Jasna deklaracja Huberta Hurkacza przed igrzyskami w Tokio. A to nie koniec: Chcę oba!

- Mam motywację żeby jak najszybciej podnieść puchar za wygranie Wimbledonu. Wiem, że będą kolejne okazje - mówi Hubert Hurkacz. Najbliższe okazje na sukces półfinalista Wimbledonu będzie miał na igrzyskach Tokio 2020. - Przeżywałem już dwutygodniowe siedzenie w pokoju w Australii. Przeszliśmy jako tenisiści chyba już wszystkie możliwe formy obostrzeń, to i z tymi w Tokio sobie damy radę. Zrobię wszystko, żeby przywieźć medal - mówi nam Hurkacz.

Hubert Hurkacz wyleciał do Tokio w sobotę. On i Iga Świątek, która od kilku dni jest już w Japonii, to nasze medalowe nadzieje. Oboje zagrają w singlu, a także stworzą pary z Łukaszem Kubotem w deblu i mikście.

Kilka dni temu Iga, zwyciężczyni Roland Garros 2020, i Hubert, półfinalista Wimbledonu 2021, zmierzyli się w pokazowych meczach w Gdyni. Zarówno miksta (para Świątek/Marcin Matkowski kontra para Klaudia Jans-Ingacik/Hurkacz), jak i singla wygrała Iga.

Swoich rywali na igrzyskach Świątek i Hurkacz poznają już 22 lipca. A turnieje ruszą 24 lipca. - Powiem tylko, że zrobię wszystko, żeby przywieźć medal - zapowiada Hubert w rozmowie ze Sport.pl

Zobacz wideo Życiowy sukces Hurkacza. "To jest spełnienie marzeń każdego tenisisty"

Łukasz Jachimiak: Pytam Cię jako podobno fana polskich komedii - czy po meczach z Igą Świątek przypomniałeś sobie scenę z "Seksmisji" z kultowym "Kobieta mnie bije"?

Hubert Hurkacz: Oczywiście lubię "Seksmisję". W Gdyni najważniejszy był cel - zebranie funduszy na wsparcie dzieci, które są pod opieką Akademii Przyszłości, spotkanie z naszymi kibicami i dobra zabawa na korcie. Chcieliśmy też pokazać trochę dobrego tenisa w luźnej i sympatycznej formule meczu pokazowego i po reakcjach publiczności mam wrażenie, że to się udało. A Iga bije piłki bardzo mocno i bardzo celnie i trzeba z nią grać zawsze na poważnie. To był bardzo udany dzień.

Przyjechałeś do Gdyni po półfinale Wimbledonu i chyba mimo porównania ze świątynią tenisa Gdynia zrobiła na tobie wrażenie?

- Każdy występ przed polską publicznością jest dla mnie szczególny. Czy to Poznań, Bytom czy teraz Gdynia, to uwielbiam grać dla polskich kibiców. Bardzo też cenię ich obecność i wsparcie na kortach za granicą. A są wszędzie! Super było zobaczyć pełne trybuny w Gdyni i powrót kibiców po covidzie.

Lidl w zabawny sposób odniósł się do zwycięstwa Huberta Hurkacza w ćwierćfinale WimbledonuZnamy szczegóły przeprowadzki Hurkacza do Monako. Podważają zarzuty wobec tenisisty

Proszę cię o szczerość - jak trudno było ci zaakceptować, że przegrałeś półfinał Wimbledonu?

- Było trudno. Na turniej nie jedzie się po to, żeby zagrać półfinał, tylko po to, żeby go wygrać. Dzięki pokonywaniu kolejnych rywali pewność siebie rośnie. Wtedy chce się więcej, czujesz się coraz mocniejszy.

A czy to prawda, że poczucie straconej szansy na jeszcze lepszy wynik było w tobie większe od radości?

- Nie traktuję tego jak straconej szansy, tylko raczej jako motywację, żeby jak najszybciej podnieść puchar za wygranie Wimbledonu. Moim zadaniem będzie wykorzystać te kolejne nadarzające się okazje, bo wiem, że takie będą. Trudno też mówić o radości z przegranego meczu.

A jak teraz, kilka dni po wszystkim, patrzysz na półfinał Wimbledonu? Doceniasz go bardziej niż w pierwszej chwili?

- Szczerze mówiąc, czuję niedosyt, bo wiem, że byłem blisko. Jestem zadowolony z całego turnieju, z jego przebiegu, z mojej gry, ale mam niedosyt. Matteo Berrettini był mocny, zagrał fantastyczne zawody. Ja miałem swoje szanse, starałem się trzymać serwis, wywierać presję, grać agresywnie. Ale wygrał Matteo.

Chwilę wcześniej, w ćwierćfinale, wygrałeś 3:0 z Rogerem Federerem. Trudno ci było mentalnie się w tym wszystkim odnaleźć?

- Starałem się wyłączyć emocje i skupić się na nadchodzącym półfinale, ale oczywiście spełnienie jednego z marzeń z dzieciństwa działa na wyobraźnię. Na turnieju nie ma czasu na świętowanie, na euforię, bo zaraz masz następny mecz, który jest jeszcze ważniejszy. Starałem się opanować myśli, skupić na regeneracji, taktyce, zadaniach do wykonania.

Opowiedz proszę więcej, co się u ciebie działo po meczu z Federerem. Może dostałeś jakieś niesamowite gratulacje? Co tamtego wieczora już po zwycięstwie zrobiło na tobie największe wrażenie?

- Skala napływających gratulacji, życzeń i wsparcia mnie zaskoczyła. To jest mega fajne uczucie, jak wiesz, że tak wiele osób ci dobrze życzy i trzyma za ciebie kciuki. Niestety nie mogłem wszystkim podziękować osobiście, bo było tego naprawdę bardzo dużo. Wszystkim kibicom bardzo dziękuję za wsparcie! W czasie turnieju nie ma za dużo czasu, żeby zaglądać do mediów, ale oczywiście te głosy do mnie docierały i były dla mnie bardzo ważne.

Iga Świątek zostawiła wiadomość polskim siatkarzom. Ich rozmowa stała się hitem!Iga Świątek zostawiła wiadomość polskim siatkarzom. Ich rozmowa stała się hitem!

Co będzie dla ciebie ważniejsze na igrzyskach w Tokio - występ w singlu czy w deblu? Potrafisz ocenić, gdzie masz większe szanse na medal?

- Nie mieliśmy zbyt wielu okazji, żeby potrenować z Łukaszem Kubotem. Ale Łukasz jest fantastycznym tenisistą i człowiekiem i z jego wsparciem wszystko staje się łatwiejsze. Będę chciał powalczyć o medale w obu startach. Turniej na igrzyskach jest specyficzny, ważne będzie losowanie, drabinka, dyspozycja dnia. Ale najważniejsze zawsze jest to, w jakiej to ja jestem dyspozycji na korcie i jak ja zrealizuję założenia. Powiem tylko, że zrobię wszystko, żeby przywieźć medal.

Ile miałeś lat, gdy poznałeś Łukasza? Pamiętam, że podawałeś mu piłki. Czy tobie się marzyło, że kiedyś z nim zagrasz na igrzyskach?

- Trudno mówić o poznaniu Łukasza, gdy miałem 9 lat i podawałem mu piłki. Ale tak, byłem jego kibicem i oczywiście pamiętam ten turniej. Wtedy, gdy byłem mały, to takie myślenie było bardzo odległe. Stawało się realne pod koniec 2019 roku i w 2020 roku. Wtedy rzeczywiście poczułem, że to możliwe. I cieszę się, że będziemy mogli zagrać razem. To jedno z moich sportowych marzeń.

Adam Małysz w Centralnym Ośrodku Sportu w Zakopanem, 11.11.2019.Adam Małysz o Idze Świątek i Hubercie Hurkaczu. Piękne słowa

Co możesz powiedzieć o kortach w Tokio? Na ile je znasz? Czy to może być podobna nawierzchnia do tej z Miami, gdzie w kwietniu wygrałeś turniej ATP 1000?

- W Tokio zagramy na kortach twardych, które znam bardzo dobrze i lubię. Nawierzchnia jest taka sama jak ta wykorzystywana w turniejach w USA, co mi pasuje. Dochodzi wiele innych czynników jak temperatura czy wilgotność powietrza - ale one są takie same dla każdego tenisisty, który zagra w Tokio. Najważniejsza będzie umiejętność adaptacji i zagrania swojego najlepszego tenisa.

Czy na igrzyskach będą z tobą wszyscy ważni ludzie ze sztabu? Trener leci razem z tobą z Polski?

- Tak. Lecę z Craigiem Boyntonem i z Przemkiem Piotrowiczem. Czyli z ludźmi, z którymi pracuję najwięcej i najczęściej.

Czy szczególny reżim sanitarny w Tokio jakoś cię niepokoi?

- Nie jest to łatwe ani komfortowe, ale jestem przyzwyczajony do reżimu, do gry w bańce. Przeżywałem już dwutygodniowe siedzenie w pokoju w Australii. Przeszliśmy jako tenisiści chyba już wszystkie możliwe formy obostrzeń, to i z tymi w Tokio sobie damy radę. Ważne jest, żeby się jak najlepiej adaptować i być jak najlepiej przygotowanym do startu.

Jakie masz skojarzenia z igrzyskami? Pamiętasz, które śledziłeś jako pierwsze?

- Nigdy nie siedziałem zbyt dużo przed telewizorem, zawsze wolałem sam grać w tenisa czy koszykówkę jako dziecko i rywalizować. Ale w tamtym czasie na pewno byłem kibicem Rogera Federera. Pamiętam start Rafy Nadala w Pekinie czy Andy'ego Murraya w Londynie, gdy pokonał Rogera. Igrzyska zdecydowanie działają na wyobraźnię!

Gdybyś mógł wybrać, to wziąłbyś medal z Tokio czy wygranie US Open, które będzie tuż po igrzyskach?

- Oba! Chciałby w karierze wygrać obie te imprezy. Ale igrzyska są pod wieloma względami wyjątkowe.

Rozmowa przeprowadzona po pokazowym występie Huberta Hurkacza 13 lipca w Gdyni.