Ojciec Igi Świątek o sukcesie córki: Nikt nie miał odwagi tego powiedzieć. Kosmos

Dominik Senkowski
- Nikt się nie spodziewał, że Iga zostanie "jedynką". Wiedzieliśmy, ile brakuje jej punktów do Ashleigh Barty. Nagle Iga otrzymała dodatkową nagrodę za ostatnie występy, to jak wygranie szóstki w totolotka - mówi w rozmowie ze Sport.pl Tomasz Świątek, ojciec najlepszej obecnie tenisistki na świecie.

Dominik Senkowski: Jakie to uczucie, gdy córka jest numerem jeden na świecie?

Tomasz Świątek: Obecnie trochę jestem zmęczony, bo dużo się dzieje wokół nas (śmiech). Ale generalnie jestem bardzo dumny. Iga dalej przebywa w USA, rozmawialiśmy po turnieju w Miami, ale powiem szczerze, że niewiele o tenisie, a bardziej o sprawach ogólnych. Iga jest oczywiście szczęśliwa. Czasem jednak staramy się unikać tematu tenisa, by nie żyć tym cały czas. 

Zobacz wideo Iga Świątek reaguje na pozycję liderki rankingu WTA. Wymowne słowa

Ostatnie tygodnie są dotychczas najlepsze w karierze Igi Świątek. Co się zmieniło, że córka aż tak dobrze rozpoczęła nowy sezon?

- Przede wszystkim widzimy efekty pracy z Tomkiem Wiktorowskim, który wniósł parę szczegółów do gry Igi. Iga uwierzyła też w samą siebie. Widzi, że pewne cele są w jej zasięgu, są możliwe do zrealizowania. To wszystko sprawia, że nagle mocno wystrzeliła. Wygrała trzy z rzędu turnieje rangi WTA 1000 [w Dausze, Indian Wells i Miami - red.]. To wyczyn, jakiego powiem szczerze w życiu się nie spodziewałem. Gdy planowaliśmy wyjazd do USA, braliśmy pod uwagę także jej występ w Charleston [ostatecznie wycofała się - przyp. red.], a nikt nie miał odwagi tego powiedzieć, że wygra obie imprezy w Stanach. Nawet przez myśl to nie przechodziło, jest to okupione wielkim wysiłkiem córki. Sama Iga mówiła, że gdyby to były dwa ćwierćfinały w Indian Wells i Miami to już by się cieszyła. 

Wydaje się, że Iga zyskała nowe siły i trochę inaczej zaczęła podchodzić do rywalizacji. 

- Prawdę mówiąc, to przyśpieszenie, jakiego ostatnio dostała, jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Do tego wyszła sprawa Ashleigh Barty, która niespodziewanie zakończyła karierę, ustąpiła miejsca Idze. Nikt się tego nie spodziewał, że nagle córka zostanie „jedynką". Wiedzieliśmy, ile brakuje jej punktów do Barty, mieliśmy świadomość przewagi Australijki. Nagle Iga otrzymała dodatkową nagrodę za ostatnie występy, to jak „szóstka w totolotka".  

Decyzja Ashleigh Barty dodatkowo ją zmotywowała?

- Z moich obserwacji wynika, że w momencie gdy Iga dowiedziała się, że zostanie nową liderką rankingu zaczęła grać zdecydowanie pewniej i swobodniej. Nie odczuwała presji po drugiej stronie siatki. To było widać w jej grze, nastawieniu. Troszeczkę obawiałem się, że pozycja liderki rankingu może ją stremować. Okazało się, że wręcz przeciwnie - dostała jakby dodatkowych skrzydeł. Bardzo się z tego cieszę.

Wspominał pan, że ostatnie wyniki to duża zasługa pracy trenera Wiktorowskiego. Z czysto tenisowego punktu widzenia, co udało mu się zmienić, jakie elementy gry Igi rozwinąć?

- W moim odczuciu tam nie ma jakiś drastycznych zmian. To głównie drobne korekty. Być może to bardziej sprowadza się do analiz jej gry. Uwierzyła w informacje, które otrzymuje od trenera. Realizuje je, co przekłada się później na wynik. Mogę tak tylko podejrzewać, bo nie podróżowałem z nimi ostatnio i nie byłem przy omawianiu występów córki.

A planuje pan czasem podróżować z córką?

- Planowałem jechać do Miami, ale miałem za dużo obowiązków prywatnych oraz związanych z turniejem BNP Paribas Poland Open, który latem ponownie organizujemy, bo licencję mamy na co najmniej 5 lat. Trochę było mi szkoda, bo z jednej strony chciałem polecieć, a z drugiej nie mogłem. Nie zawsze jest na to odpowiedni czas, tak jak było chociażby dwa lata temu podczas zwycięskiego Roland Garros, gdy mogłem być w Paryżu. Aczkolwiek planujemy, że pojadę za Igą do Stuttgartu [turniej 16-24.04 - red.] i oczywiście będę w Radomiu (śmiech). 

W nawiązaniu do Radomia, to będzie wyjątkowa chwila. Iga Świątek jako pierwsza polska tenisistka w historii została numerem jeden na świecie, a tak się składa, że za moment wystąpi w domu w meczu reprezentacyjnym Polska - Rumunia w ramach Billie Jean Cup. Czego się pan spodziewa?

- Powiem panu szczerze, że trochę się tego obawiam. Zamieszanie wokół Igi może być niesamowite. Przygotowujemy się do tego, żeby odciąć ją, odseparować, bo mecze reprezentacyjne są dla niej ekstremalnie ważne i musi mieć stworzone warunki do skupienia się w 100 procentach na rywalizacji. A na takich imprezach i tak jest zazwyczaj sporo obowiązkowych aktywności poza kortem takich jak konferencje prasowe. Przyznam, że nie mieliśmy wcześniej takiej sytuacji i uczymy się, jak się w tym odnaleźć. 

Podobnie było po wygraniu przez Igę turnieju wielkoszlemowego w Paryżu. Pamiętam, że menadżerka zadbała o to, wynajęła ochronę. Nie ukrywam, że miałem pod płotem w domu paparazzi, jeździli za nami, szukali newsów. To było trochę dziwne dla nas, wcześniej się z tym nie mierzyliśmy. Jednak wtedy po dwóch tygodniach wszystko wróciło do normy. Teraz też przewidujemy, że może być sporo szaleństwa, ale mam nadzieję, że będzie z umiarem. 

Jaki jest plan startów Igi w następnych tygodniach?

- Zarys jest taki, że wystąpi w Radomiu, w Stuttgarcie, Madrycie, Rzymie, a potem już w Roland Garros. Decyzje podejmuje jednak trener, ja się nie wtrącam, to bardziej pytanie do niego. 

Pojawiły się takie opinie, że dopiero teraz Iga pokaże swoją moc, bo rozpoczyna się część sezonu, gdy turnieje rozgrywane będą na jej ulubionej nawierzchni - kortach ziemnych. Iga będzie jeszcze mocniejsza?

- Odpowiem trochę przekornie na to pytanie. W moim odczuciu będzie za chwilę tak, że nie będzie ulubionej nawierzchni Igi, a wszystkie będą ulubione. Zakładam, że może się przekonać także do trawy. Nie będzie miało znaczenia, czy to ziemia czy inne korty. Trzeba mieć świadomość, że siła zagrań Igi powoduje, że na mączce może mieć większą przewagę nad rywalkami aczkolwiek trzeba patrzeć na ostatnie wyniki. Były takie głosy, że Iga nie lubi rywalizować na szybkiej nawierzchni, a tu się okazuje, że wygrała na kortach twardych trzy turnieje z rzędu z wysokiej półki. 

Reprezentacja PolskiMichniewicz zdradza, z kim może zagrać Polska przed mundialem. Nie tylko Brazylia

Nieco ponad trzy lata temu Iga Świątek zadebiutowała w głównym cyklu WTA. Dziś jest liderką rankingu. Spodziewał się pan tak szybkiego rozwoju?

- Liczyłem po cichu, że będzie się wspinała po szczeblach kariery, ale te dwa przyspieszenia to dla mnie komos. Pierwsze miało miejsce przy okazji wygrania Roland Garros, drugie obserwujemy dziś, gdy pomogła jej także Ashleigh Barty, kończąc karierę. Nie zakładałem, że to tak pójdzie. Przed sezonem myślałem, że może przy bardzo dobrych wiatrach, udanych występach Igi, na początku trzeciego kwartału tego roku zbliży się do pozycji numer jeden. A to przyszło wszystko dużo szybciej. Mamy Polkę na pierwszym miejscu, a mnie osobiście rozpiera duma. 

Więcej o: