Zagraj to jeszcze raz, Iga! Koncert Polki w Rzymie. W tym meczu było wszystko

Na dwa tygodnie przed Roland Garros Iga Świątek zagrała koncert jak z Paryża sprzed roku: była mocna, dokładna, miała fantazję i radość z tego, co robi: w ćwierćfinale turnieju w Rzymie pokonała Jelinę Switolinę 6:2, 7:5. Jeszcze dziś Polka zagra o finał z Amerykanką Coco Gauff.

Pogoda kazała długo czekać na ten mecz, ale było warto. Nie tylko dla zwycięstwa i awansu Igi Świątek - bardzo cennego, bo Polka poza Roland Garros 2020 jeszcze nie była w półfinale turnieju tak wysokiej rangi, z tak mocną obsadą – ale dla przyjemności oglądania dwóch tenisistek w formie. Zwycięstwo w dwóch setach nie mówi wiele o skali trudności tego meczu, pracy i pomysłu które trzeba było włożyć w wygranie niektórych wymian, w kontrowanie Ukrainki, gdy była już bliska przejmowania kontroli nad meczem.

Ostatnie takie moment były przy 4:4 w drugim secie, po dwóch z rzędu gemach dla Ukrainki, i przy 5:5, gdy presja na utrzymanie serwisu rosła. Udało się nie dopuścić do trzeciego seta, bo Iga Świątek z meczu na mecz jest w Rzymie lepsza, jak na początku roku w turnieju w Adelajdzie, w drodze po pierwszy tytuł w WTA Tour. To w Adelajdzie Polka ostatni raz wygrała w jednym turnieju co najmniej cztery mecze. Ale w Rzymie obsada była nieporównanie mocniejsza. Tu z zawodniczek wyprzedzających Igę Świątek w rankingu zabrakło tylko Bianki Andreescu. Ale do półfinałów dotarła tylko jedna z wyżej rozstawionych od Igi: Karolina Pliskova. Ona zagra dziś o finał z Petrą Martić, Świątek z Coco Gauff.  

Zobacz wideo Jak wyglądają treningi Igi Świątek? Tenisistka pokazuje kulisy przygotowań na Instagramie

"Transfer" Hiszpanii na Euro krytykowany za "zdradę". Marzył o grze dla Francji

Trzeba się było na ćwierćfinałowe zwycięstwo nad Switoliną mocno napracować. Tylko początek był łatwy, z prowadzeniem 3:0 i ta przewaga dała potem spokój w drugiej części seta, gdy Ukrainka zaczęła odpowiadać bardzo skutecznie. Ale Świątek miała tego dnia tyle udanych pomysłów, tak różnorodnych i dobrze wykonanych, że cały czas znajdowała skuteczną odpowiedź. Dobrze wymierzonym forhendem, skrótem, smeczem, lobem. Z lekkością, o którą jej ostatnio trudniej, gdy wzrosła presja wygrywania. A widać po Idze Świątek, że największą presją jest ta, którą ona wkłada na siebie samą.

Absurdalny rzut karnyCo on wymyślił?! Przebił nawet rzut karny Sergio Aguero [WIDEO]

W meczu ze Switoliną to wszystko - fantazja, kontrola, presja – było w odpowiedniej równowadze.  To pozwalało odpowiadać, gdy robiło się gorąco: w arcyważnym gemie na 4:1 w pierwszym secie, po tym jak rywalka miała szansę na doprowadzenie do 3:2. Przy breakpoincie dla Switoliny na początku drugiego seta, przy stracie gema serwisowego i prowadzeniu Switoliny 2:1, a potem gdy w połowie drugiego seta Switolina jeszcze raz zerwała się do ataku i wyrównała z 4:2 dla Polki na 4:4.

Trzeba było przygasić jej zapał efektownie wygranym gemem i tak się stało. Trzeba było potem pilnować własnych gemów serwisowych i poszukać szansy na przełamanie i tak też się stało: od 5:5 dwa gemy wygrała już Iga. Jest w półfinale, ma zwycięstwo nad rywalką z Top 10, czeka ją w poniedziałek kolejny awans w rankingu, na rekordowe 13. miejsce. A to przecież nie musi być jeszcze koniec miłych momentów w Rzymie.