Pierwszy taki mecz Świątek od miesiąca. Słabszych momentów było kilka

Ponad miesiąc trzeba było czekać, by Iga Świątek straciła w meczu więcej niż sześć gemów. Tenisistką, która wreszcie mocniej dała się jej we znaki, okazała się w trzeciej rundzie wielkoszlemowego Roland Garros Danka Kovinic, ale i Czarnogórka ostatecznie spasowała. Liderka światowego rankingu wygrała tym samym 31. mecz z rzędu i już tylko jednego brakuje jej, by powtórzyć serię słynnej Belgijki Justine Henin.

Amerykanka Pam Shriver, była trzecia rakieta świata oraz zdobywczyni 21 tytułów wielkoszlemowych w deblu, niedawno powiedziała, że Iga Świątek - przy jej obecnej formie i pewności siebie - zostanie zatrzymana prawdopodobnie jedynie, jeśli będzie miała słabszy dzień. Taki przydarzył się Polce w sobotę, choć obyło się bez poważnych konsekwencji. Ostatecznie, mimo kilku słabszych momentów, pokonała Dankę Kovinic 6:3, 7:5.

Zobacz wideo Iga Świątek reaguje na pozycję liderki rankingu WTA

A tych słabszych momentów było kilka. Pierwszym sygnałem była strata podania w secie otwarcia, choć potem faworytka opanowała sytuację. Wydawało się też, że wszystko idzie zgodnie z planem, gdy Świątek prowadziła 6:3, 4:1, a jedno z jej popisowych zagrać brawami nagrodziła nawet przeciwniczka. Wówczas jednak nastąpił zwrot akcji - raszynianka miała mocno rozregulowany celownik, a grająca odważnie 95. w rankingu WTA Czarnogórka wygrała cztery kolejne gemy. Mina trenera Tomasza Wiktorowskiego była coraz bardziej nietęga, ale jego zawodniczka w końcówce opanowała sytuację. 

Nikt nie potrafi pójść w ślady Ostapenko

Pokonanie Kovinic, z którą zmierzyła się po raz pierwszy w karierze, zajęło Polce półtorej godziny. O 25 minut mniej spędziła na korcie w sumie w obu wcześniejszych rundach tegorocznej edycji Roland Garros. W każdym z tamtych dwóch spotkań straciła zaledwie po dwa gemy. Poprzednio zaś więcej niż sześć gemów oddała rywalce ponad miesiąc temu - 23 kwietnia w półfinale turnieju WTA w Stuttgarcie, w którym wygrała zacięty pojedynek z Rosjanką Ludmiłą Samsonową. Wówczas też przegrała jedynego z 47 ostatnich setów.

Ostatnią zawodniczką, która może pochwalić się zwycięstwem nad Świątek pozostaje wciąż Jelena Ostapenko. Łotyszce sztuka ta udała się 16 lutego w drugiej rundzie imprezy w Dubaju. Od tamtego czasu trwa imponująca seria Polki, która triumfowała kolejno w turniejach w: Dausze, Indian Wells, Miami, Stuttgarcie i Rzymie. Oprócz tego ma na koncie dwie wygrane w Pucharze Billie Jean King i trzy we French Open.

Miłość do paryskiej "mączki" trwa

Polka, która za trzy dni będzie świętować 21. urodziny, odniosła w sobotę 31. zwycięstwo z rzędu. Kolejne pozwoli jej się zrównać ze słynną Belgijką Justine Henin, która swoją świetną passę zanotowała na przełomie lat 2007-08. Już tylko trzech wygranych brakuje zaś pierwszej rakiecie świata do powtórzenia rekordowego w XXI wieku wyczynu Amerykanki Sereny Williams z 2013 roku. Nierealne współcześnie wydaje się zrobienie tego, co jest dziełem Martiny Navratilovej, która w 1984 roku wygrała 74 kolejne pojedynki.

Wydaje się jednak, że Świątek ma duże szanse, by pójść w ślady Williams. Na paryskiej "mączce" czuje się ona bowiem jak ryba w wodzie. We wszystkich czterech dotychczasowych startach w tej imprezie dotarła co najmniej do 1/8 finału. Łącznie wygrała w tym turnieju 17 z 19 spotkań. Dwa lata temu to właśnie tam odniosła życiowy sukces, zdobywając historyczny dla polskiego tenisa, tytuł wielkoszlemowy.

Więcej o:
Copyright © Agora SA