Świątek zamyka dyskusję. Wymieniła trzy nazwiska i dodała: "Ale ja też zasłużyłam"

- To wielki zaszczyt, że zostałam wybrana, by rozpocząć grę na korcie centralnym. W stawce jest wiele zawodniczek, które osiągały tu świetne wyniki i miałam poczucie, że byłyby właściwą osobą. Ale z drugiej strony ja też na to zasłużyłam swoją regularnością z ostatnich kilku tygodni - podkreśla Iga Świątek po przejściu pierwszej rundy Wimbledonu i wygraniu 36. meczu z rzędu. Wtorkowy występ uważa za dobry, a kryzys w drugim secie podsumowuje krótko: - Trochę się zdekoncentrowałam.

Iga Świątek rozpoczęła wtorkową rywalizację na korcie centralnym. W ostatnich dniach toczyła się w tej sprawie dyskusja. Zwykle takiego zaszczytu dostępuje obrończyni tytułu, ale Australijka Ashleigh Barty zakończyła w międzyczasie karierę i organizatorzy musieli poszukać innego rozwiązania. Według niektórych pierwszym wyborem powinna być Rumunka Simona Halep, czyli zwyciężczyni z 2019 roku, której zabrakło w obsadzie rok temu z powodu kontuzji. Władze londyńskiej imprezy postawiły jednak na liderkę światowego rankingu, która przed turniejem mogła pochwalić się serią 35 wygranych meczów z rzędu.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

- To wielki zaszczyt, że zostałam wybrana, by rozpocząć grę na korcie centralnym. W stawce jest wiele zawodniczek, które osiągały tu świetne wyniki. Miałam poczucie, że może trochę bardziej zasłużyły na to, bo moim najlepszym wynikiem tutaj jest czwarta runda. Biorąc pod uwagę, że w stawce są np. Serena Williams, Simona Halep czy Petra Kvitova, które wygrywały tutaj, to miałam wrażenie, że byłyby właściwą osobą. Ale z drugiej strony ja też na to zasłużyłam swoją regularnością z ostatnich kilku tygodni - zaznacza Polka w rozmowie z dziennikarzami.

"Na mączce mam w sobie więcej takiej pewności, że w każdej sytuacji sobie poradzę"

Na otwarcie zmierzyła się tego dnia z zajmującą 252. miejsce na liście WTA Janą Fett. Chorwacką kwalifikantkę pokonała 6:0, 6:3.

- Cieszę się, że byłam w stanie zagrać dobrze, pokazać swój tenis. Jestem zadowolona, że to był dobry mecz z mojej strony - zaznaczyła.

Całkiem różowo jednak nie było. Drugiego seta zaczęła od straty podania, a nieco później przegrywała 1:3 i 0:40 przy własnym podaniu. 

- Trochę się zdekoncentrowałam. Nie grałam meczu przez trzy tygodnie, to dość długa przerwa, rzadko spotykana - wskazuje 21-latka.

A przerwa to efekt wspomnianej wcześniej serii zwycięstw. Po wygraniu sześciu turniejów z rzędu razem ze sztabem uznała, że potrzebny jest odpoczynek. Tym samym do Wimbledonu przystąpiła bez rozegrania wcześniej spotkania na kortach trawiastych. Na nich ma na razie najmniej doświadczenia spośród wszystkich nawierzchni.

- Pierwsza runda zawsze jest trudna, zwłaszcza jeśli jest to mój pierwszy mecz na trawie. Cieszę się, że udało mi się wdrożyć wszystkie rzeczy, które ćwiczyliśmy na treningach. Nie jestem w stanie określić, kiedy na tej nawierzchni będę się czuła tak jak na kortach ziemnych. Na mączce mam w sobie więcej takiej pewności, że w każdej sytuacji sobie poradzę. Mam wrażenie, że trawa bardziej wyrównuje szanse. Ciężej przejąć inicjatywę, gra jest trochę inna. Muszę się tego nauczyć. Będę korzystać z każdego momentu - zapewnia.

Gra na dużych kortach łatwiejsza niż na mniejszych

We wtorek zaliczyła podwójny debiut. Nie tylko po raz pierwszy zagrała w tym sezonie na wspomnianej nawierzchni, ale także po raz pierwszy zaprezentowała się na korcie centralnym Wimbledonu. Świątek podkreśla, że dużo dało jej to, iż miała wcześniej okazję potrenować tam wcześniej.

- Nawierzchnia jest trochę inna niż na kortach treningowych. Tamte są już wytarte. Do trawy trzeba się przystosować, jest podatna bardziej na wpływ temperatury i wilgotność - opisuje.

Dodaje też, że przyzwyczaiła się już do gry na dużych obiektach, co kiedyś było dla niej problemem.

- Pamiętam, jak kiedyś mnie to o wiele bardziej stresowało. Teraz ciężej by mi było, gdybym grała na mniejszym korcie, gdzie wokół jest większy ruch i jest głośniej - wskazuje.

Pierwsza rakieta świata wcześniej miała już na koncie występy na największych arenach dwóch innych imprez wielkoszlemowych - Australian Open i Roland Garros, który wygrała dwukrotnie.

- Na pewno są one różne, np. za sprawą zwyczajów panujących na różnych turniejach. Nie grałam jeszcze na korcie centralnym US Open. Słyszałam, że tam jest najgłośniej. Ciężko mi powiedzieć, czym się różnią te areny między sobą, bo jestem wówczas zwykle skoncentrowana na grze. Ale w przypadku Wimbledonu na pewną jest kwestia nawierzchni, która jest dla mnie wymagająca - zwraca uwagę.

Jej i Frett we znaki dawał się też tego dnia dość mocny wiatr. - Jak najbardziej poczułam go, ale miałyśmy takie same warunki. Obie zanotowałyśmy trochę więcej błędów z serwisu. Trzeba było pogodzić się z tym, że trudniej o dokładność - wspomina Świątek.

Niesamowita seria Świątek, ale legendami siostry Williams

Polka za sprawą 36. zwycięstwa z rzędu pobiła rekord XXI wieku należący dotychczas do Venus Williams. Wcześniej wyprzedziła już pod tym względem młodszą ze słynnych sióstr Serenę. 21-latka daleka jest jednak od tego, by zestawiać się z utytułowanymi Amerykankami.

- Serena czy Venus to legendy, ja siebie tak nie postrzegam. One są najwspanialszymi zawodniczkami w historii. Ale moja seria jest dla mnie czymś niesamowitym. Pokazuje, jak wiele pracy wkładamy w każdy mecz. Cieszę się, że mogę pokazać regularność, bo to był zawsze mój cel. Nie wiedziałam, że będę w stanie być aż tak regularna i wygrywać turnieje - przyznaje.

Podczas tego Wimbledonu Świątek ma dodatkowe powody do radości. Debiut w głównej drabince Wielkiego Szlema - i to zakończony wygraną - zaliczyła tu jej przyjaciółka i rówieśniczka Maja Chwalińska. Dla tej ostatniej londyńska impreza ma szczególne znaczenie. Rok temu, zmagając się z depresją, odpadła w pierwszej rundzie eliminacji i postanowiła zrobić przerwę w karierze. Przed obecnym sezon postawiła sobie za cel odbudowę rankingu na tyle, by znów wziąć udział w kwalifikacjach tego turnieju. Zrealizowała go z nawiązką.

- Znamy się odkąd skończyłyśmy dziesięć lat. Przez pięć lat jeździłyśmy na te same turnieje, potem poszłyśmy innymi drogami. Bardzo się cieszę, że Maja tu jest. Wiem, przez co przeszła, to był dla niej ciężki czas. Uporała się z tym i to jest najważniejsze. Mam nadzieję, że będzie regularna i będzie jeździć na turnieje WTA. Jej mecze oglądam pod innym kątem. Nie jako potencjalnej rywalki, tylko bardzo jej kibicowałam jako koleżance - podkreśla Świątek.

Więcej o: