała z kimkolwiek innym, to wynik prawdopodobnie byłby inny"

Amerykanka, schodząc z kortu centralnego nie wykonała żadnego symbolicznego gestu, który miałby być przesłanką, że ostatecznie żegna się już z Londynem, a może i całą tenisową rywalizacją. Co oczywiste, to właśnie na zdradzenie przez nią dalszych planów czekali potem wszyscy. Jednoznacznej odpowiedzi jednak nie uzyskano.

- Co chcę teraz robić? Nie wiem. Tak jak mówiłam przed turniejem - planuję jedynie na bieżąco. Obserwuję, jak się czuję i od tego wychodzę przy podejmowaniu decyzji. Czy bardziej prawdopodobne jest, że wrócę, czy że jednak nie? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć. Nie wiem. Kto to wie? Kto wie, gdzie się teraz wybiorę? - pytała retorycznie gwiazda kortów.

Tuż przed Wimbledonem zdecydowała się tylko na występ w deblu w turnieju WTA w Eastbourne. Przeważały głosy, że jest zupełnie nieprzygotowana do rywalizacji. Sporo osób wytykało jej nadwagę i wieszczyło, że występ w Londynie może zakończyć się blamażem. Do niego jednak nie doszło, choć nie trzeba być znawcą tenisa, by wiedzieć, że zawodniczka z USA była daleka od dobrej dyspozycji. Na początku grała bardzo nerwowo i myliła się w najprostszych sytuacjach, już w połowie pierwszego seta oddychała ciężko po kolejnych akcjach i miała duże problemy, gdy trzeba było podbiec do piłki.

Braki w mobilności słynnej rywalki świetnie wykorzystała Tan, która męczyła ją możliwie często slajsami oraz skrótami.

- Myślę, że gdybym grała z kimkolwiek innym, to wynik prawdopodobnie byłby inny. Ale nie byłam na to przygotowana. To znaczy byłam. Wiedziałam, że będzie dużo slajsa, ale nie że aż tak dużo na forhend itp. Musiałam w tym próbować odnaleźć mój rytm - analizowała Williams.

Korepetycje z waleczności. "Dałam z siebie wszystko, co mogłam"

Nieco paradoksalnie w kolejnych setach 40-latka spisywała się coraz lepiej. Widać było, że dopiero powoli odzyskuje rytm po długiej przerwie w rywalizacji. Każda nieco dłuższa wymiana czy konieczność podbiegnięcia do skrótu była dla niej jednak nadal przeważnie problemem. Ona sama jednak była zadowolona, a niedostatki nadrabiała wielką walecznością, z której mogłaby udzielać korepetycji.

- Uważam, że fizycznie radziłam sobie całkiem dobrze. Przy ostatnich kilku punktach mocno cierpiałam (uśmiech), ale naprawdę zaczęłam wtedy czuć, że dobrze się poruszam, przebijam z powrotem wiele piłek. Na treningach też dobrze się poruszałam. To nie było dla mnie zaskoczenie, bo wiedziałam, że dobrze mi idzie. Nie trenowałam pod kątem trzygodzinnych meczów i tu zapewne popełniłam błąd - oceniła.

Amerykanka i Tan stworzyły zacięte widowisko, które porwało publiczność na trybunach kortu centralnego i przed telewizorami. Pierwsza z nich miała swoje szanse w tym spotkaniu, które zmarnowała. W pierwszym secie prowadziła 4:2 i 5:4, a w super tie-breaku 4-0.

- Wydaje mi się, że przy kluczowych piłkach, by wygrać trochę takich akcji potrzeba odpowiedniej mentalności. Przy jednej czy dwóch udało mi się to, ale z pewnością nie było to wystarczające - zaznaczyła.

Zaprzeczyła przy pytaniu, czy gdyby ten mecz miał być jej ostatnim wspomnieniem związanym z Wimbledonem, to byłaby zadowolona.

- Zdecydowanie nie. Znacie mnie. Z pewnością nie jestem zadowolona z tego. Ale dałam z siebie wszystko, co mogłam dziś. Może jutro mogłabym dać z siebie więcej. Może tydzień temu mogłabym dać z siebie więcej. Ale to było to, co mogłam zrobić dziś. Na pewnym etapie trzeba się umieć z tym pogodzić. Tylko tyle jestem w stanie zrobić. Nie mogę cofnąć czasu ani nic takiego. To było wszystko, co byłam w stanie zrobić tego konkretnego dnia - podsumowała.

Porażka w takich okolicznościach różnie wpływa na zawodników, którym zdecydowanie bliżej już do końca kariery niż do jej początku. Williams jednak zapewniła, że obecnie zdecydowanie wolałaby pójść i potrenować niż mieć więcej wolnego.

- Tak jest, kiedy nie grasz źle i jesteś tak blisko. Walczyłam i robiłam, co mogłam. Byłam spokojna, nie byłam zła. To dla mnie osobista wygrana, największa w historii. Nie zniszczyłam żadnej rakiety - podsumowała z uśmiechem.

Na kortach Wimbledonu zadebiutowała w 1998 roku i wygrała ten prestiżowy turniej siedmiokrotnie. Zapytana o swoją spuściznę w nim zaznaczyła, że nie robi jeszcze podsumowania.

- Ale gdybym je miała zrobić, to chyba byłam całkiem dobra na trawie. Może nie dziś, ale generalnie - wskazała.

Na koniec padło jeszcze pytanie o chęć występu w ostatniej w tym roku odsłonie Wielkiego Szlema, którą będzie rozgrywany na przełomie sierpnia i września US Open.

- Występ w domu, zwłaszcza w Nowym Jorku, gdzie zdobyłam pierwszy tytuł wielkoszlemowy, zawsze jest wyjątkowy. Jest mnóstwo motywacji, by się poprawić i zagrać tam - przyznała Williams.

Więcej o: