Trzynastka nie taka pechowa. Podwójny debiut Świątek z małymi kłopotami

Wiatr dawał o sobie dość mocno znać podczas meczu otwarcia Igi Świątek w Wimbledonie i jej niekiedy także szło pod wiatr. Słabszy moment nastąpił w drugim secie, ale jedyną konsekwencją była chwila nerwowości. Liderka światowego rankingu zaliczyła tym samym potrzebne przetarcie w pierwszym w tym roku pojedynku na trawie i 13. w karierze. Był to też podwójny debiut, bowiem pierwszy raz wystąpiła na korcie centralnym w Londynie.

W ostatnich tygodniach o Idze Świątek było stale głośno, choć nie rozegrała ani jednego meczu. Wiele miejsca poświęcano temu, że jest zdecydowaną faworytką Wimbledonu i zdecydowanie góruje nad resztą stawki. Osobnym tematem była kwestia zasadności wyznaczenia jej meczu pierwszej rundy jako otwierającego drugi dzień rywalizacji na korcie centralnym w tej imprezie. Zwykle taki zaszczyt przypada zawodniczce broniącej tytułu, ale wobec tego, że Australijka Ashleigh Barty zakończyła karierę, to powstał dylemat. Jedni uważali, że powinna to być Polka jako liderka światowej listy, inni, że Rumunka Simona Halep, czyli zwyciężczyni z 2019 roku, której zabrakło w obsadzie rok temu z powodu kontuzji. Organizatorzy postawili na raszyniankę, która tym samym zaliczyła debiut na tym słynnym obiekcie.

Zobacz wideo Tajemnica kortów Wimbledonu. Dlaczego tak bardzo różnią się od innych?

Trzynastka zaliczona

W kontekście Świątek debatowano także, czy przyjęta przez nią i jej sztab taktyka udziału w Wimbledonie bez rozegrania wcześniej żadnego meczu na kortach trawiastych nie jest zbyt ryzykowna. Kapitan reprezentacji Polski w Pucharze Billie Jean King Dawid Celt w rozmowie ze Sport.pl ocenił, że można ją tak postrzegać, ale w przypadku obecnej sytuacji raszynianki była ona optymalna. Owa sytuacja to fakt, że 21-letnia zawodniczka miała za sobą intensywne kilka miesięcy, których efektem było 35 wygranych meczów i triumf w sześciu kolejnych turniejach. Stanęło więc na odpoczynku i treningach.

Kwestia ogrania na trawie jest tym istotniejsza, że Polka wciąż ma stosunkowo małe doświadczenie i ogranie na tej nawierzchni. We wtorek rozegrała dopiero 13. mecz na niej w seniorskiej karierze. Ta liczba na szczęście nie okazała się aż taka pechowa. 

Celt podkreślał też, że ważne będzie dobre losowanie, by była szansa się rozegrać. Jana Fett wydawała się pod tym względem rywalką idealną. Kwalifikantka zajmująca 252. miejsce w rankingu, która wcześniej zaliczyła zaledwie dwa występy w głównej drabince Wielkiego Szlema. W 2018 roku w Australian Open dotarła do drugiej rundy, a w Wimbledonie odpadła w pierwszej.

Nerwowo w drugim secie, a na koniec ulga

To jednak nie Chorwatka była tego dnia główną przeszkodą, a nawierzchnia i chwilowy kryzys. Pierwszego seta Polka wygrała po 33 minutach 6:0. W ostatnim gemie słychać było z trybun pojedyncze "Dalej Jana", ale w tym secie zawodniczka z Bałkanów nic nie dała rady już zdziałać.

W pierwszej połowie drugiego jednak to faworytka potrzebowała słów wsparcia i dopingu. Niewiele jej wtedy wychodziło, a swoje robił też zapewne wiatr. Gdy dała się przełamać w pierwszym gemie, to członkowie sztabu Fett wyskoczyli w górę z radości, a publiczność biła barwo, ciesząc się, że spotkanie może jednak nie będzie tak jednostronne jak to zapowiadało się po pierwszej partii. W obozie Polki nerwowo zrobiło się, gdy przegrywała już 1:3 i 0:40 przy własnym podaniu. Obroniła jednak pięć break pointów i od tego momentu to ona złapała wiatr w żagle, wygrywając cztery kolejne gemy.

Na koniec pozostało więc uczucie wielkiej ulgi. I radość, że przed Świątek szansa na kolejne przetarcie na trawie, a debiut na korcie centralnym nie okazał się ostatnim jej meczem w tegorocznej edycji londyńskich zmagań.

W drugiej rundzie tenisistka z Raszyna zmierzy się z Holenderką Lesley Pattinamą Kerkhove. Powalczy z nią o 37. zwycięstwo z rzędu. Jej imponująca seria zaś za sprawą wtorkowej wygranej obejmuje teraz już wszystkie trzy rodzaje nawierzchni.

Więcej o: