Dlaczego tenisiści nie zarabiają tak dużo, jak myślimy? "Naprawdę banalne pytanie"

Dominik Senkowski
W tenisie prawdziwie bogaci są tylko ci, którzy należą do ścisłej czołówki. Reszta, czyli zdecydowana większość, zarabia mniej niż się utarło. Jakie koszty ponoszą profesjonalni tenisiści?

W powszechnej opinii tenisiści to niezwykle bogaci sportowcy. Rzeczywistość jest jednak bardziej skomplikowana. Na bardzo wysokie dochody mogą liczyć tylko najlepsi, ścisła czołówka rankingu WTA i ATP. Pozostali, którzy stanowią przecież zdecydowaną większość rywalizujących w turniejach, zarabiają mniej, niż myślisz. Jak to możliwe?

Zobacz wideo Świątek zawiodła w Turnieju Mistrzyń? "Drugi raz taka historia się nie zdarzy"

Każdy tenisista prowadzi de facto własną firmę. Ma dwa źródła zarobku: nagrody turnieje oraz umowy sponsorskie. Z tym że rzecz jasna — im wyższe nagrody, tym wyższe umowy. Zawodnik z top 10 rankingu wyciąga więcej nie tylko z kortu, ale także od sponsora, może liczyć na ciekawsze formy współpracy. Słabszy tenisista nie dość, że zarabia mniej na turniejach, to jeszcze jego nazwisko nie jest na tyle mocne, by doczekał się wielu atrakcyjnych kontraktów sponsorskich. 

Koszt sukcesów

Prowadzenie własnej firmy oznacza, że taka Iga Świątek czy Hubert Hurkacz muszą sami pokrywać koszty związane z ich aktywnością sportową. Koszty, co do których wielu kibiców nie ma świadomości. Tenisista musi opłacić każdy lot, czasem z dnia na dzień po szybkiej porażce, gdy ceny biletów lotniczych są bardzo wysokie. Do tego dochodzą ceny hoteli lub mieszkań na wynajem na czas uczestniczenia w zawodach. To kosztuje sporo, bo np. na czas rozgrywania imprez wielkoszlemowych oferujący noclegi w Paryżu, Nowym Jorku, Londynie i Melbourne zwykle jeszcze podnoszą i tak wysokie już ceny.

O kosztach prowadzenia działalności tenisowej opowiadał 36-letni John Isner w artykule opublikowanym przez "Forbes". Amerykanin jest dziś 24. na świecie, najwyżej w rankingu był 16. - Gdy podróżuję na Wielki Szlem, muszę poszukać miejsca na nocleg dla siebie i zespołu. Oprócz mnie 256 tenisistów i tenisistki [to łącznie ci, co uczestniczą w turnieju głównym i kwalifikacjach — przyp. red.] szuka noclegów w tej samej okolicy w tych samych tygodniach, a to tylko singliści — dodaj do tej listy kibiców, ekipy telewizyjne, pozostałych dziennikarzy oraz całą branżę tenisową — wskazywał Isner. 

Dwa lata temu Isner zamieszkał podczas Wimbledonu w mieszkaniu znajdującym się w niewielkiej odległości od All-England Club. Koszt? Około 30 tys. funtów. - Tymczasem nagroda pieniężna za pierwszą rundę Wimbledonu wynosiła 45 tys. funtów, co w porównaniu z przelotami oraz innymi wydatkami sprawiłoby, że w przypadku szybkiej porażki turniej byłby dla mnie wydarzeniem przynoszącym straty — wyliczał dwa lata temu.

W ramach innych wydatków mieszczą się m.in. koszty utrzymania zespołu, który w przypadku wielu tenisistów składa się z: trenera głównego, trenera od przygotowania fizycznego, osób odpowiedzialnych za marketing a czasem też psychologa. To koszty stałe, bo profesjonalny tenisista opłaca sztab zwykle przez cały rok albo prawie cały. - Płacę za ich loty, gdy podróżujemy po całym świecie co tydzień, a także za hotele i posiłki, gdy jesteśmy w trasie. Gdy wszedłem na wyższy poziom, mogłem pozwolić sobie na korzystanie z pomocy agencji zarządzającej karierą, bym mógł skupić się na wygrywaniu meczów, a nie całej logistyce. Wielu zawodników nie może jednak sobie na to pozwolić — zauważał Isner.

Każdy tenisista płaci podatki od nagród w tych krajach, w których rozgrywane są imprezy tenisowe, często rzędu kilkudziesięciu procent. Organizatorzy turniejów wypłacają zawodnikom kwotę potrąconą o zaliczkę na podatek dochodowy według regulacji danego kraju. W wielu państwach istnieje też obowiązek składania zeznania rocznego i rozliczania się na zasadach ogólnych, ujmując już zapłaconą zaliczkę. Taka sytuacja dotyczy m.in. USA, Wielkiej Brytanii i Francji. 

Kwoty w mediach a realne dochody

To wszystko sprawia, że zarobki tenisistów podawane w mediach są często zupełnie nieadekwatne do ich realnych dochodów. Według oficjalnych danych światowych federacji tenisowych Iga Świątek zarobiła w tym sezonie prawie 2 mln dolarów (1,92 mln), a Hubert Hurkacz minimalnie więcej (2,17 mln). Te kwoty nie uwzględniają kosztów, jakie ponoszą nasi reprezentanci. 

Oboje kończą rok w rankingach WTA i ATP na dziewiątym miejscu na świecie. Są w czołówce najlepiej zarabiających w 2021 roku. Jednak to tylko wąska grupa, do której należą obecnie polscy tenisiści. Większość profesjonalistów uprawiających tenis nie może liczyć na tak wysokie dochody. - Zarobki podane w mediach znacznie różnią od tego, co trafia do kieszeni tenisisty. Kwoty wskazane w mediach a te realne zarobki to co innego — zauważa Isner. 

Do kosztów trzeba jeszcze dorzucić przedsezonowe przygotowania oraz kwoty najtrudniejsze do policzenia — za kilkanaście lat treningów, by znaleźć się w półfinale Wielkiego Szlema, czy wygrać turniej najwyższej rangi WTA

Gol Forestieriego w meczu Torino - Udinese (2:1)Cudowny gol z rzutu wolnego w lidze włoskiej. Ależ przymierzył! [WIDEO]

Tenisiści nie mają takiego komfortu jak przedstawiciele sportów zespołowych. John Isner porównał się do jednego kolegi z parkietów NBA. - Jego praca to rywalizacja. Trenuje, gram. W czasie wolnym mieszka w swoim mieszkaniu, na wyjazdy wskakuję do samolotu drużyny i zatrzymuję się w hotelu wynajmowanym przez drużynę. Jego klub ma pełną listę profesjonalistów, od kadry kierowniczej w centrali przez trenerów, fizjoterapeutów i członków personelu medycznego po cheerleaderki. Wszyscy są opłacani przez klub, by wspierać mojego kolegę i resztę zespołu — wskazuje Amerykanin.

Isner zauważa też, że jego wydatki są w dużej mierze stałym kosztem, niezależnie od tego, ile zarabia. - Staram się nie wyrabiać w sobie nawyku przegrywania przez cały roku w pierwszych rundach, ale tenis to jeden z tych sportów, w których nic nie jest gwarantowane — wskazuje. 

Dwa lata temu Magda Linette opowiadała na konferencji w Poznaniu o tym, jak wyglądają realia zawodowego tenisa, ile co kosztuje. Na pytanie, dlaczego w powszechnej opinii społecznej tenisiści zarabiają wyłącznie duże pieniądze, odpowiadała: „Myślę, że jest to problem dziennikarzy, którzy nie edukują kibiców o tak podstawowych sprawach. Dla mnie jest to tak naprawdę banalne pytanie, które nigdy nie jest zadawane. Z drugiej strony ukazują się artykuły przed czy po turniejach o zwiększaniu puli nagród lub ile, kto zarobił po zwycięstwie. Później tak się kształtuje opinia, która nie do końca jest prawdziwa. Oczywiście zawodnicy ze ścisłej czołówki mają ogromne zarobki, ale to jest tak naprawdę bardzo mały procent tenisistów. Nikt nie informuje o realiach życia tenisisty i jego kosztach"

Tenisiści mają jeszcze ten problem, że jak doznają kontuzji, to często nic nie zarabiają. Pod tym względem piłkarzem czy koszykarze są w dużo lepszej sytuacji. 

Disguised Toast ujawnił, która platforma płaci najwięcej.Płacili streamerom największe pieniądze. Aktualnie platforma już nie istnieje

Lepiej grać w NBA niż w tenisa?

Jeszcze dalej poszedł w ostatnich tygodniach Reilly Opelka. Rodak Isnera, młodszy od niego o dziewięć lat, w rozmowie z portalem Essentially Sports przyznał, że nadal musi liczyć pieniądze. 26. w rankingu ATP Opelka twierdzi, że zarobiłby znacznie więcej w NBA, niż na kortach tenisowych.

Skąd pomysł z NBA? Bo Opelka jest jednym z najwyższych w tourze, ma 2,11 metra wzrostu. Pojawił się w rozgrywkach ATP kilka lat temu, od sezonu 2019 regularnie gra na najwyższym poziomie. Porównując tenisistów i koszykarzy NBA, stwierdził, że ci pierwsi nie są należycie opłacani. Posunął się nawet do oceny, że przeciętny zawodnik NBA zarabia więcej niż czołowy tenisista świata. - Myślę, że jestem świetnym sportowcem, moje ciało porusza się dobrze jak na ponad 2 metry wzrostu. Gdybym był przeciętnym koszykarzem, zarabiałbym 28 mln dolarów rocznie. Zamiast tego zarabiam znacznie mniej — przyznał Opelka, który w tym roku zarobił (bez odliczenia kosztów) 1,1 mln dolarów, a w całej karierze 3,3 mln dolarów. 

Więcej o: