Trwa spór na linii władze światowego tenisa - organizatorzy Wimbledonu. Anglicy zdecydowali w środę, że nie dopuszczą do tegorocznej edycji turnieju tenisistów z Rosji i Białorusi. To konsekwencja trwającej wojny w Ukrainie. Z decyzją Wimbledonu nie zgadzają się obie tenisowe organizacje - WTA i ATP.
"Dyskryminacja ze względu na narodowość jest pogwałceniem naszej umowy z Wimbledonem" - twierdzą władze ATP. "Zawodnicy nie powinni być karani z powodu ich pochodzenia lub decyzji podjętych przez rządy ich krajów" - dodają szefowie WTA.
Jak informuje dziennik "L’Equipe", WTA chce obniżyć prestiż wielkoszlemowej imprezy w Londynie. Francuzi przechwycili maila, którego szef WTA Steve Simon wysłał do tenisistek. Wynika z niego, że organizacja zamierza ukarać Wimbledon. Rozważane są różne kroki, w tym grzywna dla Anglików oraz nieuwzględnianie rezultatów osiągniętych na tegorocznym Wimbledonie w rankingu WTA. W efekcie np. Iga Świątek za zwycięstwo w imprezie nie otrzymałaby punktów. Pytanie, czy to byłaby rzeczywiście kara dla organizatorów turnieju, czy w rzeczywistości dla samych zawodniczek? Pomysł wydaje się kuriozalny.
"Nigdy wcześniej żadnemu tenisiście nie zablokowano możliwości udziału w turnieju z powodu działań rządu jego kraju" - napisał Simon w liście do tenisistek. To oczywiście nieprawda, bo w 1946 r. w Wimbledonie nie mogli grać reprezentanci Niemiec i Japonii. Być może w ten sposób WTA i ATP chcą doprowadzić do bojkotu Wimbledonu ze strony zawodników. Raz już doszło do takiego przypadku, ale okoliczności były zupełnie inne.
W 1973 r. najlepsi tenisiści nie przyjechali na Wimbledon. W ten sposób solidaryzowali się z Nikolą Piliciem, Chorwatem reprezentującym Jugosławię. W maju tamtego roku Jugosłowiańska Federacja Tenisowa stwierdziła, że Pilić odmówił występu w Pucharze Davisa przeciwko Nowej Zelandii. Choć sam zawodnik zaprzeczył temu zarzutowi, został ukarany przez światowe władze tenisa. Zawieszenie skrócono z pierwotnych dziewięciu miesięcy do jednego, ale i tak nie mógł wziąć udziału w Wimbledonie. W proteście aż 81 tenisistów, w tym 13 z 16 rozstawionych, nie przyjechało do Londynu.
W liście WTA wskazano, że w przyszłym tygodniu podczas imprezy WTA 1000 w Madrycie odbędzie się spotkanie władz federacji oraz przedstawicielek tenisistek. Nie wiadomo też, jak na decyzję organizatorów Wimbledonu zareagują Francuzi. Dokładnie za miesiąc startuje w Paryżu wielkoszlemowy Roland Garros.
Środowisko tenisowe jest podzielone w sprawie decyzji Anglików. Novak Djoković i Martina Navratilova skrytykowali Wimbledon. Po inwazji Rosjan na Ukrainę tenisiści z Rosji i Białorusi mogą występować we wszystkich turniejach, ale jedynie jako zawodnicy neutralni.