W tenisie bitwa o zarobki trwa. 10 euro pokazało kobietom miejsce w szeregu. "Dziecinada"

Dominik Senkowski
W tenisie wyrównywanie zarobków dla kobiet i mężczyzn rozpoczęło się w 1973 roku i postępuje od lat. Ale tylko w największych, najważniejszych turniejach i na dodatek przy sporej dawce kontrowersji. Przeciwni temu są m.in. czołowi tenisiści świata - Rafael Nadal i Novak Djoković.

Do lat 70. ubiegłego wieku tenisistki zarabiały znacznie mniej od kolegów z kortów i to bez względu na kategorię turniejów. Wszystko zmieniło się w 1973 roku, gdy US Open jako pierwszy turniej wielkoszlemowy dokonał zrównania pul nagród w rywalizacji singlowej. Śladem Amerykanów poszli Francuzi na Roland Garros (2007), Brytyjczycy na Wimbledonie (2007) oraz Australijczycy podczas Australian Open (2001).

Zobacz wideo Polska siła tenisa. Hubert Hurkacz i Iga Świątek robią furorę, a ile zarabiają?

Równiej niż wcześniej

Wysokość nagród jest dziś równa także w kończących sezon Turniejach Mistrzów i Mistrzyń oraz w zawodach Pucharu Davisa i Pucharu Billie Jean King (dawny Puchar Federacji). Środowisko kobiecego tenisa nieprzypadkowo wybrało za patronkę tych ostatnich rozgrywek właśnie Billie Jean King. Amerykanka to nie tylko jedna z najwybitniejszych kobiet w historii całego zawodowego sportu (39 tytułów wielkoszlemowych, a 12 w singlu), ale także bojowniczka w walce o równouprawnienie tenisistek - w tym finansowe.

Największy skandal z jej udziałem wybuchł podczas US Open 1972. W singlu wygrali Billie Jean King oraz Ilie Nastase. Rumun otrzymał o 15 tys. dolarów wyższą nagrodę od Amerykanki. Ta zagroziła, że zbojkotuje kolejne edycje nowojorskiej imprezy, więc przestraszeni organizatorzy od kolejnego sezonu wypłacali już zrównane nagrody.  

Matty Cash już z polskim paszportem. Sprawa lada chwila trafi do FIFAFIFA podejmuje decyzję ws. gry Matty'ego Casha dla Polski. Dokumenty gotowe

Rzym symbolem absurdu

Sezon tenisowy to jednak nie tylko Wielki Szlem, turnieje kończące sezon oraz zmagania reprezentacyjne. To także, a może przede wszystkim, rozgrywki pod egidą federacji WTA oraz ATP. I w tych turniejach zarobki tenisistów nadal są wyższe niż tenisistek. Niekiedy dochodzi do absurdalnych sytuacji, jak w zeszłym roku w Rzymie.

Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl

Wśród kobiet najlepsza była wtedy Simona Halep, wśród mężczyzn Novak Djoković. Rumunka otrzymała 205 190 euro, Djoković 205 200 euro. Różnica? 10 euro. - Trudno pozbyć się wrażenia, że organizatorzy za wszelką cenę chcieli pokazać tenisistkom ich miejsce w szeregu. Tym bardziej, że jak napisał na Twitterze Ben Rothenberg z "New York Times": "Całkiem zabawne, że Rzym, który od dawna ma nierówne nagrody pieniężne, był tak blisko przyznania równych nagród zarówno finaliście oraz finalistce, jak i zwycięzcy oraz zwyciężczyni. Jednak nagle postanowiono zmniejszyć nagrodę dla zwyciężczyni o 10 euro, by utrzymać przewagę mężczyzn, chociaż nieznacznie" - pisaliśmy o tej sytuacji. 

Michał Listkiewicz uderza w Sousę i Bońka. 'To było jakieś zaniedbanie i zaniechanie'Michał Listkiewicz jest blisko nowego klubu. Zagranicznego!

- To dziecinada. Nie wiem, czym kierowano się, podejmując takie decyzje. Ciężko to nawet komentować. I nie chodzi mi o to, że Djoković zarobi więcej od Halep. Dokładnie tak samo byłabym oburzona, gdyby to Halep miała otrzymać o 10 euro więcej od Djokovicia. Po prostu trudno to zrozumieć - mówiła Joanna Sakowicz-Kostecka, komentatorka Eurosportu, była tenisistka.

Djoković i Nadal przeciwni

Wielu byłych i aktywnych tenisistów uważa jednak inaczej. W tym m.in. giganci Rafael Nadal i Novak Djoković. Hiszpan pytany w 2018 roku przez włoski magazyn "lo Donna" o zarobki tenisistów i tenisistek powiedział: - To porównanie, którego nawet nie powinniśmy robić. Modelki zarabiają więcej niż modele i nikt nic nie mówi. Dlaczego? Ponieważ gromadzą większą widownię.

- Statystyki wyraźnie pokazują, że na nasze mecze przychodzi więcej kibiców. To jedna z przyczyn, dla których nasze pule nagród powinny być wyższe. Dostępne dane oglądalności telewizyjnej, sprzedaży biletów czy gadżetów wskazują, kto dla tenisa zarabia więcej, więc te pieniądze powinny być sprawiedliwie dzielone - wskazywał zaś Djoković.

Wyrównywać czy nie wyrównywać?

Argumenty obu stron są znane od dawna. Jedni wskazują, że tenisiści spędzają więcej czasu na korcie, w Wielkim Szlemie grają do trzech wygranych setów i należą im się większe pieniądze. Inni twierdzą, że tenisistki grają na miarę swoich możliwości i dlatego powinny zarabiać podobnie jak koledzy z rozgrywek ATP.

Nawet jeśli uznamy, że w ciągu ostatnich 15 lat męski tenis przyciągał więcej kibiców niż kobiecy - choć brak ku temu dostatecznych danych - zdaniem wielu to głównie zasługa wyjątkowych okoliczności. Nigdy wcześniej nie zdarzyło się tak, by w jednym okresie rywalizowali ze sobą trzej najwybitniejsi tenisiści w historii. Roger Federer, Rafael Nadal i Novak Djoković zdominowali rozgrywki, każdy z nich ma po 20 tytułów wielkoszlemowych.

Czołowy tenisista ostatnich lat Amerykanin Mardy Fish nazwał "pechowcami" tych, którzy uczestniczyli lub uczestniczą w rozgrywkach męskiego tenisa w czasach dominacji "Wielkiej Trójki". Możliwość rywalizacji z największymi w historii to małe pocieszenie, bo to ci najlepsi zgarnęli większość tytułów możliwych do zdobycia.

Rywalizacja herosów napędza zainteresowanie męskim tenisem, ale taka sytuacja nie będzie jednak trwać wiecznie. Federer jest bliski zakończenia kariery, Nadal ma coraz więcej problemów zdrowotnych, Djoković po kapitalnym sezonie 2021 został w US Open zatrzymany przez Daniła Miedwiediewa i nie zdobył klasycznego Wielkiego Szlema.

Zainteresowanie kibiców

Męski tenis bez Djokovicia, Nadala i Federera z jednej strony może być ciekawszy, mniej przewidywalny, ale z drugiej może stracić tych kibiców, którzy uwielbiają wybitne jednostki, dominatorów. Rywalizacja może być tak wyrównana jak dziś w kobiecych rozgrywkach, w których przed każdym turniejem wielkoszlemowym trudno zgadnąć nazwisko zwyciężczyni. Największa sensacja ostatnich lat to skład niedawnego finału pań na US Open, gdy zmierzyły się nastolatki Emma Raducanu i Leylah Fernandez.

Owszem, w kobiecych rozgrywkach liderek pokroju sióstr Williams, Marii Szarapowej czy Justin Henin, ale równocześnie stacja ESPN podała zaskakujące informacje po zakończeniu US Open. Okazało się, że ostatni finał kobiet w Nowym Jorku przyciągnął więcej widzów niż finał panów. W szczytowym momencie pojedynek Raducanu z Fernandez oglądało 3,4 mln osób (średnio 2,44 mln). Mecz Djokovicia z Miedwiediewem śledziło maksymalnie 2,7 mln (średnio 2,05 mln).

To liczby pokazują, że nie ma twardych danych, na podstawie których można przewidzieć zainteresowanie kibiców. Inna sprawa, że kwestią sporną wciąż pozostaje to czy - i na ile - zainteresowanie fanów powinno być wyznacznikiem zarobków w tenisie.

Więcej o: