Djoković męczennikiem antyszczepionkowców. Kompromitacja władz Australii

Dominik Senkowski
Władze Australii skompromitowały się w sprawie Novaka Djokovicia. Łatwo mogły do niej nie dopuścić. Przy okazji uczyniły z serbskiego tenisisty męczennika wszystkich antyszczepionkowców.

Dawno nie było tak gigantycznego międzynarodowego skandalu w sporcie, jaki obserwujemy wokół Novaka Djokovicia, który miał zagrać w Australian Open. Skandalu, do którego w ogóle nie musiało dojść, a za który odpowiedzialni są przede wszystkim rządzący Australią.

Zobacz wideo Hurkacz postraszył Djokovicia. "Zwycięstwa Huberta z tymi największymi są kwestią czasu"

Australijczycy początkowo: Zaszczep się albo nie grasz

W październiku organizatorzy Australian Open, władze stanu Wiktoria (gdzie leży Melbourne - miejsce rozgrywania turnieju) oraz władze centralne zaczęły wysyłać sygnały, że do najbliższej edycji imprezy dopuszczeni zostaną jedynie tenisiści w pełni zaszczepieni. 9 grudnia szef turnieju Craig Tiley zapewniał: - Nie będzie żadnych wyjątków, każdy, kto chce zagrać, musi być zaszczepiony.

Kilka dni później Australijczycy wprowadzili jednak furtkę dla niezaszczepionych - tzw. "wyjątek medyczny". Jakie przesłanki mogą być podstawą do wydania takiego zezwolenia? M.in:

  • "poważne zdarzenie niepożądane", związane z pierwszą dawką
  • ostry stan chorobowy
  • choroba zapalna serca (w ciągu ostatnich sześciu miesięcy).
  • ciąża

Wpis Djokovicia wywołał burzę

We wtorek Novak Djoković poinformował na Instagramie: "Za mną fantastyczny czas z moimi bliskimi, a dziś udaję się w podróż do Australii. Ze specjalnym zezwoleniem". To oznacza, że został zakwalifikowany jako "medyczny wyjątek". Jego wpis wywołał falę komentarzy.

Australijczycy natychmiast wydali oświadczenie: "Djoković złożył wniosek o zwolnienie lekarskie, które zostało przyznane po rygorystycznym procesie przeglądu stanu zdrowia obejmującym dwa oddzielne niezależne panele ekspertów medycznych. Specjaliści ocenili wszystkie dane, aby sprawdzić, czy spełniają wytyczne Australijskiej Grupy Doradczej ds. Szczepień". Zgodę na występ tenisisty wyraziły władze stanowe oraz organizatorzy turnieju.

Djoković przyleciał w czwartek do Melbourne, ale nie został przepuszczony przez lotnisko. W momencie gdy Serb był jeszcze w podróży do Australii, premier tego kraju Scott Morrison powiedział: - Djoković musi udowodnić, że ma prawdziwe zwolnienie medyczne ze szczepienia COVID-19, gdy wyląduje w Australii lub będzie następnym samolotem wracał do domu.

Djoković wylądował i spędził kilkanaście godzin na lotnisku. Był przesłuchiwany, został poproszony o dostarczenie dowodów, na podstawie których otrzymał zwolnienie lekarskie. W końcu władze centralne Australii ogłosiły, że wiza Novaka Djokovicia została odrzucona i tenisista ma zostać niebawem deportowany.

Jak to możliwe? Iga Świątek wygrywa, ale jest pewna spadku w rankinguIga Świątek rozbiła sensacyjną finalistkę US Open! Rywalka nie wiedziała, co robić

Jak to się mogło stać?

Jak to możliwe, że Djoković najpierw dostał zgodę na występ w turnieju, a gdy dotarł do Australii, okazało się, że nie ma prawa wstępu do tego kraju? Są dwie opcje:

  • nie było przepływu informacji między władzami centralnymi, stanowymi i organizatorami turnieju
  • był przepływ informacji, ale nie nikt przewidział, że dopuszczenie Serba do udziału w turnieju wywoła tyle emocji

Oba rozwiązania są kompromitujące dla Australijczyków. Pierwsze zakłada, że choć Australia miała przygotowywać się do wielkoszlemowego turnieju od paru miesięcy, w rzeczywistości nie zdążyła z przygotowaniami. Przepływ informacji jest podstawą wszelkiej współpracy. Tym bardziej, że sprawa dotyczy Novaka Djokovicia, który od miesięcy deklarował, że "nie wie, czy się zaszczepi, to jego prywatna sprawa i nie chce się z tego tłumaczyć".

Załóżmy, że w tej sprawie przepływ informacji byłby zachowany. Władze stanu Wiktoria oraz organizatorzy turnieju podejmują decyzję o dopuszczeniu Serba do imprezy. Co robi rząd centralny? Powinien zablokować taką decyzję już wtedy, a nie pozwolić tenisiście na przylot i urządzać tani kabaret na oczach całego świata.

Trudno uwierzyć, że władze centralne Australii nie wiedziały, iż Djoković został dopuszczony do turnieju. Tym bardziej, że wcześniej poszczególni politycy australijskiego rządu chętnie komentowali jego ewentualny przylot. I teraz nagle mieliby o niczym nie wiedzieć? To prowadzi do rozwiązania, które zakłada, że cała akcja z zatrzymaniem zawodnika na lotnisku, to próba ratowania własnego wizerunku przez rząd Australii.

Yukiya Sato z nowymi, płaskimi nartami firmy SlatnarRewolucyjna zmiana w skokach. Ta nowinka zmienia skoki! Polacy z niej rezygnują

Wygląda to tak, jakby rządzący krajem, stanem oraz organizatorzy turnieju nie zdawali sobie sprawy, jak zostanie odebrane przez świat przyznanie Novakowi Djokoviciowi statusu "medycznego wyjątku". A skoro jednak opinia publiczna, w tym australijska, eksplodowała złością, trzeba było znaleźć sposób, by lidera rankingu nie wpuścić do kraju.

Australia przykładem? Raczej antyprzykładem

Jak to możliwe, że dokumenty będące podstawą zwolnienia Djokovicia były wystarczające dla dwóch niezależnych paneli ekspertów, a niewystarczające dla australijskich polityków z premierem Morrisonem na czele? Szef rządu przekonywał na Twitterze: "Zasady to zasady, zwłaszcza jeśli chodzi o nasze granice. Nikt nie stoi ponad tymi zasadami. Nasza silna polityka graniczna miała kluczowe znaczenie dla Australii, która ma jeden z najniższych na świecie wskaźników śmiertelności z powodu COVID. Nadal zachowujemy czujność". To jednak tylko tania popisówka, bo w tej sprawie to władze Australii doprowadziły do chaosu.

Śmieszą mnie komentarze, że Australia jest przykładem, jak rozwiązywać takie sytuacje, jak z Djokoviciem. W rzeczywistości jest totalnym antyprzykładem. Można było nie dopuścić do takiej historii. Wystarczyło nie wprowadzać podejrzanej instytucji "medycznego wyjątku", utrzymać pierwotne założenie, że turniej jest tylko dla zaszczepionych. A nawet jeśli dopuszczać niezaszczepionych w wyjątkowych sytuacjach, to przeprowadzać to transparentnie. A nie tak jak w przypadku Djokovicia - kilka dni przed startem turnieju, bez podania przesłanek zwolnienia, a o wszystkim świat dowiedział się nie od Australijczyków, a od tenisisty z Instagrama. Wystarczyło wprowadzić jasne zasady i trzymać się ich, ogłaszać każdy przypadek "medycznego wyjątku".

Kompromitacja władz odwraca uwagę od poglądów Djokovicia

Australijczycy ze swojego turnieju zrobili nie "Australian Open", a "Australian Closed". A z Novaka Djokovicia - raczej niecelowo - męczennika wszystkich antyszczepionkowców. Ten ruch zyskał właśnie potężnego lidera, jednego z najlepszych sportowców na świecie, zdaniem wielu najlepszego tenisistę w historii. Każdy z przeciwników szczepień będzie mógł powoływać się na przypadek Djokovicia, pokazywać, jak Serb został potraktowany w Melbourne. Chyba nie o to chodziło.

Kompromitujące błędy australijskich władz odwróciły też uwagę od samego Djokovicia. Serb już dawno przestał być "tylko tenisistą". On jest dziś dla wielu także autorytetem, drogowskazem. Lider rankingu ma tego świadomość, promuje różne pseudonaukowe teorie, jak np. wpływanie na wodę za pomocą emocji.

Djoković powinien dostosować się i zaszczepić przed wylotem do Australii jak zdecydowana większość tenisistów. Dałby przykład, że mimo własnych przekonań szanuje prawo i przepisy. Skoro jednak czekała na niego furtka w postaci "medycznego wyjątku", to niech nikt się nie dziwi, że człowiek o takich poglądach chciał z niej skorzystać.

Najzabawniejsze jest to, że Djoković po deportacji może ponownie ubiegać się o wizę. Zgodnie z zapowiedziami władz turnieju, każdy, kto dotrze do Australii do 9 stycznia, będzie mógł wziąć udział w wielkoszlemowej imprezie. Australian Open rusza 17 stycznia. Już wiadomo, że będzie to wyjątkowa edycja turnieju.

Więcej o: