Wyczerpujący mecz Polki w kw. Rolanda Garrosa. Pierwszy set trwał aż 85 minut!

Magdalena Fręch walczyła niesamowicie w III rundzie kwalifikacji Rolanda Garrosa. Pierwszy set z Rumunką Iriną Marią Barą trwał aż godzinę i 25 minut, a aż siedem gemów kończyło się walkami na przewagi. Polka ostatecznie przegrała 5:7, 2:6 i nie zagra w turnieju głównym.

Magdalena Fręch (153. WTA) we wtorek po trzyletniej przerwie wreszcie wygrała mecz w Roland Garrosie. W 2018 roku Polka wygrała kwalifikacje i dopiero w drugiej rundzie przegrała z późniejszą finalistką turnieju, Amerykanką Sloane Stephens. W latach 2019-2020 Fręch odpadała już w pierwszej rundzie kwalifikacji. 

Zobacz wideo "Iga Świątek w przyszłości może być nazywana królową mączki"

Australian Open. Magda LinetteMagda Linette gra o finał turnieju WTA! Gdzie i kiedy oglądać mecz Polki? [TRANSMISJA]

Pierwszy set trwał godzinę i 25 minut!

Teraz 23-letnia polska tenisistka przełamała złą serię. Pokonała Chorwatkę Terezę Mrdezę (211. WTA) 6:7, 6:1, 7:6. W kolejnej rundzie kwalifikacji pomogła jej rywalka, bo Ukrainka Łesia Curenko (140. WTA), która w Paryżu w 2018 roku dotarła do IV rundy (a w latach 2017 i 2019 była w III rundzie) nie przystąpiła do meczu i oddała go walkowerem.

W finale kwalifikacji Fręch zmierzyła się z Rumunką Iriną Marią Barą. Z tą rywalką zmierzyła się dwa tygodnie temu w turnieju ITF na kortach ziemnych na Florydzie. Wtedy Bara po pasjonującym, trzygodzinnym meczu wygrała 7:6, 3:6, 6:4. Trzysetowy mecz był też w ich starciu na mączce w Pradze w sierpniu ubiegłego roku. Wtedy Fręch zwyciężyła 2:6, 6:3, 6:1.

Fręch fatalnie zaczęła piątkowy pojedynek. Po zaledwie trzynastu minutach przegrała już dwa swoje gemy serwisowe i przegrywała 0:3. Polka potrafiła jednak opanować nerwy i zaczęła odrabiać straty. Po dobrym skrócie przełamała rywalkę i wygrała wreszcie swój serwis. Często grała na bekhend rywalki i próbowała ją zaskakiwać skrótami. Fręch grała ofensywnie, ale musiała się mocno natrudzić, by jej atak był skuteczny i by szybka i biegająca do wszystkich piłek, mierząca zaledwie 164 centymetry Rumunka do niego nie doszła.

Kluczowe dla losów seta były szósty i szósty gem. Oba trwały po aż piętnaście minut!, a kilka wymian było bardzo wyczerpujących (mało z mniej niż dziesięcioma uderzeniami). Polska tenisistka nie wykorzystała w szóstym gemie aż pięciu szans na przełamanie rywalki. W efekcie przegrywała 2:4, a po chwili jej sytuacja mogła stać się fatalna. Obroniła jednak dwa break-pointy Rumunki i wygrała gema po ośmiu walkach na przewagi. Chwilę później to samo zrobiła Bara, prowadziła 5:3, a w dziesiątym gemie miała aż trzy piłki setowe. Polka potrafiła się jednak obronić i doprowadzić do remisu dzięki odważnym, ofensywnym zagraniom, a rywalkę przełamała po świetnym dobiegnięciu do skrótu i pięknym odegraniu.

Niestety, dwa ostatnie gemy były już zupełnie inne i zdecydowanie należały do Rumunki, która wygrała seta po godzinie i 25 minutach walki! Inne liczby też pokazują jego intensywność - rozegrano aż 116 punktów, a aż w siedmiu gemach (m.in. pięć z rzędu od stanu 3:2 dla Bary) była walka na przewagi. Jedenaście z dwunastu gemów tenisistki wygrywały do 30 lub na przewagi. Tylko tego ostatniego Bara zwyciężyła bez straty punktu.

Fręch w tym secie popełniła 29 niewymuszonych błędów (rywalka 15), ale miała więcej wygrywających uderzeń (19-9).

Drugi set mniej wyrównany

26-letnia Rumunka, zajmująca 122 miejsce w rankingu WTA, poszła za ciosem i miała serię czterech wygranych gemów z rzędu. Widać było od początku drugiego seta, że nieco energiczniej porusza się na korcie. Po zaledwie dziesięciu minutach prowadziła 2:0. Wymiany były już dużo krótsze niż w pierwszym secie, ale zawodniczki cały czas grały na dobrym poziomie. Fręch podjęła walkę, błyskawicznie odrobiła stratę przełamania i doprowadziła do remisu 2:2. Gdy wydawało się, że łapie odpowiedni rytm gry, to dwa razy przegrała swoje podanie i było 2:5. - Widać po mowie ciała, że Polka niestety jest już przegrana. To smutne - mówił Witold Domański, komentujący mecz w Eurosporcie.

W tym secie Fręch znów miała więcej winnerów (14-4) od rywalki, ale też o wiele więcej niewymuszonych błędów (17-2).

Turniej główny French Open rozpocznie się w niedzielę, 30 maja. Wywalczonego w zeszłym roku tytułu będzie bronić Iga Świątek. Polska tenisistka wówczas pokonała w finale Amerykankę Sofię Kenin 6:4, 6:1.- Będzie ciekawie zobaczyć Świątek podczas French Open. Myślę, że ona jest faworytką do wygrania tego turnieju - powiedziała Barbara Schett, była siódma rakieta rankingu WTA w rozmowie z portalem Tennishead. Świątek w I rundzie zagra ze Słowenką Kają Juvan (101. WTA)

Więcej o: