Najtrudniejszy turniej w życiu Igi Świątek. "Nie powinienem tego mówić głośno"

- Idze chyba nigdy nie dostawało się aż tak bardzo jak Hubertowi. Już na nim i na trenerze wieszano psy - mówi Piotr Sierzputowski. Trener Igi Świątek cieszy się, że Hubert Hurkacz wygrał Miami Open. Sierzputowski wraca też do porażki Igi z Aną Konjuh w Miami i mówi o przygotowaniach do turnieju "najtrudniejszego w życiu Igi", czyli do Rolanda Garrosa 2021.

W Wielkanoc w Miami Hubert Hurkacz osiągnął swój życiowy sukces, wyrywając turniej ATP Masters 1000, czyli zawody najwyższej rangi po czterech turniejach wielkoszlemowych. Tak dobrze nie powiodło się Idze Świątek. Mistrzyni French Open z ubiegłego roku na Florydzie dotarła do III rundy i tam przegrała z Aną Konjuh 4:6, 6:2, 2:6.

Po porażce z Chorwatką sklasyfikowaną na 338. miejscu w rankingu WTA niektórzy mocno krytykowali Igę, nie chcąc zauważyć, że Konjuh była kiedyś 20. zawodniczką na świecie, a teraz odbudowuje pozycję po kłopotach zdrowotnych. Ale trener Igi uważa, że krytyka, która spadła na jego zawodniczkę była i tak niczym w porównaniu z tym, co ostatnio musiał znosić Hurkacz.

Zobacz wideo "Hurkacz twardo stąpa po ziemi. O jego głowę jestem spokojny"

Łukasz Jachimiak: Kiedy po zwycięstwie Huberta Hurkacza w Miami Open zapytałem cię, czy chcesz ocenić jego występ, odpowiedziałeś, że chętnie powiesz kilka miłych słów o Hubercie i kilka niemiłych słów o tych, którzy krótkoterminowo patrzą na sport. Masz na myśli tych, którzy krytykowali Igę po porażce w Miami z Aną Konjuh, ale też tych, od których dostawało się Hubertowi?

Piotr Sierzputowski: Idze chyba nigdy nie dostawało się aż tak bardzo jak Hubertowi. Bardzo przykre było to, że pewność siebie Huberta była mocno podkopywana. Wiadomo, że człowiek takich ostrych opinii nie chce śledzić, ale one są wszędzie, zawodnik zobaczy to choćby w swoich mediach społecznościowych. Jakie ludzie w Polsce mają podejście do sportu, to widać, gdy się patrzy na los trenerów piłkarskich - jak nie wygrywają, to trzeba ich zmienić; takie jest myślenie. To jest totalny brak pojęcia o sporcie. Zgadzam się, że trenera trzeba zmienić, ale jeśli nie ma pomysłu, nie wie, co dalej robić, jak zawodnika rozwijać, gdzie szukać możliwości, szans. Ale trzeba pamiętać, że ostatecznie na boisko czy na kort wychodzi sportowiec i to on musi skorzystać z tego wszystkiego, co dostał od trenera. W pierwszej kolejności jest więc ważne, czy trener ma pomysły i założenia, w drugiej - czy jest w stanie to przekazać zawodnikowi, a po trzecie i najważniejsze - liczy się, czy zawodnik jest w stanie zrobić to, co wymyślił trener.

Hubert Hurkacz pokonuje w finale Miami Open włocha Yannika Sinner'a."Hurkaczowi brakowało pewności siebie. Teraz może powiedzieć: mogę wygrać z każdym"

Wtrącę, że po słabszych wynikach Hubert Hurkacz dostawał coraz więcej podpowiedzi, że powinien rozstać się z trenerem Craigiem Boyntonem.

Hubert w całym zeszłym roku bardzo ciężko pracował. Widziałem to. Pamiętam, jak oglądałem go na treningach podczas US Open. On zaciskał zęby i zasuwał - robił wszystko, żeby grać najlepiej, jak się da. Na treningach wyglądał świetnie. Ale nie był w stanie tego pokazać w meczach. Czy to była wina Huberta albo jego sztabu? Nie, to po prostu praca, którą się wykonuje i się czeka na ten moment, gdy ona przyniesie spodziewane efekty. Wiadomo, że jeśli efekty nie przychodzą przez długi czas, to trzeba wprowadzać jakieś zmiany. Ale trzeba je robić stopniowo i z pomysłem. Niestety w kobiecym tenisie, bardzo często trener jest zmieniany z dnia na dzień, a za trzy miesiące ten nowy trener też jest zmieniany. Za często wszystko jest robione na hura, a za rzadko ludzie się zastanawiają, jak poprowadzić wszystko w sposób najlepszy dla zawodnika. Bardzo się cieszę, że u Huberta wszystko potoczyło się dobrze. Naprawdę widziałem, że zapieprza jak mało kto, że na każdym treningu robi świetną robotę. Było tak, że wychodził na mecz i grał tylko połowę tego, co na treningach. W moim odczuciu on robił nawet trochę za ciężką pracę. I musiał się przyzwyczaić, przystosować, żeby to przekładać na mecze. Przyszedł moment, że to kliknęło. Już na nim i na trenerze wieszano psy, ale oni wytrwali. I teraz - wierzę w to - Hubert będzie miał bardzo duży skok pewności siebie, a dzięki temu też bardzo duży skok jakości gry.

A temu wszystkiemu będą towarzyszyły bardzo duże oczekiwania. Znacie to z Igą.

Tak, oczekiwania w Polsce rosną, ale rosną też oczekiwania Huberta. One będą już podparte jego wiarą: w to, że potrafi świetnie grać, że w trudnym momencie potrafi utrzymać swój serwis, wiary, że ma wszystkie narzędzia potrzebne do gry na najwyższym poziomie na świecie. On to sobie wywalczył sukcesem. I to dostrzegamy wszyscy. Ale on też wywalczył to sobie bardzo ciężką pracą. I tu po głowie powinni dostać wszyscy komentatorzy, którzy w tej pracy przeszkadzali, którzy nie wierzyli. Widziałem na Twitterze takiego jednego, który otwarcie napisał, że przeprasza, że źle sytuację oceniał, że nie chciał zauważyć postępów. A uważam, że człowiek, który się naprawdę interesuje, który jest blisko, potrafi dostrzec, że zawodnik robi postępy, nawet jeśli to się nie przekłada na wyniki. U nas, w sporcie indywidualnym, na treningach naprawdę odbywa się codzienna walka o poprawę każdego elementu o jakiś procent. I bywa, że jeden trening czy jeden mecz potrafi zmienić nastawienie zawodnika, że jest przełomem.

Jak przegrany mecz Igi z Arantxą Rus w Rzymie tuż przed Rolandem Garrosem - opowiadałeś mi, jak tamta porażka na Igę wpłynęła, jak pomogła jej zrozumieć, jakie błędy i jak może wyeliminować przed wyjazdem do Paryża.

Zgadza się. I z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że od tamtej pory Iga robi praktycznie to samo po każdym turnieju, po każdym przegranym meczu. Poziom tego, jak ona trenuje, wzrósł niesamowicie. Czy ja zmieniłem to, jak ona gra w tenisia? Czy ja zmieniłem swoje podejście? Nie. Ale jej świadomość skoczyła o 100 procent. I dlatego mamy taki sezon, jaki mamy, czyli bardzo dobry. Oczywiście oczekiwania ludzi z zewnątrz mogły być różne, ale plan punktowy i wynikowy na tę część sezonu Iga absolutnie spełniła. W stu procentach. A nawet więcej, bo na twardych kortach zrobiła prawie 1000 punktów, czego się nie spodziewałem.

Iga wygrała turniej w Adelajdzie, była w czwartej rundzie Australian Open - wyniki chyba mówią wszystko.

Dlatego jestem zadowolony, nawet jeżeli dwa czy trzy razy przegrała wcześniej, niż człowiek by oczekiwał. No taki jest ten sport. I tu jest pytanie, czy wracasz i wyciągasz wnioski. Po Hubercie było widać, że wnioski wyciąga. Ale nie było wiadomo, czy to kliknie. Tego nigdy nie wiadomo. U jednego kliknie, a u innego przyjdzie kontuzja i wszystko trzeba będzie budować od nowa.

Uważam, że nasi, polscy specjaliści nie doceniają ciężkiej pracy, nie doceniają systematyczności, nie doceniają spokoju, którego zawodnik potrzebuje, żeby wszystko zatrybiło. Bardzo podoba mi się to, że otoczenie Huberta jest cały czas takie samo, że to są ci sami ludzie, którzy go wspierają całym sercem i współpracują z ludźmi, którzy pewne rzeczy mogą wiedzieć lepiej. Hubert ma tyle fajnego samozaparcia, że wie, że robi dobrą robotę, a teraz ma bardzo fajny wynik i świetnie by było, gdyby jego poziom skoczył wraz ze skokiem w rankingu. Wiem po Idze, że to chwilę zajmuje. Natomiast taki sukces pomaga. Jeżeli dobrze się go obrobi. A Hubert na pewno dobrze sukces obrobi. Zwłaszcza że on zwycięstwo w Miami odniósł po ponad roku bardzo ciężkiej pracy. Oni się dograli i dogadali z trenerem i wszystko zaczęło fajnie funkcjonować. Ale wiem, co będzie, jeśli Hubert zaraz gdzieś przegra w pierwszej rundzie.

Hubert Hurkacz w MiamiDuży awans Hurkacza. Tak wysoko polscy tenisiści nie byli w rankingach od ponad 7 lat!

A tego nie wykluczymy, gdy zawodnik nawet w dużej formie po kilku miesiącach gry na twardych kortach przechodzi na korty ziemne.

Nawet nie chodzi o nawierzchnię. Po prostu ludzie w Polsce będą oczekiwali, że teraz Hurkacz będzie wygrywał każdy turniej rangi 1000. A przecież nawet gracze z wielkiej trójki [Roger Federer, Rafael Nadal i Novak Djoković] nie wygrywali wszystkiego, bo musieli się zwycięstwami dzielić. Tenis opiera się na porażkach. Polski kibic musi to zrozumieć. Musi się nauczyć patrzeć na tenisistę długoterminowo. Rzeczywiście w zeszłym roku troszeczkę można się było zacząć martwić wynikami Huberta, ale trzeba było spokojnie zaczekać.

Na pewno odpadnięcia już w pierwszych rundach Rolanda 2020 i Australian Open 2021 to były wyniki zdecydowanie poniżej możliwości Hurkacza.

To prawda. I zawodnik musiał z tego wyciągnąć wnioski - musiał sobie odpowiedzieć, czy przyczyny są po jego stronie, czy po stronie sztabu, czy przez jeszcze inne sprawy. Tysiąc rzeczy się składa na wynik. My musimy o tym pamiętać.

Bardzo spodobała mi się wypowiedź trenera Boyntona o mikfrofalówce. "Przecież nie siadasz przed mikrofalówką i nie krzyczysz na nią, żeby się pospieszyła. Żeby osiągnąć wynik, też potrzebujesz czasu" - powiedział niedawno Hubertowi. I tu chyba mamy wyjaśnienie, że Hubert się niecierpliwił, że chciał jak najszybciej dostać nagrodę za pracę.

To się zgadza. Popatrz na finał. On był dla Huberta dobrą lekcją. We wcześniejszych meczach grał agresywnie, ryzykownie, a w finale oddał inicjatywę Jannikowi Sinnerowi. Zrobił to bardzo mądrze, dobrą grą. Hubert sprawiał nią, że przeciwnik popełniał dużo błędów. To jest umiejętność - zerknąć, kto jest po drugiej stronie siatki i tak dopasować swój styl gry, żeby umieć wygrać z kimś, kto gra tak świetnie, jak 19-letni Sinner. Czy Sinner wcześniej w turnieju robił tyle błędów, co w meczu z Hubertem? No nie robił. W finale jego błędy Hubert spowodował. Oglądałem mecze Huberta, niektóre na żywo, z trybun, i widziałem, jak dojrzały był. Z tą mikrofalówką to dobre porównanie. Na efekty zawsze trzeba poczekać. Jeśli zawodnik w to wierzy i ludzie wokół niego wierzą, że wydarzy się coś dobrego, to to się zazwyczaj wydarza, jeśli zdrowie na to pozwala.

To teraz będzie cytat z Igi. "Myślę, że warto w tym wszystkim pamiętać, że to nie sprint, a maraton" - tak napisała po tym, jak w Miami odpadła z Aną Konjuh i przez wielu została za ten przegrany mecz surowo oceniona.

To jest dość popularne stwierdzenie w sporcie. Iga mogła zagrać mecz z Konjuh inaczej. Ale w trzecim secie. W pierwszym niewiele miała do powiedzenia. To, że wynik był tylko 4:6, Iga zawdzięczała swojej świetnej grze. Naprawdę złego słowa nie mogę powiedzieć o grze Igi w tamtym secie. Konjuh zrobiła wtedy tylko trzy błędy. Tak samo ktoś mógł powiedzieć, że w finale w Adelajdzie [6:2, 6:2 dla Igi] Belinda Bencić zagrała słabo, ale przecież Iga tam zrobiła trzy błędy, więc co Bencić mogła zrobić? Konjuh w Miami grała przeciw Idze świetnie. Super, że w pierwszym secie Iga jej stawiła czoła i sprawiła, że drugi set wyglądał już inaczej. Natomiast w trzecim się zapędziła. Trochę młodzieńczej fantazji się jej włączyło.

I trochę nerwów na wszystko.

Tak było. Zjadło ją, może się poczuła troszkę za mocno. Ale to jest mecz, z którego można wyciągnąć bardzo dużo fajnych wniosków. Szczególnie że Iga była pod ścianą. Tak jak z Muguruzą [0:6, 4:6 w trzeciej rundzie w Dubaju]. Zgadzam się, że Iga nie wyszła na ten mecz dobrze. Ale przed meczem nic nie wskazywało na to, że on się tak potoczy. I ten z Muguruzą, i ten z Konjuh. Absolutnie nie mówię, że każdy mecz można usprawiedliwiać brakiem doświadczenia, natomiast jeszcze mamy kilka takich meczów w sezonie, które po prostu trzeba przeżyć, w których doświadczenie jest potrzebne. Nie mogę brakiem doświadczenia tłumaczyć wyniku z Aleksandrową [4:6, 2:6 w drugiej rundzie w Melbourne, przed Australian Open] na początku roku, ale mogę powiedzieć, że w meczach z Muguruzą i Konjuh trochę zabrakło Idze wyrachowania. Ale spokojnie - to rzeczywiście jest maraton.

I chyba Iga lubi mieć okazję do rewanżu? Jak z Simoną Halep w Paryżu. Pamiętam, jak mi opowiadałeś, że Iga uwielbia rywalizację, że zawsze we wszystkim chce wygrać.

Tak jest, ona rzeczywiście chce mieć i wykorzystać kolejną szansę. A w tym roku ta jej wola wygrywania jest poparta liczbami, bardzo fajną analizą. Jakościowy skok Igi jest przeogromny. Jeszcze na Rolandzie wierzyłem, że ona może grać jak zawodniczka z Top 20 rankingu WTA, a nawet jak z Top 10, bo widziałem to na treningach. Natomiast wtedy nie sądziłem, że ona może tak grać przez długi okres. A teraz już wiem, widzę, że Iga jest czołową zawodniczką świata i jest w stanie tak grać bardzo długo. Bardzo podniosła swój poziom. Ale to też nie jest tak, że ona gra idealnie. Ona w tym roku zagrała dwa dobre mecze.

Mocna opinia.

W takim sensie, że czuła się w tych meczach w pełni komfortowo.

To finał z Bencić i który jeszcze mecz?

I z Jil Teichmann [w półfinale w Adelajdzie - Iga wygrała 6:3, 6:2]. Ona powiedziała wtedy: "Czułam się komfortowo, natomiast Jil robiła wszystko, żeby mi się ciężko grało". Ale ten mecz i finał z Bencić to jedyne dwa mecze, o których Iga powiedziała, że czuła się dobrze. Pozostałe mecze omawiała i mówiła, że był jakiś ból albo że była zmęczona, albo że nie czuła tego czy tamtego. Takie turnieje jak Roland Garros 2020 zdarzają się tylko raz na jakiś czas. I na nich nie można bazować. Dlatego jeżeli moja zawodniczka w trzy miesiące zagrała dwa dobre mecze i zrobiła 1000 punktów, to uważam, że jest naprawdę na wysokim, światowym poziomie. I czekam, co będzie, gdy przyjdzie ten moment, gdy jej znowu kliknie i dwa-cztery mecze z rzędu wygra w ten sposób jak te z Bencić i Teichmann albo jak te na ubiegłorocznym Rolandzie. Ale takie mecze przychodzą, kiedy jest szczególna dyspozycja dnia. Tego się nie da zaplanować i do końca przygotować.

Iga Świątek i Hubert Hurkacz, Australian Open 2020Świątek i Hurkacz wystartują w prestiżowym turnieju. Listy potwierdzone

Teraz od 19 kwietnia Iga zagra w Stuttgarcie, później w Madrycie i przed Rolandem pewnie jeszcze w Rzymie?

Tak. Iga w świąteczny poniedziałek wróciła do Polski, a już od wtorku przygotowuje się do turniejów na mączce.

Powiedz szczerze: masz nadzieję, że Roland Garros 2021 to będzie dla was historia podobna do tej z ubiegłego roku? A może nie pozwalasz sobie na takie myślenie, żeby nie było niepotrzebnych oczekiwań?

Myślę, że ten Roland to będzie najtrudniejszy turniej Igi w życiu. Może nie powinienem tego mówić głośno, ale powiem. Oczekiwania będą przeogromne. Ja absolutnie do tego tak nie podchodzę. Wiem, że Iga punkty za wygranie Rolanda ma do października. Czyli będziemy mogli korzystać z wysokich rankingów, żeby grać następne turnieje i być rozstawianym, a to jest dla mnie kluczowe. Jeśli Iga do końca sezonu zdobędzie jeszcze ze 2000 punktów - a na razie wszystko na to wskazuje - to będę po prostu szczęśliwy, to będzie spełnienie celu. Totalnie nie podchodzę do Rolanda tak, że ma być na nim wielki wynik. Ale chciałbym, żeby Iga była bardzo dobrze przygotowana do sezonu na mączce. Tak dobrze, żeby mogła zagrać kilka takich meczów, po których zejdzie z kortu i powie: "Czułam, że wszystko mi wychodzi".

No to znamy wasz pierwszy cel na resztę sezonu 2021. A drugi to pewnie jak najlepszy występ na igrzyskach olimpijskich w Tokio? Iga przy każdej okazji podkreśla, jak ważne są dla niej igrzyska.

Dla mnie igrzyska są oczywiście bardzo ważne, ale wiem, że trudno zbudować peak formy i na Rolanda, i na igrzyska, i jeszcze później na US Open. Bo już nawet zapomnijmy o Wimbledonie, na trawie zagramy dwa albo trzy turnieje, to nie będzie najważniejsza część sezonu. Ciężko będzie zrobić szczyt formy kilka razy w ciągu roku, ale tak - będziemy celować też w igrzyska i będziemy chcieli dobre przygotowanie dociągnąć do US Open.

O igrzyskach cały czas myślicie też pod kątem miksta z Łukaszem Kubotem? Pytam, bo widzę, że w deblu Iga zmienia partnerki, a z kim by nie grała, to wyniki są obiecujące. Teraz w Miami był półfinał z doświadczoną Bethanie Mattek-Sands.

Iga lubi deblową zabawę. Dla niej to pewna odskocznia, fajna sprawa. Ale jeszcze dużo pracy do zrobienia przed Igą, żeby się prezentowała bardzo dobrze. Jednak zawsze naszym priorytetem będzie singel, a debel to nauka i dodatkowe wyzwanie, bo inaczej się trenuje w meczu niż na treningu.