Organizatorzy Roland Garros przygotowali sesję wieczorną podczas kolejnego dnia turnieju na godzinę 20:00, czyli godzinę wcześniej niż w inne dni. W środę kibice mogli zatem być na trybunach dość długo i pomimo godziny policyjnej od 23:00 liczyć na to, że uda im się obejrzeć całe ostatnie spotkanie dnia - Novaka Djokovicia z Matteo Berrettinim.
Mecz się jednak przeciągnął. Około godziny 22:55 Serb i Włoch byli na początku czwartego seta. Prowadził Djoković, który wygrał pierwsze dwa sety 6:3, 6:2, ale w kolejnym uległ rywalowi po tie-breaku 5:7. Przy stanie 3:2 dla Djokovicia w czwartej partii ochrona zaczęła wypraszać kibiców, którzy kupili bilety tylko na to spotkanie z kortu centralnego, bo zaczynała się godzina policyjna. Okazało się jednak, że to nie będzie takie proste.
Kibice za nic nie chcieli opuścić kortu i zostali w nim na kilkanaście minut, a spotkanie przerwano. Pięć tysięcy osób, które mogło wejść na obiekt pozostawało na nim i przeszkadzało zawodnikom na tyle, że pozwolono im na chwilę zejść z kortu. Kibice nie przestawali mniej więcej do 23:15, kiedy trybuny opuściły ostatnie niezadowolone osoby.
Spiker prosił fanów o zrozumienie dla zasad bezpieczeństwa już od 22:30, ale został dwukrotnie wybuczany przez kibiców. Ci, którzy zostali na paryskim korcie najdłużej krzyczeli "Chcemy zwrotu", czy "Zapomnijcie o rezygnacjach". Ochrona poprosiła ich o ewentualne składanie skarg do francuskiej federacji. - Przyjechałem na to spotkanie z trójką dzieci. Zapłaciliśmy 500 euro za dwie trzecie meczu. To nie do zaakceptowania! - mówił jeden z kibiców cytowany w artykule "L'Equipe". "Może powinni zacząć o 19?" - dodawał inny.
Ostatecznie mecz wznowiono o 23:15, po krótkiej rozgrzewce obu zawodników, a Novak Djoković wygrał czwartego seta 7:5 i całe spotkanie 3:1. Serb doszedł do swojego czterdziestego półfinału turnieju wielkoszlemowego w karierze. Teraz po raz kolejny zmierzy się z Hiszpanem Rafą Nadalem w walce o wejście do finału Roland Garros.