Trzy wygrane mecze w 28 godzin. Iga Świątek zaniepokoiła fanów, ale wzór już ma

Iga Świątek przyznała, że po ćwierćfinale Australian Open była bardzo zmęczona. Tymczasem zaledwie 32 godziny po najdłuższym meczu w karierze, przyjdzie jej powalczyć o awans do swojego drugiego wielkoszlemowego finału. Ale wzór na skuteczną grę w intensywnym tempie Polka już ma - w maju 2021 roku wygrała aż trzy spotkania w trakcie 28 godzin!

"Bardzo Wam dziękuję za wsparcie. #zmęczona" - napisała na kamerze po meczu z Estonką Kaią Kanepi Iga Świątek. I te słowa nieco zaniepokoiły fanów oraz ekspertów.

Zobacz wideo Co czeka Igę Świątek w półfinale AO? Ekspert nie ma wątpliwości

Miedwiediew obraża operatora podczas meczu"Jak można być tak głupim?". Miedwiediew zirytowany zachowaniem operatora

Świątek zmęczona przed półfinałem Australian Open. Zdąży wrócić do formy?

Spotkanie z Kanepi okazało się najdłuższym w karierze Świątek - mecz trwał aż trzy godziny i dwie minuty. Wymęczył zawodniczkę i biorąc pod uwagę, że Polka swój półfinał Australian Open gra już w czwartek, można mieć obawy, czy będzie wtedy już w odpowiedniej dyspozycji.

- Kanepi grała świetnie. Wydawało mi się, że wiele piłek będzie autowych, a one wchodziły w kort. Wiem, że powinnam do nich pobiec, ale nie spodziewałam się, że wejdą - mówiła po meczu Świątek. W BBC Sport opowiadała też o sporych emocjach, które udzieliły jej się po tym i poprzednim meczu na Australian Open. 

Niech Świątek przypomni sobie Rzym. Wygrała trzy kluczowe mecze w 28 godzin!

Jest jednak jeden przypadek z historii, który może napawać optymizmem w kontekście czwartkowego meczu. To wygrany przez nią w maju zeszłego roku turniej WTA w Rzymie. To wtedy jej terminarz w ostatniej, kluczowej części turnieju zrobił się niezwykle napięty.

15 maja Polka zagrała aż dwa mecze - ćwierćfinał i półfinał imprezy z trudnymi rywalkami - Eliną Switoliną i Cori Gauff. Dzień później, gdy wydawało się, że kilkanaście godzin po dwóch wymagających spotkaniach w finale będzie pod ścianą, Świątek w niezwykłym stylu pokonała Czeszkę Karolinę Pliskovą. Nie dała jej ugrać nawet jednego gema i wygrała swój trzeci turniej WTA w karierze.

Szalone dwa dni Igi Świątek podczas turnieju WTA w Rzymie:

  • 15 maja, 11:05 - Świątek zaczyna mecz ćwierćfinałowy z Eliną Switoliną
  • 15 maja, 12:43 - Świątek kończy mecz ćwierćfinałowy z Eliną Switoliną
  • 15 maja, 15:55 - Świątek zaczyna mecz półfinałowy z Cori Gauff
  • 15 maja, 17:43 - Świątek kończy mecz półfinałowy z Cori Gauff
  • 16 maja, 14:40 - Świątek zaczyna mecz finałowy z Karoliną Pliskovą
  • 16 maja, 15:28 - Świątek kończy mecz finałowy z Karoliną Pliskovą

Cała operacja rozegrania trzech meczów trwała dokładnie 28 godzin i 23 minuty. Świątek była na korcie łącznie przez cztery godziny i 33 minuty. Niesamowity był szczególnie 15 maja, kiedy Polka zagrała dwa mecze w ciągu zaledwie sześciu godzin i 38 minut. Pomiędzy początkiem półfinału i zakończeniem finału minęła niecała doba. To wręcz niewiarygodne, że w takim tempie potrafiła zagrać tak znakomity finał z Pliskovą. 

"Zrzuciła z siebie ciężar oczekiwań. Poszła grać na luzie"

Co ciekawe, pomimo napiętego grafiku Świątek nie tylko odpoczywała. Przede wszystkim przygotowywała się do kolejnych spotkań. - Pół godziny rozgrzewki na korcie. Przed nią rozgrzewka ogólna, też pół godziny. A jeszcze do każdego meczu musi być pobudzenie. Dodaj do tego zajęcia po meczach - to rozciągania i praca manualna Maćka Ryszczuka - i w sumie do tych trzech godzin i 24 minut musisz dodać jeszcze ze dwie godziny. A można też wliczyć rozmowy po meczu i inne rzeczy, które też angażują. Bo nie jest tak, że zaraz po meczu ze Switoliną Iga mogła sobie patrzeć w niebo i odpoczywać - opisywał po turnieju w rozmowie z dziennikarzem Sport.pl Łukaszem Jachimiakiem ówczesny trener Świątek, Piotr Sierzputowski

- Człowiek, który wychodzi na drugi mecz danego dnia, który czuje, że już dwie godziny z siebie wypompował, wielkich oczekiwań nie ma. Iga naprawdę się wypompowała, bo mecz ze Switoliną nie był łatwy. A do tego jeszcze zagrała rozgrzewkę i jeszcze pół godziny wcześniej się przygotowywała do wyjścia na kort. Czyli była w robocie jakieś trzy i pół godziny, miała odrobinę odpoczynku i z obolałym ciałem, które już trochę odmawiało posłuszeństwa, musiała się znowu rozgrzać i znowu pójść do roboty - dodawał były trener Świątek.

- Iga wtedy zrzuciła z siebie ciężar oczekiwań. Poszła grać na luzie. Pod koniec półfinału z Gauff byłem zaniepokojony, bo widziałem, że po ponad pięciu godzinach pracy Idze naprawdę zaczyna brakować prądu. Wynik to odzwierciedlał. Z 5:1 zaczęło się troszeczkę odwracać. Ale wtedy Iga znalazła narzędzia, dzięki którym się odblokowała. Zagrała mądrzej, skuteczniej i dokończyła mecz zwycięsko. Nie zaczęła myśleć, że jest zmęczona i już jej nie wychodzi. A naprawdę w tamtym momencie łatwo byłoby się tak zafiksować - tłumaczył Sierzputowski. 

Świątek nie wiedziała, że wygrała do zera. "Nie liczyłam punktów"

Na mecz z Pliskovą Świątek była jednak tak gotowa, że podczas spotkania weszła już w pewną rutynę. Wiele osób twierdziło, że wygrałaby nawet z Czeszką grającą najlepiej w karierze. A że rywalka wypadła słabo, to skończyło się na "rowerku", czyli wygranej 6:0, 6:0. 

Świątek nie była tego nawet świadoma. - Iga zapytała, jaki był wynik i która jest godzina. Czyli, ile wygrała i ile trwał mecz. Jak powiedziałem, że było 6:0, 6:0, to usłyszałem: "A, to myślałam, że 6:1, 6:1. W ogóle nie liczyłam punktów". To jest właśnie taki poziom koncentracji, do którego się dąży. Odwołam do Rafy Nadala. Może on akurat zawsze wie, jaki jest wynik, ale zawsze, niezależnie od wyniku, walczy tak samo. Chodzi o to, żeby cały czas mieć w sobie taką samą, maksymalną chęć do walki. Żeby do końca dawać z siebie wszystko - opowiadał Sierzputowski. 

W 32 godziny z ćwierćfinału do finału? Świątek nie pomogą także presja i pogoda

Teraz podczas Australian Open przed Świątek także trudne wyzwanie. Od początku meczu ćwierćfinałowego z Kanepi (3:15 w środę czasu polskiego) do początku półfinału przeciwko Danielle Collins (najwcześniej około 11:00 w czwartek) minie około 32 godzin, czyli nieco więcej niż w przypadku tych trzech wygranych spotkań w Rzymie. Wiadomo jednak, że okoliczności są zupełnie inne - to turniej wielkoszlemowy, dopiero drugi, w którym Polka dochodzi do półfinału. Jednak na nich Świątek też miała już do czynienia z większą intensywnością spotkań - wielokrotnie łączyła ze sobą przecież rywalizację w turniejach debla i singla, i często w obu dochodziła do decydujących faz.

Fizycznie nigdy przez debla nie cierpiała, a według Matsa Wilandera, eksperta Eurosportu, gra podwójna dała dużo jej wyjątkowemu stylowi. - Miała tam wiele świetnych meczów i nauczyła się jeszcze lepiej budować swoją grę - mówił. - Jest bardzo wszechstronna. Patrzysz na jej tenis i widzisz talent i moc. Widzisz zmysł taktyczny, widzisz, jak dobrą ma ofensywę i że w defensywie potrafi grać inaczej od wszystkich pozostałych tenisistek - ocenił. 

Polka ma zatem wzorce przygotowania i odbudowy formy przy kluczowych spotkaniach. Świetny występ w finale w Rzymie po wymagających poprzednich dniach był czymś unikatowym. Teraz Polka ma z czego czerpać pod kątem doświadczenia. W Australii poza większym "ciężarem gatunkowym" rywalizacji ma też przeciwko sobie pogodę. Podczas meczu z Kaią Kanepi temperatura na korcie wynosiła aż około 37 stopni. Przeciwko Collins będzie nieco chłodniej, według prognoz - 25 stopni. To dzięki temu, że spotkanie rozgrywane jest wieczorem, a nie jak w przypadku meczu z Estonką niemalże w południe. 

Rywalka Igi Świątek zdradza swój atut przed półfinałowym meczemRywalka Igi Świątek zdradza swój atut przed półfinałowym meczem

Mecz Igi Świątek zaplanowano jako drugi w kolejności czwartkowej sesji wieczornej czasu australijskiego na korcie głównym Rod Laver Arena w Melbourne. Zacznie się po zakończeniu pierwszego półfinału, w którym zmierzą się Ashleigh Barty i Madison Keys. To spotkanie zaplanowano na godzinę 9:30 czasu polskiego. Relacja z meczu Polki na Sport.pl i w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Więcej o: