"Wojna płci". Najważniejszy mecz w historii tenisa. "Kobiety nadają się do kuchni i sypialni"

Dominik Senkowski
Serena Williams czy Naomi Osaka mogą dziś zarabiać tyle samo co Novak Djoković czy Rafael Nadal i cieszą się nie mniejszym zainteresowaniem niż tenisiści. Ale nie zawsze tak było. Wszystko zmieniło się dokładnie 48 lat temu, gdy rozegrano najważniejszy mecz "Wojny płci".

Zaskakujące dane prosto z Ameryki. Stacja ESPN poinformowała, że ostatni finał US Open kobiet przyciągnął więcej widzów niż finał panów. W szczytowym momencie pojedynek Emmy Raducanu z Leyhlą Fernandez oglądało 3,4 mln osób (średnio 2,44 mln). Mecz Novaka Djokovicia z Daniłem Miedwiediewem śledziło maksymalnie 2,7 mln (średnio 2,05 mln). I to mimo że w żeńskim finale spotkały się dwie nastolatki, nieznane przed US Open szerszej publiczności, a gdy Djoković podchodził do meczu z Miedwiediewem, miał szansę na zdobycie klasycznego Wielkiego Szlema.

Zobacz wideo "Nie wymagajmy od Igi Świątek, żeby za każdym razem była superpoważna i superskupiona"

Kobiecy tenis jest coraz bardziej popularny, zarobki tenisistek w turniejach wielkoszlemowych są zrównane z zarobkami tenisistów. Naomi Osaka jest na 12. miejscu w najnowszym rankingu najbogatszych sportowców przygotowanym przez magazyn „Forbes". Za nią są m.in. Rafael Nadal i Novak Djoković.  

Wojna płci

Dziś tenisistki cieszą się nie mniejszym szacunkiem niż ich koledzy z kortu, ale nie zawsze tak było. Fundamentalne znaczenie dla zmiany postrzegania kobiecego tenisa miała tzw. Wojna płci. Pod tą nazwą kryje się seria pokazowych spotkań tenisowych między kobietami i mężczyznami. Pierwszy taki mecz odbył się w 1888 roku w brytyjskim Exmouth, gdzie spotkali się ówcześni mistrzowie Wimbledonu: Ernest Renshaw pokonał Lottie Dod 2:6, 7:5, 7:5.

Najważniejszy pojedynek z tej serii rozegrano prawie sto lat później. W poniedziałek 20 września mija dokładnie 48 lat od meczu Billie Jean King - Bobby Riggs. Meczu, który doczekał się nawet filmowej ekranizacji. W filmie „Wojna płci" wystąpili Emmą Stone i Steve Carell. Choć spotkanie miało charakter wyłącznie pokazowy, na trybunach hali w Houston zasiadło ponad 30 tys. osób. Transmisję w telewizji ABC śledziło 50 mln widzów w USA, a 90 mln na całym świecie. 

To było nie tylko starcie płci, lecz także pokoleń. Riggs w 1973 roku miał 55 lat, był uzależniony od hazardu. Po zakończeniu profesjonalnej kariery dalej grał w tenisa amatorsko, ewentualnie w golfa. Za każdym razem obstawiał wysokie sumy. Pieniędzy mu nie brakowało, bo czerpał z rodzinnej firmy, sporo zarobił też na korcie. W 1939 wygrał Wimbledon w singlu, deblu i mikście. Nie byłby sobą, gdyby przed rozpoczęciem turnieju nie postawił pieniędzy na własne zwycięstwo. Za postawione 100 funtów wygrał ponad 20 tys. Zawsze lubił wyzwania, ale starcie z Billie Jean King było w tej mierze wyjątkowe.

Rewolucjonistka

Amerykańska tenisistka miała wówczas 29 lat. Była najlepsza na świecie, w całej karierze wywalczył aż 39 tytułów wielkoszlemowych (12 w singlu). Riggs był jej idolem z młodości. Nie chciała jednak spełniać wyłącznie dziecięcych marzeń. King od początku kariery postawiła sobie za cel walkę o równouprawnienie tenisistek, które nie miały w tamtych czasach własnej profesjonalnej organizacji, a zarabiały znacznie mniej od mężczyzn. 

Największy skandal wybuchł podczas US Open 1972. W singlu wygrali Billie Jean King i Ilie Nastase. Rumun otrzymał o 15 tys. dolarów wyższą nagrodę od Amerykanki. Ta zagroziła, że zbojkotuje kolejne edycje nowojorskiej imprezy. Organizatorzy US Open wyrównali nagrody, jako pierwsi w Wielkim Szlemie. W ślad za nimi poszli w Paryżu, Melbourne i Londynie. To był wielki sukces Billie Jean King, która kilka miesięcy później założyła razem z koleżankami z kortów organizację WTA, która do dziś reprezentuje kobiecy tenis. 

Jak finał Wielkiego Szlema

W klimacie wojny płci organizowano także sam mecz pomiędzy King a Riggsem. Były mistrz wielokrotnie przekonywał, że kobiety są gorsze od mężczyzn, „nadają się do kuchni i sypialni, a nie do sportu". Niektórzy twierdzą, że wcale nie był szowinistą, tylko chciał tak nakręcić zainteresowanie pojedynkiem. Jednak żaden tenisista rywalizujący w meczach z serii „Wojny płci" tak się nie zachowywał. 

Nic dziwnego, że kibice na trybunach w Houston byli bardzo podzieleni. Część wspierała Riggsa, inni najlepszą wówczas tenisistkę świata w koszulkach z wizerunkiem świni i hasłem „męski szowinista". Ona została wniesiona na kort na lektyce przez kilku dobrze zbudowanych mężczyzn. Miała wyglądać jak Kleopatra. On wjechał na kort w rikszy, którą ciągnęło kilka kobiet. Atmosfera amerykańskiego show, ale King podeszła do meczu bardzo poważnie.

 

W przeciwieństwie do Riggsa, który był ponoć tak pewny siebie, że w ostatnich tygodniach przed spotkaniem trenował specjalnie rzadziej, więcej zaś korzystał z alkoholu. Był nieustannie obecny w mediach, gdzie nakręcał wojnę damsko-męską, narzekając na kobiety. Gdy wszedł na kort, zrozumiał, że King będzie walczyć jak w finale wielkoszlemowym. Amerykanka wygrała 6:4, 6:3, 6:3. Wygrała dla siebie, ale przede wszystkim dla kobiecego tenisa. Był to kolejny krok na drodze do równouprawnienia tenisistek. Amerykańskie media nazwały ten mecz „najważniejszym w historii tenisa".

Ryszard CzarneckiRyszard Czarnecki już wie, kto powinien zostać nowym trenerem Polaków. "To świetnie"

Nie brakowało spekulacji, że pojedynek został ustawiony. Nikogo by to nie zdziwiło po doświadczeniach hazardowych Riggsa. Amerykanin został nawet przebadany wykrywaczem kłamstw. Wyszło, że nie oszukiwał. Nie wszystkich to przekonało, ale krytykom nie udało się pozbawić tego meczu wyjątkowego charakteru. 

Billie Jean King jest jedną z najważniejszych działaczek na rzecz kobiecego sportu.  Jej imieniem nazwano w 2006 roku kompleks sportowy, na którym rozgrywany jest turniej US Open. Dwa lata temu Puchar Federacji, drużynowe rozgrywki kobiecego tenisa, zmienił nazwę na Puchar Billie Jean King. 

Króciutko. Mauricio Pochettino reaguje na zachowanie Leo MessiegoKróciutko. Mauricio Pochettino reaguje na zachowanie Leo Messiego

Więcej o: