Najlepsze zawodniczki boją się z nią grać, a Iga Świątek? Tylko spójrzcie

Iga Świątek znów wygrała spotkanie, w którym przegrywała 0:1 w setach. Znów zaimponowała dojrzałością, potrafiła wybić rywalce zwycięstwo z głowy. Tym większy to sukces, że Kaia Kanepi nazywana jest "kilerką faworytek", a najlepsze zawodniczki boją się z nią grać w Wielkim Szlemie.

- Nie mam dobrych statystyk, jeśli chodzi o powrót po przegranym pierwszym secie. Tego rodzaju mecze dają mi dużo pewności na przyszłość, bo zatrzymanie rywalki w takiej sytuacji jest bardzo trudne - przyznała w poniedziałek Iga Świątek po wygranej nad Soraną Cirsteą.

Zobacz wideo Zobacz, jak Iga Świątek awansowała do ćwierćfinału

Poprawia bilans

Przed Australian Open bilans Polki w meczach, w których przegrała pierwszego seta, wynosił 8-24. Dziś jest już lepszy: 10-24. Polka najpierw pokonała w czwartej rundzie Rumunkę Cirsteę 5:7, 6:3, 6:3, by w środę w ćwierćfinale wyeliminować Kaię Kanepi z Estonii 4:6, 7:6, 6:3. 

W poprzednim sezonie nasza tenisistka tylko trzy razy wygrała pojedynek po przegranej w otwierającej partii: z Kają Juvan w Melbourne, z Barborą Krejcikovą w Rzymie oraz z Fioną Ferra podczas US Open. W Australian Open 2022 ma już dwie wygrane osiągnięte w takich okolicznościach. W Wielkim Szlemie to duże osiągnięcie!

Dekadę temu byli jak polskie kluby. Stali się potęgą i odskoczyli niemiłosiernieDekadę temu byli jak polskie kluby. Stali się potęgą i odskoczyli niemiłosiernie

Tym większe, że ćwierćfinałowa rywalka Polki to zawodniczka bardzo doświadczona. Jak zuważył Adam Romer z magazynu „Tenisklub", 36-letnia Kanepi swój pierwszy turniej wygrała, gdy Igi Świątek nie było jeszcze na świecie (2000 rok, a Świątek to rocznik 2001). Estonka jest dziś 115. na świecie, ale w tegorocznym turnieju w Melbourne prezentowała się znakomicie. W czwartej rundzie wyeliminowała wiceliderkę rankingu Arynę Sabalenkę. Siódmy raz w karierze wystąpiła w ćwierćfinale Wielkiego Szlema.

"Kilerka faworytek"

Kaia Kanepi jest nazywana w środowisku tenisowym „kilerką faworytek". Jak wyliczył portal WTA Insider, Estonka ma aż dziesięć zwycięstw w Wielkim Szlemie nad zawodniczkami z top 10 rankingu WTA. Tylko Serena Williams, Venus Williams, Kim Clijsters oraz Garbine Muguruza mają więcej takich wygranych. - Zawsze gdy było losowanie, zwłaszcza w Wielkim Szlemie, patrzyłam gdzie jest Kaia Kanepi. Naprawdę miałam nadzieję uniknąć spotkania z nią - powiedziała przed meczem w rozmowie z Eurosportem była włoska tenisistka Roberta Vinci, finalistka US Open 2015.

I choć Świątek była faworytką ćwierćfinału, nie tylko ze względu na miejsce w rankingu (9. WTA), musiała bardzo uważać na Estonkę. Kanepi potwierdziła w czasie spotkania z Polką wszystkie swoje atuty i niedoskonałości. Pomagał jej bardzo serwis oraz forhend - momentami mocniejszy nawet od podania (nie raz z prędkością 145 km/h, co w kobiecych rozgrywkach jest rzadko spotykane). Estonka grała mocno, płasko, szukała jak najszybszych rozwiązań. Czuła, że może nie wytrzymać kondycyjnie długiego spotkania. Miała rację.

Wygrała mimo własnych problemów

Gdy Idze Świątek nie szło w pierwszym secie i na początku drugiej partii, zmieniła taktykę i zaczęła częściej rozrzucać rywalkę po korcie. Plan ten wypalił, po tie-breaku kończącym drugiego seta na twarzy Kanepi zarysowały się ogromne zmęczenie i lekkie zniechęcenie. Zmuszanie do intensywnego biegania 36-letnią Estonkę, silnie zbudowaną, mierzącą ponad 180 cm wzrostu i to w 37-stopniowym upale, było doskonałym pomysłem. Tak Polka wybiła jej z głowy zwycięstwo.

Nieudany rzut SagosenaNie do wiary! Prowadzili czterema golami w końcówce. Przegrali mecz i awans! [WIDEO]

Upał dawał się we znaki także Świątek. Jednak kondycyjnie Polka wytrzymała to spotkanie znacznie lepiej. I znów pokazała siłę psychiczną. Zatrzymała lepiej dysponowaną w pierwszym secie przeciwniczkę, zwyciężyła mimo własnych słabości. Świątek zanotowała w ćwierćfinale aż 50 niewymuszonych błędów przy 31 kończących zagraniach (Kanepi 62-35). Naliczono jej aż 12 podwójnych błędów serwisowych, wyjątkowo dużo, jak na naszą tenisistkę.

Nie był to najpiękniejszy mecz w historii kobiecego tenisa, ale na tym etapie turnieju nie ma to żadnego znaczenia. Liczy się tylko jedno: w czwartek Iga Świątek zagra pierwszy raz w karierze w półfinale Australian Open. Teraz najważniejsza sprawa, to zregenerować się przed pojedynkiem z Danielle Collins. Polka ma dobre wspomnienia z jedynego spotkania z Amerykanką. Rok temu ograła ją na drodze do triumfu w turnieju WTA w Adelajdzie.

Więcej o: