Trwa najbardziej intensywny sezon w karierze Igi Świątek. Polka rozegrała w tym roku już 45 spotkań. Bilans ma bardzo korzystny 33:12. Do tego dochodzą dwa wygrane turnieje (Adelajda, Rzym), minimum czwarta runda każdego z czterech turniejów wielkoszlemowych. Polka jest bardzo równa, coraz trudniej ją pokonać. Widać jednak także pewne niedoskonałości w grze, które mogą niepokoić.
W tym sezonie Świątek przegrała pierwszego seta 12 razy. Aż dziewięć razy w takim przypadku schodziła z kortu pokonana. Jedyne zwycięstwa, mimo straty pierwszego seta, odniosła nad: Kają Juvan w Melbourne, Barborą Krejcikovą w Rzymie i podczas US Open z Fioną Ferro. Jednocześnie z 12 porażek Polki w ostatnich 12 miesiącach aż dziewięć miało miejsce po przegraniu pierwszej partii. Ta statystyka mówi wiele.
Trudno pozbyć się wrażenia, że naszej tenisistce brakuje planu B albo nie potrafi go wcielić w życie na korcie. Gdy nie wchodzi dobrze w spotkanie, rywalka przejmuje kontrolę nad meczem, gra Świątek załamuje się. Tak też było w sobotnim starciu z Marią Sakkari w Ostrawie. Greczynka serwowała lepiej, była bardziej zdecydowana w czasie wymian i zasłużenie wygrała 6:4, 7:5. Polce nie pomogła nawet próba powrotu w drugiej partii. Zaryzykowała wtedy, zagrała odważniej, ale było za późno, Greczynka przetrzymała jej ataki i to ona wystąpi w niedzielę w finale.
Nie raz miałem okazję rozmawiać z Wojciechem Fibakiem o spotkaniach z udziałem Igi Świątek. Gdy do rozmowy przychodziło po porażce Polki, wracał ten sam temat. - Nasza tenisistka nie potrafiła znaleźć innego sposobu gry, niż ten, który zwykle gwarantuje jej punkty i przegrała - mówił Fibak w maju po przegranej z Ash Barty w Madrycie.
-U Igi najważniejsza jest regularność tych niebezpiecznych uderzeń. Choćby w pierwszym secie trzeciej rundy z Fioną Ferro strata kilku gemów z rzędu wynikała właśnie z chwilowej utraty regularności. Pojawiło się więcej błędów ze strony Igi. Były uderzenia nieczyste. W takich sytuacjach jej tenis nie istnieje, rozsypuje się. Ona chce wygrywać, nie czeka na błędy rywalki. Nie może nagle zmienić taktyki, grać pod górę. To nie jest jej gra - wskazywał po przegranej w Australian Open z Simoną Halep, ale opis idealnie pasowałby także do końcówki sobotniego meczu z Maria Sakkari. Polka ryzykowała, ale popełniała zbyt wiele błędów i to Greczynka mogła cieszyć się ze zwycięstwa.
Problemem zdają się być także mecze z rywalkami, które grają równie mocno jak Polka, a nawet mocniej. Taki styl gry charakteryzuje Ons Jabeur, Paulę Badosę czy Marię Sakkari, z którymi Iga Świątek przegrała od czerwca łącznie cztery spotkania. Jeśli przeciwniczka uderza równie mocno, potrzeba innego pomysłu, jak ją zaskoczyć.
Jest jeszcze jedna statystyka, która może niepokoić. W tym roku w Wielkim Szlemach nasza tenisistka nie wygrała z rywalkami z top 25 rankingu. Zwycięstwo w piątek w Ostrawie nad Jeleną Rybakiną było jej pierwszym triumfem nad zawodniczką z top 20 od majowej imprezy w Rzymie. Rybakina sklasyfikowana jest obecnie na 16. miejscu na świecie.
Mimo porażki w półfinale w Ostrawie Polka awansuje w poniedziałek na czwarte miejsce w rankingu WTA, najwyższe w karierze. Dalej jest w grze o udział w listopadym Turnieju Mistrzyń. W Meksyku zagra jedynie osiem najlepszych tenisistek tego roku i jeśli Polka chce odnieść tam sukces, musi poradzić sobie z problemami, jakie trapią jaką w ostatnich miesiącach. Kolejny przystanek Świątek to prestiżowy turniej w Indian Wells, który rusza 4 października.