Polki w najmocniejszym składzie na finał? Celt: Będę odmawiał dwie zdrowaśki

Jeszcze nie wiadomo, czy polskim tenisistkom uda się wystąpić w najmocniejszym składzie w listopadowym turnieju finałowym Pucharu Billie Jean King, ale bardzo liczy na to Dawid Celt. "Stanę na głowie i będę odmawiał dwie zdrowaśki dziennie, by tak się stało, ale nie wszystko zależy ode mnie" - zastrzega kapitan biało-czerwonych.

W sobotę zakończył się dwudniowy mecz barażowy Pucharu Billie Jean King, w którym Polki wygrały w Radomiu z Rumunkami 4:0. Pierwsze trzy kluczowe punkty zapewniły ekipie gospodarzy czołowe krajowe singlistki - Iga Świątek i Magda Linette. Niemal od razu po wywalczeniu przepustki do turnieju finałowego, który zaplanowany jest w dniach 8-13 listopada, pojawiło się pytanie, czy w nim również biało-czerwone wystąpią w najmocniejszym składzie.

Zobacz wideo Iga Świątek podekscytowana występem w Polsce. "Chcę czerpać energię z trybun"

- Nie wiemy jeszcze, gdzie odbędzie się ten turniej ani gdzie i kiedy rozgrywany będzie WTA Finals. Stanę na głowie i będę odmawiał dwie zdrowaśki dziennie, żebyśmy zagrali w najsilniejszy składzie, ale nie wszystko jest zależne ode mnie - podkreśla Dawid Celt.

"Na tle Igi teraz wszyscy wyglądają bardzo słabo"

Głównie pytanie to padło w kontekście Świątek. 20-latka, która od 4 kwietnia jest oficjalnie liderką światowego rankingu, dała prawdziwy popis w Radomiu. W dwóch spotkaniach singlowych straciła łącznie tylko jednego gema, a żaden z tych pojedynków nie trwał nawet godziny.

- Na tle Igi teraz wszyscy wyglądają bardzo słabo. Zarówno Mihaela Buzarnescu, jak i Andreea Prisacariu naprawdę robiły, co mogły. Momentami podejmowały niesamowite ryzyko, ale mimo to nie były w stanie załapać się na grę - analizuje kapitan reprezentacji Polski.

Pracę z kadrą rozpoczął w 2018 roku, gdy ta rywalizowała na niższym szczeblu Fed Cup, który później zmienił nazwę na Puchar Billie Jean King.

- Przeszliśmy drogę od turnieju w Tallinnie do finałów. Każda z dziewczyn dołożyła swoją cegiełkę albo wręcz cegłę. Gdyby nie zaangażowanie Magdy Fręch w meczu z Brazylią, to dziś by nas tu nie było. Ala Rosolska zawsze, kiedy jest potrzeba, wspiera i dokłada punkty w deblu. Teraz ciężar odpowiedzialności za wynik wzięły na siebie Iga i Magda Linette. Cieszę się, że mamy taką wspierającą się drużynę - podsumowuje trener.

Być jak Czesi

Przyznaje przy tym, że czasem na przeszkodzie stoją indywidualne występy zawodniczek, które stanowią podstawę tenisowej kariery i planowania kalendarza startów.

- Ale im będziemy mieli więcej dobrych dziewczyn, tym będzie lepiej dla drużyny. Mam nadzieję, że za parę lat będziemy mogli funkcjonować jak swego czasu Czesi. Mieli pięć czy sześć dziewczyn w Top50 listy WTA i tak naprawdę nie miało znaczenia, która z nich grała - przypomina.

Celt nie kryje też, że kadra pod jego wodzą miała lepsze i gorsze momenty, ale za plus uważa, że w krótkim czasie udawało się stworzyć drużynę. Gdy zaczynał pracę, to przygotował plan dla Polskiego Związku Tenisowego, w którym przedstawił wizję drużyny, założenia i cele.

- Napisałem, że w ciągu trzech lat chciałbym awansować do Grupy Światowej II. Trochę zatrzymała nas pandemia. Ala Rosolska przypomniała mi teraz, że na pierwszej odprawie powiedziałem, że jest w tej drużynie potencjał. Bo mamy sporo doświadczenia, ale i świeżą krew - przekonuje.

Kapitan biało-czerwonych zaznacza przy tym, że najistotniejsza jest indywidualna praca tenisistek i to, jak się rozwijają.

- To jest klucz do sukcesu. A ja staram się poukładać te klocki, stworzyć klimat, wyznaczyć wspólny cel, zadbać o dobre przygotowanie taktyczne do meczu i wspierać dziewczyny z ławki podczas gry - wylicza.

Cel w postaci awansu do elity został osiągnięty, ale Polki nie mają zamiaru na tym poprzestać. - Chcemy więcej. Uważam, że jeśli wystąpimy w finałach w najmocniejszym składzie, to będziemy w stanie rywalizować z najmocniejszymi na świecie - zapewnia Celt.

Więcej o: