Iga Świątek nie zanotowała udanego debiutu w rozgrywkach WTA Finals w meksykańskiej Guadalajarze. Polka przegrała 2:6, 4:6 z Marią Sakkari po niecałych 90 minutach gry, a tuż przed ostatnią akcją meczu widać było, że Świątek się rozpłakała - Polka odwróciła się na chwilę plecami do rywalki i lekko uderzyła dwa razy rakietą w ścianę.
W drugim spotkaniu rozegranym w tej grupie wiceliderka światowego rankingu Aryna Sabalenka zmierzyła się z Hiszpanką Paulą Badosą (10. WTA). Mecz miał dziwny przebieg. Białorusinka bardzo dobrze zaczęła, bo prowadziła już 4:2 i 40:15 w siódmym gemie. Od tego momentu przegrała jednak aż... dziesięć gemów z rzędu i cały mecz 4:6, 0:6.
Więcej o turnieju WTA Finals przeczytasz również na Gazeta.pl
Sabalenka od komfortowej dla siebie sytuacji zaczęła popełniać mnóstwo błędów. W sumie w całym pojedynku miała ich aż 31 (rywalka 19). Popełniła siedem podwójnych błędów serwisowych, a podawała z zaledwie 41 proc. skutecznością pierwszego serwisu. Katastrofalnie wyglądała również jej skuteczność wygranych punktów po pierwszym podaniu w drugim secie, bo zaledwie 20 proc. przy aż 78 proc. Badosy.
Wiadomo już zatem, że to Sabalenka w sobotę będzie rywalką Igi Świątek w drugim meczu WTA Finals. Natomiast Badosa zmierzy się z Greczynką Marią Sakkari (6. WTA).
Do półfinału WTA Finals awansują dwie najlepsze zawodniczki z każdej grupy. Najpierw o kolejności zdecyduje liczba wygranych. W przypadku, gdyby dwie lub trzy zawodniczki miały podobny bilans na zakończenie fazy grupowej, to na samym początku pod uwagę brana jest liczba rozegranych meczów (tylko w wypadku dołączenia zawodniczek rezerwowych), bilans bezpośrednich spotkań w turnieju, a później - najwyższy procent wygranych setów oraz gemów.