Show Igi Świątek. Begu wystraszyła się Polki. Prisacariu odesłana na "rowerze"

Wszystko zgodnie z planem - Iga Świątek zapewniła Polkom wygraną w meczu z Rumunkami w Pucharze Billie Jean King i awans do turnieju finałowego. Liderka światowego rankingu nie zwalnia tempa od prawie dwóch miesiący, a w sobotę w Radomiu trwającą 52 minuty lekcję tenisa odebrała od niej Andreea Prisacariu, która nie zdołała ugrać nawet gema. Kibice zaś zobaczyli show w wykonaniu 20-latki.

Irina-Camelia Begu wystraszyła się Igi Świątek – taką wersję można było usłyszeć tuż przed godziną 11, gdy okazało się, że w sobotę w Radomiu nie dojdzie do pojedynku liderek ekip Polski i Rumunii. Czy rzeczywiście zawodniczka, która w trzeciej rundzie ubiegłorocznego Wimbledonu urwała Polce tylko gema, wolała uniknąć kolejnej deklasacji, czy może odczuwała jeszcze skutki długiego piątkowego meczu z Magdą Linette – nie wiadomo. Wydaje się jednak, że niezależnie od tego, kto stanąłby po drugiej stronie kortu, to niewiele by to zmieniło dla przebiegu rywalizacji.

Zobacz wideo Iga Świątek podekscytowana występem w Polsce. "Chcę czerpać energię z trybun"

Andreea Prisacariu odesłana na "rowerze"

Świątek bowiem wciąż jest na fali, która rozpoczęła się w drugiej połowie lutego. Od tego czasu w ciągu sześciu tygodni triumfowała w trzech turniejach WTA 1000 i do 17 wyśrubowała serię wygranych meczów. W Radomiu dołożyła do kolekcji dwa kolejne, w których łącznie straciła jednego gema.

Begu w sobotę została zastąpiona przez Prisacariu. 22-letnia tenisistka jest 324. rakietą świata i tym pojedynkiem zadebiutowała w drużynie narodowej. Podczas czwartkowej konferencji zapewniła, że w spokojnym Radomiu podoba się jej tak bardzo, iż w wieku 60 lat zamierza się przeprowadzić do tego miasta. Dzień później w przerwie między spotkaniami z udziałem jej koleżanek z kadry jadła pod halą na stojąco. Gdy przyszło się jej zmierzyć po raz pierwszy w karierze ze Świątek, to zapisała na swoim koncie łącznie 21 punktów.

Świątek w piątek w rozmowie z dziennikarzami zaznaczyła, że ma świadomość, iż tenis to nie tylko walka na korcie, ale i rozrywka. Nie zapomniała o tym następnego dnia. W pierwszym secie zaimponowała, biegając podczas dłuższej wymiany po całym korcie. W drugim rozbawiła publiczność, gdy mając otwarty kort i przymierzając się do uderzenia jakby zmieniła zdanie w ostatnim momencie i odbiła od dołu piłkę. Andreeę Prisacariu, która jest 14. rakietą Rumunii w singlu, odesłała na popularnym w tenisowym żargonie "rowerze".

Turniej finałowy czeka

Polki były zdecydowanymi faworytkami meczu z Rumunkami, gdy okazało się, że te przystąpią do niego w bardzo osłabionym składzie. Zabrakło w nim  przede wszystkim słynnej Simony Halep. Zdobywczyni dwóch tytułów wielkoszlemowych i była liderka rankingu WTA zrezygnowała z występu z powodu kontuzji pod koniec marca. Wśród nieobecnych są także dwie kolejne z najlepszych singlistek z tego kraju - Sorana Cirstea (24.) i Elena-Gabriela Ruse (56.)

Ze względu na to, że losy rywalizacji i awansu są już rozstrzygnięte, to kapitanowie Polski i Rumunii uzgodnili, że nie odbędzie się drugi z zaplanowanych na sobotę pojedynek singlowy i w planie gier zostało jedynie spotkanie deblowe.

Turniej finałowy Pucharu Billie Jean King z udziałem 12 drużyn, w tym biało-czerwonych, zaplanowany jest w dniach 8-13 listopada. Nie wybrano jeszcze gospodarza, ale jeśli będzie to kraj, który jest wśród zakwalifikowanych, to tzw. dzika karta trafi do najwyżej sklasyfikowanej ekipy spośród przegranych w barażach.

Więcej o: