Jazda, 1ga i "piekarnia Igi" ruszyły na dobre. Świątek chce zmienić Polskę

Najpierw była "jazda", potem doszedł hashtag "1ga", a ostatnio za sprawą dominacji Igi Świątek na korcie mówi się w żargonie tenisowym o jej wyrobach piekarskich. Świątkomania ruszyła na dobre. - Zawsze miałam wrażenie, że jak odniosę sukces, to popularność przyjdzie - podkreśla liderka światowego rankingu.

Niespełna trzy lata temu Iga Świątek pełna ekscytacji opowiadała o meczu i rozmowie z będącą wówczas pierwszą rakietą świata Naomi Osaką. Była pełna podziwu dla starszej o cztery lata Japonki - za sukcesy i otwartość. Sama stawiała dopiero pierwsze kroki w dorosłym tenisie. Uśmiech nie schodził z jej twarzy także wtedy, gdy po triumfie w Roland Garros w 2020 r. miała okazję porozmawiać z idolem - Rafaelem Nadalem. Równie wielka euforia godna największej fanki towarzyszyła jej kilka miesięcy później podczas treningu z Hiszpanem. Teraz sama jest pierwszą rakietą świata i to o spotkaniu z nią marzy rzesza kibiców i młode zawodniczki.

Zobacz wideo Sport Iga Świątek podekscytowana występem w Polsce. "Chcę czerpać energię z trybun"

Królewskie powitanie w Radomiu. "Nie boję się świątkomanii"

"Jazda!" - ten okrzyk znają wszyscy, którzy na przestrzeni ostatnich lat oglądali mecze z udziałem Świątek.  Stał się on znakiem rozpoznawczym zawodniczki, która w szybkim tempie pięła się na szczyt. Gdy już tam dotarła - oficjalna data to 4 kwietnia - w sieci najpopularniejszym tenisowym hashtagiem stała się "1ga".

"Jazda" i "1ga" pojawiały się bardzo często na plakatach i koszulkach kibiców, którzy w Radomiu z trybun dopingowali 20-latkę podczas barażu Pucharu Billie Jean King z Rumunią. Pierwszego dnia przyjęli ją po królewsku – kiedy tylko pojawiła się na korcie, dostała owację na stojąco. Po obu pojedynkach spora grupa ustawiała się po autografy, a Świątek cierpliwie je rozdawała aż została wezwana przez członków teamu.

- Nie boję się świątkomanii. Zawsze miałam wrażenie, że jak odniosę sukces, to popularność przyjdzie. Czuję, że jestem w dobrym miejscu i dobrze się w tym odnalazłam. Mam dobrych ludzi wokół siebie, którzy traktują mnie tak samo, i są to osoby, którzy dają mi poczucie bezpieczeństwa - mówi Świątek.

Wykorzystać rozpoznawalność w dobry sposób

Mimo młodego wieku Świątek myśli o tym, jak wykorzystać to zainteresowanie w szerszym wymiarze i by zmienić Polskę: tak, by jeszcze mocniej zainteresowała się tenisem.

- Jest dużo rzeczy, które chciałabym zmienić. Choćby sprawić, żeby tenis był bardziej popularny w Polsce. Chciałabym wykorzystać rozpoznawalność w dobry sposób. Mam zespół, który mi doradza. Zobaczymy, co się stanie, jak będę bardziej popularna za granicą. Nadal czuję różnicę między zainteresowaniem w Polsce i na świecie - przyznaje.

Namacalnym dowodem na przyczynienie się do wzrostu popularności tej dyscypliny w kraju byłoby dla niej zwiększenie się liczby dzieci i młodzieży, która sięgnie po rakietę. - Oraz różne inicjatywy tenisowe. Dostrzeżenie, czy jest coraz więcej turniejów w Polsce i kibiców, którzy faktycznie śledzą i rozumieją tenis - wylicza.

Kibice na meczach tenisowych reprezentacji Polski to nie jest biało-czerwony tłum, jaki znamy ze spotkań drużyn narodowych w sportach zespołowych. Część zakłada koszulki w barwach narodowych, ale nie jest to dominujący widok. Mecze tenisowe odbywają się w kraju wciąż rzadko i nieraz brakuje zrozumienia dla zasad związanych z dopingiem czy przemieszczaniem się po hali tylko w określonych momentach.

Showmanka Świątek przyciąga

Świątek sympatią fanów zaczęła cieszyć się po triumfie w wielkoszlemowym Roland Garros. Została wybrana w plebiscycie WTA ulubioną tenisistką fanów. Przekonała ich do siebie wynikami na korcie, ale i szczerością oraz naturalnością.

- Zaczęłam oglądać mocniej tenis po sukcesie Igi w Paryżu. Nawet sama zaczęłam grać. Ona przyciąga, ma osobowość, jest showmanką - opowiada mieszkająca w Warszawie Magda, która z trybun oglądała występ Świątek w Radomiu.

Za liderkę światowego rankingu trzyma też kciuki spora grupa kibiców tenisa w Polsce, których przyciągnęła do tego sportu swoimi sukcesami Agnieszka Radwańska. Częstym modelem jest łączenie wspierania grających na międzynarodowych arenach rodaków z bieganiem po korcie samemu. Od 15 lat gra Aleksandra z Radomia, która ma za sobą m.in. obserwowanie z trybun Roland Garros, a w tym roku wybiera się na Wimbledon.

Dopingowanie i grę łączą także członkowie funkcjonującego od 2013 r. Klubu Kibica Polskich Reprezentacji Tenisowych. Należący do niego Konrad i Wojciech z Kalisza uważają, że za sukcesami Świątek nie poszedł na razie wzmożony ruch w szkółkach tenisowych. - Efektu "wow" jeszcze nie ma, ale lada chwila będzie - oceniają.

Piekarnia Igi działa na pełnych obrotach

O tym, że sukcesy nie zmieniły zbytnio Świątek i wciąż jest pełna młodzieńczego entuzjazmu świadczyć może relacja fotografa współpracującego z organizacją WTA. Przy okazji trwającego obecnie w Stuttgarcie turnieju zorganizowano wyzwanie z udziałem zawodniczek. Miały one pokonać wyznaczoną trasę Porsche. Polka, która od kilku miesięcy ma prawo jazdy, dopytywała, czy mogłaby spróbować jeszcze raz, tylko dla samej siebie, choć wiedziała, że nie będzie się to liczyło do klasyfikacji.

W mediach społecznościowych można trafić na wiele profilów poświęconych znanym sportowcom i nie jest to nic nadzwyczajnego. Niektórzy jednak zadziwiają pomysłowością i nią też wykazał się jeden z fanów Świątek, która ostatnio regularnie deklasuje rywalki. Na Twitterze znaleźć można konto, które poświęcone jest właśnie takim błyskawicznym zwycięstwom Polki. Sety przegrywane 0:6 w żargonie tenisowym w wersji anglojęzycznej nazywane są bajglami, a 1:6 paluszkami chlebowymi. Założyciel konta nazwał je "Czy Iga Świątek odesłała kogoś z bajglem lub paluszkiem chlebowym?", a jako lokalizację wskazał humorystycznie "Piekarnia Igi". Ta ostatnio prosperuje bardzo dobrze.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.