Jęk rozczarowania na trybunach w Paryżu. Francuscy kibice wspierali rywalkę Igi Świątek

Dominik Senkowski
Iga Świątek po drugi raz w karierze mistrzynią Roland Garros! W finale w Paryżu pokonała Amerykankę Coco Gauff 6:1, 6:3. Wygrała, choć przeciwko sobie miała większość paryskiej publiczności.

Jeśli ktoś uważa, że kobiecy tenis przeżywa dziś kryzys, to z tego punktu widzenia - przynajmniej na papierze - nie mogło być lepszego składu finału Roland Garros 2022. W spotkaniu o tytuł zmierzyły się dominująca od paru miesięcy na świecie 21-letnia Iga Światek z trzy lata młodszą Cori Gauff, której eksperci przewidują wielką karierę. Ten mecz to był znak przyszłości.

Zobacz wideo Agnieszka Radwańska patrzyła na kort obok, a tam Iga Świątek. "Poczwórna mobilizacja"

Nerwy Gauff

Polka miała przed rozpoczęciem gry taką przewagę, że występowała już w finale wielkoszlemowym i to właśnie w Paryżu, gdzie wygrała w 2020 roku. Jest bardziej doświadczona niż Gauff, co było widać szczególnie na początku spotkania. Amerykanka była spięta jak struna, nie poradziła sobie emocjonalnie z wejściem w najważniejszy dotychczas pojedynek jej życia.

Nie minęło kilkanaście minut i było już 4:0 dla Świątek. Jak w każdym z tegorocznych spotkań na Roland Garros, tak i w finale Polka rozpoczęła od przełamania rywalki. Liderka rankingu narzuca od pierwszych piłek taką presję na przeciwniczki, że im ciężko jej się oprzeć.

Po jednej z pierwszych udanych akcji widzieliśmy zaciśniętą dłoń uniesioną przez Świątek. Od początku była bardzo skoncentrowana. Nie było żadnych oznak słabości, co zdarzało się momentami w pierwszych setach poprzednich rund. Pokonać naszą tenisistkę w finałach to rzecz niezwykle trudna. Przed Paryżem Świątek miała w nich bilans 8-1. Jedynej porażki doznała w pierwszym finale w karierze trzy lata temu w Lugano.

Kibice za Amerykanką

W sobotnim spotkaniu finałowym Świątek musiała się jednak przyzwyczaić do nietypowego dla niej zjawiska na Roland Garros. W tegorocznej edycji turnieju na każdym spotkaniu kibice na trybunach w zdecydowanej większości wspierali Polkę. Tym razem było inaczej. Wśród publiczności było sporo polskich kibiców, ale duża część trybun dopingowała Amerykankę. "Coco, Coco!", "Coco, you can do it!" - krzyczeli. W odpowiedzi słyszeli: "Jazda Iga!", "Dawaj", "Trzymaj Iga".

Coco Gauff to objawienie ostatnich lat w kobiecym tenisie. Popularna nie tylko w rodzinnych Stanach, ale i na całym świecie. Dodatkowo Amerykanka wyraźnie odstawała od początku spotkania od Polki i nic dziwnego, że widzowie wspierali ją, jak mogli. Chcieli, by finał potrwał nieco dłużej niż godzinę. W siódmym gemie po dłużej udanej akcji ze strony Gauff publiczność eksplodowała z radości.

Emocje amerykańskich dziennikarzy

Głośny doping wiele 18-latce jednak nie dał. Po pół godziny gry przegrała seta 1:6, nie mając praktycznie nic do powiedzenia. Po ostatniej piłce pierwszej partii amerykańscy dziennikarze siedzący obok mnie złapali się za głowy. Mieli świadomość, że odnieść zwycięstwo ich reprezentantce będzie teraz jeszcze trudniej. Mój wzrok skupił się także na małej dziewczynce kilka rzędów dalej, która zrozpaczona najpierw uderzyła rękoma o nogi, a następnie przytuliła się mocno do swojego taty.

Początek drugiego seta był udany w wykonaniu Amerykanki. Szybkie 2:0 i wybuch radości kibiców po ostatniej piłce drugiego gema. Sympatia większości fanów nadal była po stronie Gauff. Pierwszy udany skrót w wykonaniu Amerykanki wzbudził zachwyt u publiczności. Gdy kolejny już się nie udało, na trybunach słychać było jęk rozczarowania.

Niespodziewane prowadzenie Gauff nie trwało jednak długo. Polka szybko odrobiła straty i wyszła na 3:2. Potem dorzuciła kolejne przełamanie i zamknęła spotkanie wynikiem 6:1, 6:3. To jej drugi tytuł wielkoszlemowy w karierze, drugi w Paryżu! Po ostatniej piłce Polka była przeszczęśliwa. To jej wielki czas!

Więcej o: