Wielka przemiana Igi Świątek. Czas skończyć z oburzeniem kibiców, że to "pompowanie balonika"

Imponujący jest rozwój kariery Igi Świątek. Kto by pomyślał, że to ta sama tenisistka, która kilka miesięcy temu w Nowym Jorku była kłębkiem nerwów w starciu z 160. na świecie Saschią Vickery. Dziś Świątek gra tak dojrzale, że można zapomnieć, iż nie ma nawet 20 lat. Będzie jedną z faworytek Roland Garros i nie jest to "pompowanie balonika".

Piątek, 4 września 2020, Nowy Jork. Tego dnia Iga Świątek i Saschia Vickery dokończyły spotkanie drugiej rundy US Open. Spotkanie przerwane dzień wcześniej z powodu deszczu. Polka, sklasyfikowana wówczas na 53. miejscu na świecie, wygrała 6:7, 6:3, 6:4. Mimo wygranej powiedzieć, że nie był to jej najlepszy występ, to nic nie powiedzieć.

Zobacz wideo "Iga Świątek w przyszłości może być nazywana królową mączki"

Dużo nerwów

W pierwszej partii Świątek przegrała tie-breaka, w którym prowadziła 5:0. Złość wyładowała na rakiecie, uderzając nią mocno w kort, za co otrzymała ostrzeżenie. W trzecim secie przegrywała już 1:3. Gała bardzo chimerycznie, popełniła w całym spotkaniu aż 69 niewymuszonych błędów (rywalka 33). Wymiany układały się głównie tak, że albo Polka trafiła i zdobywała punkt, albo myliła się na korzyść przeciwniczki. Efekt? 50 winnerów Świątek, 33 Vickery. Z kolei Amerykanka w trzeciej partii krzyczała na siebie i obijała bandy ustawione wokół kortu rakietą. To był prawdziwy mecz nerwów w wykonaniu obu tenisistek. 

Po tamtym spotkaniu było pełno obaw, co wydarzy się w kolejnym meczu w Nowym Jorku. Tym bardziej, że rywalką Świątek w trzeciej rundzie była wracająca do formy Wiktoria Azarenka, była liderka światowego rankingu. Azarenka pokonała naszą tenisistkę, doszła w US Open aż do finału, ale niech nie zmyli nas wynik jej meczu z 19-letnią Polką (6:4, 6:2). To był dobry występ naszej zawodniczki. Dużo lepszy, spokojniejszy niż wcześniejszy pojedynek z Vickery.

Euro 2020. Mecze Polaków. Kiedy i gdzie się odbędą?"To dzięki mnie dostał powołanie". Kalinić ujawnia, kogo rekomendował do reprezentacji Polski

Przemiana mentalna

Dziś wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, że jeszcze kilka miesięcy temu Iga Świątek była na korcie w Nowym Jorku takim kłębkiem nerwów. Od Roland Garros obserwujemy zupełnie inną tenisistkę. Jasne, że i jej zdarzają się gorsze chwile, udzielają emocje na korcie, ale to tylko ułamek procenta tego, co widzieliśmy w starciu z Vickery. Tamten pojedynek wyglądał jak z rywalizacji juniorskiej, gdzie obie tenisistki walczą nie tylko z przeciwniczką, ale i z własnymi niedoskonałościami. 

Polka nie zawsze będzie wygrywać (w tym roku zaliczyła porażki m.in. z Simoną Halep w Melbourne, Garbine Muguruzą w Dubaju i Ashleigh Barty w Madrycie), ale sposób jej gry stał się niezwykle dojrzały. Łatwo można zapomnieć, że dopiero 31 maja skończy 20 lat. Gra jak rutyniarz, przekracza kolejne granice swoich możliwości. Jeszcze niedawno z takiego turnieju jak w Rzymie odpadłaby w połowie drogi. W meczu trzeciej rundy z Barborą Krejcikovą nie szło jej niemiłosiernie. Czeszka miała nawet dwie piłki meczowe. A mimo to z kortu jako zwyciężczyni zeszła Polka.

Nowy kolega Peszki i Majewskiego. Kolejny piłkarz z Ekstraklasy idzie do WieczystejWieczysta Kraków zakontraktowała piłkarza z ekstraklasy! Kolejny hit potwierdzony

Wcześniej nie wygrałaby takiego meczu

Tamten mecz z Krejcikovą był kluczowy dla dalszych losów Świątek na Foro Italico. - Zwykle przegrywałam takie mecze, nie dawałam rady psychicznie. Jestem szczęśliwa, że byłam w stanie odwrócić wynik meczu - powiedziała po wygranej nad Krejcikovą 3:6, 7:6, 7:5. Rzym to był turniej dwóch faz w wykonaniu Igi Świątek, bo wcześniej z Madison Keys i Alison Riske Polka także nie zaprezentowała się z najlepszej strony. Na wyższy poziom wskoczyła dopiero później: w sobotę z Eliną Switoliną i Cori Gauff oraz w finale z Karoliną Pliskovą. To była Iga Świątek w formie z zeszłorocznego Roland Garros. Zagrać najlepiej wtedy, gdy jest to najbardziej potrzebne to cecha prawdziwych mistrzów. 

Niesamowicie szybką drogę przeszła Iga Świątek od meczu z Saschią Vickery w US Open do niedzielnego finału z Karoliną Pliskovą. Dorasta na korcie w tempie, którego dawno nie widziano w kobiecych rozgrywkach. Bianca Andreescu? Tylko, że ona po wygraniu US Open 2019 praktycznie zniknęła. Cały czas przegrywa z kontuzjami. Oby naszą tenisistkę to ominęło.

Miara sukcesu

Miarą ostatniego sukcesu Świątek jest też fakt, że w Rzymie wystąpiło 14 z 15 najwyżej sklasyfikowanych tenisistek świata. Zabrakło tylko wspomnianej Bianci Andreescu. A, że Simona Halep i Ashleigh Barty poddały swoje spotkania z powodu kontuzji, pewnie oszczędzając się przed Roland Garros? To ich problem. We Włoszech w najlepszej formie i najlepiej przygotowana do rywalizacji była tenisistka z Raszyna. Jak to wspaniale brzmi!

Opanowanie Polki na korcie widać było szczególnie w starciu z Cori Gauff w półfinale. W drugim secie zaprezentowała efektowne zagranie między nogami. - Jak Nick Kyrgos - skomentowano na kanale ATP na Twitterze.

- To bardziej intuicyjne zagranie niż chęć popisania się. Wymaga sporej koordynacji i spokoju, mało która dziewczyna umie to zagrać - tłumaczył nam Adam Romer z magazynu "Tenisklub".

Jedna z faworytek

Iga Świątek wygrała w Rzymie ostatni duży turniej przed Roland Garros. Do Paryżu przyjedzie jako obrończyni tytułu i rzecz jasna będzie jedną z faworytek. Mam nadzieję, choć przyznaje niewielką, że może skończą się wreszcie ze strony części kibiców uwagi pełne oburzenia w stylu: "nie mów, że jest faworytką, to pompowanie balona", "nie pompujmy balonika". Określenie to nie pasuje do polskiej tenisistki, która jest dziś w stanie pokonać na ziemi każdą rywalkę. Nikt nie mówi, że na pewno wygra, bo to tylko sport, ale też niewymienianie jest w gronie faworytek otwartych mistrzostw Francji byłoby niepoważne.