"Pytam się, który Hurkacz jest prawdziwy? Po meczu z Berrettinim mam niedosyt. Zdecydowanie"

Nadzieje były spore, ale Hubert Hurkacz przegrał z faworyzowanym Matteo Berrettinim (6:3, 6:0, 6:7, 6:4) w półfinale Wimbledonu. O niedosycie w tym meczu, nierównej grze Polaka i gloryfikowaniu jego niedawnej wygranej z Rogerem Federerem opowiedział nam komentator Eurosportu, Karol Stopa.

Hurkacz z Berrettinim miał obiecujący początek, fatalnie przegrany do zera drugi set i pełną walki trzecią partię. W jej tie-breaku Polak przedłużył swoje szanse na odmianę wyniku całej rywalizacji, ale poległ w czwartym secie. Karol Stopa, komentator Eurosportu na mecz z Włochem patrzy jak na do połowy pustą szklankę. 

Zobacz wideo "To nie będzie koniec Rogera Federera"

- Po meczu z Berrettinim zdecydowanie mam niedosyt. Przypomniały mi się mecze Hurkacza, które w tym roku komentowałem. On czasem wpada w jakieś niepełne zaangażowanie, w taki letarg. Nie mówię, że to jest coś celowego. Być może chodzi o jakiś odpoczynek, może o sprawy psychiki. Nie wszyscy ludzie potrafią przecież operować na maksymalnym zaangażowaniu przez długi czas. Jeśli Hubert przy tym niepełnym zaangażowaniu gra źle, to całościowo jego mecz wygląda dramatycznie. Przypomnę tylko jego tegoroczną porażkę w Melbourne, w Paryżu, czy zeszłoroczną przegraną w Australii. To były spotkania, po których człowiek zgrzytał zębami. Z drugiej strony natomiast widzieliśmy też Hurkacza wygrywającego w Miami, mającego świetne fragmenty z Berrettinim. No to ja się pytam, który Hubert jest prawdziwy? - zastanawia się Stopa. 

Hubert Hurkacz"Jeszcze niejednego z nas zaskoczy" - eksperci komentują porażkę Hurkacza. Boniek też dołączył do dyskusji

"Wolimy twoje zwycięstwo, niż wolny internet"

Zdaniem komentatora, nadzieje związane ze spotkaniem z Berrettinim były duże, bo atmosferę polskiego triumfu podgrzewały media, natomiast starcie ze Szwajcarem należy ocenić z dystansem i obiektywnie.  

- Federer był nadzwyczajny, to musimy jednak powiedzieć w czasie przeszłym. Czy dokonanym to zależy już od Szwajcara. 40 lat ma tu jednak swoje znaczenie. To widać też na przykładzie Sereny Williams. To przecież nie jest tak, że w tenisa grają na wyczynowym poziomie ojcowie z synami, czy matki z córkami, bo to są sytuacje abstrakcyjne. Czterdziestolatek z dwudziestolatkiem mierzyć się nie może. Zresztą Międzynarodowa Federacja Tenisowa wymyśliła kategorie dla sportowców, którzy kończą kariery i jej kategorie zaczynają się od 35 lat, kolejna jest dla 40-latków i tak dalej. Federer zatem od 5 lat jest już po drugiej stronie tęczy - tłumaczy nam Stopa. Jego zdaniem wygraną Polaka ze Szwajcarem należy docenić, ale nie przecenić, bo Szwajcar nie jest już tym zachwycającym zawodnikiem.

- Ja rozumiem, że dochodzą kwestię biologii, dobrego prowadzenia się, odnowy, sposobu żywienia, ale nie oszukujmy się że 40-latek wyjdzie na kort i będzie w stanie grać 7 pojedynków w krótkim czasie. On zagra może dwa, trzy dobre mecze, czwarty to będzie za dużo. U Federera i Williams to już widać. Dlatego radziłbym ten poziom zachwytu nad nimi obniżyć. Nawet taka forteca jak Rafael Nadal przewróciła się w tym roku na paryskich kortach. To my ciągle patrzymy na te wielkie nazwiska i mamy względem ich pobożne życzenia. Ludzie jak widzą Federera na korcie, dostają amoku, czy to w Nowym Jorku, Paryżu czy nawet widzieliśmy to na widowni w Londynie. Pamiętam taki napis kierowany do Szwajcara na trybunach w Chinach podczas jednego z turniejów: Wolimy twoje zwycięstwo, niż wolny internet. Rany boskie, to jest jakaś religia. Zjawisko socjologiczne, które wymaga opracowania. Dziwię się tylko światowym mediom, które mecz Federera z Hurkaczem, określiły jako sensację, czy szwajcarski wstyd. Stało się coś dziwnego, bo złamana została jedna z zasad, wydawałoby się nieśmiertelnych: że Federer nie będzie przegrywał do końca życia - uśmiecha się Stopa.

To koniec Sereny Williams? Boris Becker: Ona ledwo może prosto chodzićTo koniec Sereny Williams? Boris Becker: Ona ledwo może prosto chodzić

Niech w Tokio będzie jak w Miami

Komentator ma nadzieję, że doświadczenie zebrane na Wimbledonie, niedawne dobre występy na twardych kortach w Miami, za kilka tygodni zaprocentują Hurkaczowi na igrzyskach olimpijskich. 

- W Tokio liczę na to, ze Hubert sobie przypomni jak grał w Miami. Ten start na igrzyskach na twardej nawierzchni, to będzie wejście na kort po nieudanej grze na ziemi i po średnio udanej serii na trawie zakończonych marszrutą do półfinału Wimbledonu. Jeśli Hubert wróci do tego co pokazywał w Miami, to przy założeniu, że nawierzchnia twarda przy jego stylu jest mu najbliższa, to w Tokio może wypaść znakomicie. On się ciągle rozwija. Nabiera doświadczeń, których nie da się nauczyć na treningu, a tylko przez starty na turniejach. Nawet przy takich porażkach jak z Berrettinim - kończy Stopa. Igrzyska z udziałem polskich tenisistów zaczną się 23 lipca. 

Więcej o: