Świątek zaśmiała się po pytaniu. "U mnie to niemożliwe"

Iga Świątek nie bez problemów pokonała Dankę Kovinić 6:3, 7:5 w trzeciej rundzie Roland Garros. Jej seria zwycięstw jest nieprawdopodobna (31. z rzędu). - U mnie to niemożliwe, by czuć się zbyt pewnie - śmiała się Świątek odpowiadając na pytania Sport.pl.

Byłaś trochę niezadowolona w trakcie tego spotkania. To nie był łatwy mecz dla ciebie. To kwestia twojej gry czy formy rywalki?

Iga Świątek: W tenisie to zwykle kwestia połączenia tych dwóch spraw. Faktycznie zrobiłam kilka błędów, które nie pojawiały się w innych meczach. Było to jednak też spowodowane tym, że Danka wywierała na mnie sporą presję. Grała szybką piłką. Gdy więc tylko pojawiały się okazje dla mnie, chciałam za wszelką cenę skończyć akcję. Skupiałam się za bardzo na winnerach i stąd błędy zamiast po prostu grać solidnie. To był taki moment w drugim secie, gdy nie do końca dobrze ustawiałam się do piłek i wynik przez to wyrównał się. Najważniejsze jest dla mnie to, że szybko poradziłam sobie z tym i wróciłam do lepszej gry.

Zobacz wideo Iga Świątek podekscytowana występem w Polsce. "Chcę czerpać energię z trybun"

W drugim secie z 4:1 dla ciebie zrobiło się 5:4 dla Kovinić. Co wtedy czułaś? Pojawiła się myśl, że ten set może ci uciec? 

Wciąż pamiętałam, że gramy teraz jakby bez przełamań i karta jest czysta. Mimo że ostatnie gemy przegrałam, starałam się zacząć od nowa. Na spokojnie do tego podeszłam. Odcięłam to, co wydarzyło się w ostatnich minutach i pomyślałam, że po prostu jest 4:5. 

Ostatnio tylko wygrywasz. Co robisz, by nie poczuć się zbyt pewnie?

Czuję się pewnie, ale w moim przypadku chyba jeszcze nie jest możliwe, by czuć się zbyt pewnie (śmiech). Wciąż wiem, że muszę być czujna. W tenisie każdy detal jest ważny, zwłaszcza w Wielkim Szlemie. Staram się wykonywać swoją robotę cały czas tak samo. Nie myślę, ile wygrałam, jak dużą mam przewagę. Do każdej rywalki podchodzę jak do takiej, z którą mogę przegrać. To mi pomaga zachować koncentrację. 

Czy słyszałaś, że Simona Halep w czwartek po porażce w Roland Garros przyznała, że w czasie meczu miała atak paniki? Wiem, że starasz się podnosić poziom świadomości, jak ważna jest w tenisie rola zdrowia psychicznego.

Przyznam, że na początku pomyślałam o tym stereotypowo i byłam trochę zdziwiona, że to dotyczy zawodniczki, która przeżyła już praktycznie wszystko na korcie, jest tak doświadczona. Pomyślałam wtedy z takiej mało empatycznej perspektywy. Gdy zdziwienie opadło, zdałam sobie sprawę, że Simona jest takim samym człowiekiem, jak każdy inny tenisista, jak każdy inny człowiek. Nasza praca jest dosyć stresująca. Sporo osób na nas patrzy. Mam nadzieję, że Simona będzie miała obok siebie osoby, której jej teraz pomogą. Takie sytuacje zdarzają się w tenisie, w sporcie. Zdaje sobie sprawę z takich obciążeń. Staram się zapobiegać im, budować poczucie bezpieczeństwa od zespołu, z pracy z psycholog Darią Abramowicz. Historia Simony daje także mi do myślenia. 

W turnieju Roland Garros pozostałaś już jako jedyna tenisistka z top 10. Dlaczego w kobiecych zawodach wielkoszlemowych jest tak wiele niespodzianek w ostatnim czasie?

To trudne pytanie. Wielkie Szlemy rządzą się swoimi prawami. To można zauważyć. Widziałam, że w niektórych zawodniczkach jest więcej napięcia, choć nie siedzę w ich głowach i nie wiem, co do końca się dzieje. Turnieje wielkoszlemowe słyną z niespodzianek, zwłaszcza na mączce. Nie do końca już to zaskakuje, prawda?

Więcej o: