Magda Linette nie odniosła największego sukcesu w karierze w turnieju wielkoszlemowym. Polka zaciekle walczyła z Hiszpanką Paulą Badosą przez 2,5 godziny, ale ostatecznie Linette przegrała 7:5, 2:6, 4:6. - Sama na początku popsułam trochę piłek. A końcówka... Jestem rozczarowana. Miałam tak naprawdę wszystko w swoich rękach, a nie wykorzystałam tego, więc to na pewno bardzo boli - zaznaczyła na konferencji prasowej.
Polka w otwierającej partii bardzo dobrze serwowała, miała 76 proc. skutecznością pierwszego podania (Badosa tylko 45 proc.). Problemy nadeszły w dalszej cześci gry, gdy Linette przegrała dwa swoje pierwsze gemy serwisowe i potem nie była już w stanie odrobić strat. Polka przede wszystkim nie serwowała już tak skutecznie (53 proc.).
- Na pewno jestem rozczarowana, że dostałam kolejną srogą lekcję. Miałam wrażenie, że już naprawdę wyciągnęłam lekcję po Rolandzie Garrosie i że będzie dużo lepiej... I było lepiej, bo wyciągnęłam pierwszego seta. Ale mimo wszystko czegoś mi zabrakło, więc jest to naprawdę rozczarowujące, że tyle czasu mi niektóre rzeczy zabierają - podkreśliła polska tenisistka.
- Nie wiem, szczerze mówiąc, co dokładnie się stało. Miałam problem z plecami. Na trawie to gdzieś tam inne części ciała dostają trochę w kość. Nie miałam teraz takiego okresu po przejściu na tę nawierzchnię, by się przygotować. Weszłam i grałam trzysetowe trudne mecze. Niestety, tak to wygląda. Na pewno pomogły mi te tabletki przeciwbólowe, od trzeciego seta było dużo, dużo lepiej - dodała.
Magda Linette bardzo dobrze rozpoczęła rywalizację na kortach Wimbledonu. W I rundzie pokonała, choć nie bez problemów, Amerykankę Amandę Anisimovą (81. WTA) 2:6, 6:3, 6:1. W II rundzie Polka ponownie zaskoczyła po świetnej grze pokonując piątą rakietę świata - Ukrainkę Elinę Switoliną 6:3, 6:4. Na konferencji przyznała, że jeszcze nie jest w stanie w pełni ocenić swojego występu na kortach Wielkiego Szlema. - Za mało czasu upłynęło, by ocenić to wszystko. Jest mi przykro, jestem rozczarowana, że się nie udało. Że byłam tak blisko, że jestem coraz bliżej i bliżej, a dalej przechodzę kolejne lekcje, których nie spodziewałam się. Potrzebuję jednego, dwóch dni, żeby ochłonąć po tym wszystkim - powiedziała 38-latka.